niedziela, 19 sierpnia 2012

Rozdział 17


Nudy jak  zwykle. Wzięłam do ręki czasopismo, które zostawiła mi Laura. Była to jakaś gazeta na temat plotek o gwiazdach. Niezbyt mnie to kręci, ale żeby zabić nudy, można zrobić wiele.
Do pokoju weszła pielęgniarka, a za nią lekarz, który na czas pobytu w szpitalu był moim, jakby to powiedzieć „opiekunem”. Siostra zmieniła mi bandaż, który zdobił moje czoło i przyniosła mi coś do jedzenia. Kiedy spoglądała na moją ranę na czole, trochę się przestraszyłam, bo miała niewesołą minę.
- Okaleczenie bardzo ładnie się goi, właściwie to nawet nie musisz już mieć żadnego opatrunku na głowie.  – powiedziała pielęgniarka.
- To fajnie, a jak ktoś mnie odwiedzi to się nie przestraszy? – zażartowałam.
- Nie powinien. – zaśmiała się lekko.
- Wszystko goi się pomyślnie, więc jutro postaramy się, abyś opuściła szpital. – powiadomił mnie doktor.
- Naprawdę?! Wypisuje mnie pan? – radośnie wykrzyknęłam.
- Raczej tak. – uśmiechnął się lekarz.
- Dziękuje.
Chwilę później do pokoju zawitali rodzice. 
- Cześć. Jak się czujesz skarbie? – zapytała mama.
- Cześć. Już dobrze. Moglibyście przywieźć mi na jutro jakieś rzeczy?
- Po co ci? – zdziwił się tata.
- Bo jutro mnie wypisują.
- Naprawdę, to fajnie.
- Cieszę się. – powiedziała uradowana mama. – A co konkretnie ci przywieść?
- A… - machnęłam ręką. -  Znajdziesz coś w szafie. 
- Dobrze. – uśmiechnęła się.
-  To ja pójdę spytać się lekarza, czy to prawda. – zażartował tata.
- Tato…
 - Dobrze, już idę. – uśmiechnęłam się do niego, a on wyszedł.
- To jak tata wróci to będziemy się powoli zbierać, bo będę musiała trochę dom uprzątnąć.
- Aż tak źle?
- Chyba nie…
*
- Dzień dobry. – przywitał się Alek zza drzwi.
- Dzień dobry. – odpowiedziała mu mama.
- Cześć. – ucieszyłam się.
- Jak się czujesz?
- A dobrze, jutro mnie wypisują.
- Oo… to fajnie. – uśmiechnął się.
- To ja już pójdę. – powiadomiła nas mama. – Trzymajcie się pa. – przytuliła mnie i poszła.
- Dowidzenia.  –pożegnał się Alek. - To przyjechać jutro do ciebie?
- Nie musisz. Jak chcesz to możesz pod wieczór do mnie wpaść, ale już się nie fatyguj z tym szpitalem.
- Dobra. To wpadnę do ciebie. – uśmiechnął się. – A może chcesz coś z bufetu?
- Nie, dziękuje. Mam tu już chyba wszystko.
Przez następne kilka godzin opowiadał mi co ciekawego wydarzyło się w naszej małej miejscowości.
 *
- Hej. – powiedziały Bella i Laura.
- Cześć. – odpowiedzieliśmy.
- Przyprowadziłyśmy ci kilku gości. – uśmiechnęły się, a potem do pokoju weszła grupa The Wanted, jednak bez Maxa.
- Cześć. – przywitali się radośnie chłopacy. Nath szybko podszedł do mnie, trzymając w ręku pluszowego misia.
Wewnątrz, trząsały mną emocje, tak bardzo się ucieszyłam, że przyjechali, specjalnie do mnie. No ale chciałam ich trochę zaskoczyć…
Kiedy Nath chciał mnie przytulić, ja specjalnie odsunęłam się, choć tak naprawdę właśnie tego mi brakowało.
- Dziewczyny… Kto to jest? – udałam zaskoczoną i wskazałam na chłopaków.
- Rose, co ty, nie wiesz kim oni są? – zdziwiła się Laura i podeszła bliżej mnie.
-Rose, co jest? – zmartwił się biedny Nath.
- Kim ty jesteś?
- Skarbie nie pamiętasz mnie?
Czy ja dobrze słyszę, czy powiedział do mnie „skarbie”?  
- Jakoś nie… Możecie mi to wszystko wytłumaczyć?!
Wszyscy stali z wielkim zdziwieniem na buźkach.
- Ja… ja jestem twoim chłopakiem przecież… - wystraszył się. Już nie mogłam tłumić w sobie tej radości.
- No jakbym mogła nie wiedzieć! – wykrzyknęłam i szybko przytuliłam się do kochasia. Hyhy.
- O co tu chodzi?! – nie wytrzymał Tom.
- Sorka. Żartowałam! – zaśmiałam się, a reszta za mną.  - Jak się cieszę, że was widzę! – wykrzyknęłam z radości i jeszcze mocnej przytuliłam Nathana.
-Proszę cie… Już więcej nie rób mi tego… - „złapał” się za serce. – Wystraszyłaś mnie! – zaśmiał się.
- Dziękuje za „skarbie”. – powiedziałam mu na ucho. On ucałował mój policzek.
-  Proszę, to dla ciebie.
- Oo… Dziękuje, jaki słodki…! – powiedziałam a na twarzy chłopka zagościł mój ulubiony uśmiech.  
- Jak się czujesz, kochanie?
-A… już wystarczająco dobrze.  Jutro opuszczam szpital!
- To dobrze się złożyło, że przyjechaliśmy. – dodał Tom.
- A co u was?  -zapytałam zaciekawiona.
- U nas… Dobrze. – powiedział Jay.
- Dobrze, że mieliśmy okazję przyjechać tak szybko do Polski! – ucieszył się Siva i objął Bellę w pasie, jedną ręką.
- To ja już zmykam. – powiedział Alek. – Na razie.
- Czemu… zostań jeszcze chwilkę. – rzuciłam.
- Nie, nie będę przeszkadzał, niedługo i tak idę z chłopakami na boisko.
- Aaa… To do jutra.
- Cześć. – powiedziała reszta.
-Zaczekaj! – krzyknął Nathan. – Mogę z tobą chwile porozmawiać na osobności?
- No dobra.
Dwoje chłopaków wyszło na korytarz. Wszyscy zastanawiali się po co mój chłopak chciał pogadać z Alkiem NA OSOBNOŚCI.


Na korytarzu

- Bella mówiła mi, że to ty byłeś z Rosalie podczas jej wypadku... – powiedział Nathan.
- No tak…  - jęknął Alek.
- Możesz mi dokładnie powiedzieć, co się tam stało.  
- Poszedłem kupić bilety do kina, a Rose stała przed budynkiem…  Powiedziała, że zobaczyła jakąś piękną sukienkę i chciała przejść na drugą stronę…
- Sukienka tak na nią działa? – zdziwił się Nathan.
- Nie wiem… - bąknął Alek. – Mówiła, że oglądała się zanim przeszła, a potem usłyszała głośny pisk opon…  Ja rzeczywiście też to usłyszałem i szybko, jak to było możliwe wyszedłem na zewnątrz, zobaczyć co się stało… Zobaczyłem jak Rose leży na jezdni nieprzytomna… ktoś z przechodni zadzwonił po pogotowie, byłem, mocno przestraszony, ale na szczęście, że samochód zdążyć mimowolnie hamować, wtedy Rose mogłaby być w ciężkim stanie… a tak ma tylko parę siniaków i lekko przeciętą głowę…
- O kurcze. – westchnął Nath. – Możliwe, że jak bym ją zobaczył to też bym się przeraził.
- Nie mogłem sobie tego wybaczyć, ale Rose ciągle mówi, że to nie jest moja wina.
- Chyba ma rację… - powiedział smutno Nathan. – Jak mogłeś ją powstrzymać.
-Jakby poszła ze mną…
- Dobra, dziękuje ci chociaż za to że jesteś z nią kiedy nas nie ma.
- Nie ma za co. To mój obowiązek.
- Ale nie chce też, żeby stale za nią łaził. Szkoda tylko, że nikt mi nic nie powiedział, że idziecie razem do kina. – powiedział lekko wkurzony Nathan.
- Ale to był przyjacielski wypad do kina. Chciałem po prostu, żeby nie była taka smutna… Dobra, z resztą co ci się mam tłumaczyć… Na razie…
- No… Na razie.

***


Po rozmowie Nathan pojawił się w „moim pokoju”.
- Coś się stało? – zapytałam. Jego wyraz twarzy był mało przekonujący.
- Nie nic, Alek wyjaśnił mi jak tu trafiłaś… - szybko usiadł koło mnie na szpitalnym łóżku. Tom postanowił zmienić temat .
- Inaczej wyglądasz od ostatniego razu. – uśmiechnął się do mnie.
- Kiedyś trzeba coś zmienić. – zaśmiałam się.
- Tom? – zapytał Siva. – Może też chcesz zmienić wygląd?
- NIE. DZIĘKUJE. – oburzył się Tom.
- Może chcesz zobaczyć, jak Nathan przez ostatnie kilka tygodni się zachowywał? – zaśmiał się Jay.
- Nagrywałeś mnie? -  spytał zaskoczony chłopak. – I ja tego nie zauważyłem?
- Nie ma co robić, więc chętnie oglądnę. – uśmiechnęłam się do mojego chłopaka.
- Masz. – podał mi swojego iPod’a i zaczęłam oglądać upamiętnione przez Jay’a sceny.
Jeden filmik opowiadał o spotkaniu chłopaków. Wszyscy popijali piwo. Reszta opowiadała sobie kawały, śmiała się. Na twarzy Nathana tylko raz po raz pojawiał się uśmiech. Nie wiedziałam, że chłopaki też tak mogą przeżywać. Oglądając filmik, zerkałam na mojego ukochanego, trochę się zawstydził.
Po małym „seansie” oddałam telefon Jay’owi i z całych sił uściskałam Nathana.
- Dobrze, że znowu tu jesteś. – szepnęłam mu do ucha i lekko łzy napłynęły mi do oczu, ale na szczęście się nie popłakałam jak to miałam w zwyczaju.
- Tak. – odpowiedział. – Tylko szkoda, że w tym budynku…
- Już jutro wieczorem mnie tu nie będzie. – pocieszyłam go. W tym samym momencie pozostała grupka rzuciła się na nas. Zrobiliśmy niezłą „kanapkę”. Tak bardzo byłam szczęśliwa z ich przyjazdu. Z Nathanem moje życie nabierało większego sensu.
– Dobra, może wystarczy tych uścisków! Nie mogę oddychać! – natychmiast odeszli ode mnie.
- Przepraszamy… - powiedziała Bella. – Nic ci nie jest?
- Nie, na szczęście nie. – zażartowałam.
- Ale przynajmniej było miło. – ucieszył się Tom.
- Ciekawe co by na to lekarz… - zaśmiała się Laura.
- Pewnie by się cieszył. – rzucił radośnie Jay.
-Może oglądniemy film na laptopie? – zaproponowałam.
- Czemu nie. – powiedział Nathan.
Nasze szpitalne kino rozpoczęło się. W pokoju były tylko trzy krzesła. Nathan został na swoim miejscu, czyli cały czas obok mnie. Reszta chłopców zajęła krzesła, a dziewczyny wskoczyły obok nas.

Nastała godzina 18.00. Moi znajomi musieli się powoli zbierać.
-Gdzie nocujecie? – zapytałam.
- Nie wiesz? – zapytał Jay.
- U ciebie. – powiedział Tom.
- Moja mama wie?
- Tak. Dzwoniłam do niej już wcześniej. – dodała Bella.
- To fajnie. – ucieszyłam się. – Aaaa… to dlatego mówiła że musi posprzątać…
- Nie potrzebnie. – zaśmiał się Tom.
- To my już będziemy się zbierać. – poinformowała Bella.
- To ja może zostanę. – powiedział Nath.
- I gdzie się tu chcesz wyspać??? Nie ma mowy. Jedziesz z nimi.
 -Nie.
- Nathan, nie wygłupiaj się, słyszysz co Rose mówi? – Laura postanowiła mi pomóc.
- Okej. – powiedział trochę z krzywą miną.- To pa. Do jutra. – powiedział chłopak i pocałował mnie.
- Cześć. – pożegnali mnie wszyscy.
- Pa. – odpowiedziałam. 
____________________________________________
Wreszcie coś o chłopakach nie... :D
No... : )
To zachęcam do pisania tym słodkich komentarzy co mnie rozweselają :] 
Dziękuje Wam za to i dedyk dla wszystkich czytających to opowiadanie. 

Właśnie siedzę tak teraz i myślę, czy uda mi się zrealizować pewien plan... ;p 

A... jakby ktoś był chętny to tu znajdziecie moje nowe opowiadanie.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 16


Następnego dnia czułam się o wiele lepiej. Laura odwiedziła mnie z wielką torbą czasopism.
- Kiedy ja to przeczytam?! – uśmiechnęłam się.
- Kiedyś na pewno. – odpowiedziała Laura.
- Mówisz, że ciągle będzie czytała? – zapytała mama.
- Nie wiem, pewnie nie, ale niech sobie powybiera co będzie czytać, a ja resztę zabiorę z powrotem do domu.
Zaczęłam przebierać gazety. Zostawiłam sobie coś o modzie, coś przyrodzie i trochę o gwiazdach.
Mama przed 12.00 musiała już iść do pracy.  Potem odwiedził mnie Alek z kolegami z klasy. Byłam lekko zaskoczona, bo przyszli z bukietem fiołków. To na pewno był pomysł Alka.
- Świetnie wyglądasz. – zażartował Kamil.
- Yy… Dziękuje. – uśmiechnęłam się.
- Jak się czujesz? – spytał Robert.
- Bywało gorzej.
- Już wiesz kiedy wychodzisz? – zaciekawił się Tomek.
- Jeszcze nie…
Fajnie było pogadać sobie z kolegami, a zwłaszcza że dawno ich nie wiedziałam. Po godzinie odwiedziły mnie też koleżanki z klasy, które poprosiły Bellę, aby poszła razem z nimi, bo mogłyby do mnie nie trafić. Ucieszyłam się na ich widok, bo strasznie nudno było leżeć w szpitalu i nic nie robić.
- Cześć! – wykrzyknęły dziewczyny.
- Hej! – uśmiechnęłam się.
- Jak się czujesz? – zapytała Olka.
- Już lepiej.
- Nudno tu nie… - rzuciła Angelika.
- No trochę…
Żeby mnie trochę pocieszyć, dziewczyny zaczęły opowiadać mi kawały i jakieś śmieszne historie, które przydarzyły im w te wakacje. Właśnie. Na samą myśl, że to była już połowa  sierpnia robiło mi się nie dobrze. Jak te wakacje szybko uciekają… 
Prawie cały dzień miałam gości, więc nie było nudno.
Tata wpadł do mnie pod wieczór i przywiózł mi trochę owoców.
- I jak? Słyszałem, że miałaś trochę „gości”… - powiedział.
- No tak. – zaśmiałam się. – A te kwiatki możesz zawieść do domu, do mojego pokoju, tam będą lepiej wyglądać.
- Dobra, coś jeszcze ci wziąć?
- Nie, nie trzeba. A lekarz już mówił kiedy mnie wypisują czy coś…
- Mówił, że może za 3 dni, jak dobrze pójdzie…
- Ooo… to fajnie, nareszcie.
- No ale wiesz, nie może ci się nic już stać, bo jak tak to zatrzymają  cię jeszcze na badaniach…
- No oby…
- To ja już się zbieram, jutro wpadniemy więc jak czegoś potrzebujesz to zadzwoń do mamy.
- Yhym… Dobrze. To pa. – uściskałam go na pożegnanie.


Tymczasem u Belli

- Tak. Słucham. – odpowiedziała dziewczyna do słuchawki telefonu.
- Cześć, to ja Nathan. – powiadomił ją członek The Wanted. – Przyjechałabyś jutro po nas na lotnisko do Poznania? Bo możliwe, że się zgubimy.
- No, dobra, wezmę ze sobą Laurę. Czyli że jest was więcej…
- No. Ja, Siva, Tom i Jay. Max został z Michelle.
- Aha. To fajnie. Powiedziałam tylko Rose, że przyjedziesz do niej. Strasznie się ucieszyła.
- Ja też się cieszę. A właśnie, co z nią?
- Już lepiej, zresztą jutro sam się przekonasz.
- To dobrze. A jest może gdzieś w pobliżu jakiś hotel, żebyśmy mogli przenocować?
- Ja już się tym zajmę.
- Ok. Dzięki. To najlepiej jak byście były na lotnisku tak przed 12.00.
- Dobrze, będziemy za wami czekać.
- Jeszcze raz wielkie dzięki. To do jutra.
- Nie ma za co. Nom pa.
Po skończonej rozmowie z Nathanem, Bella natychmiast zadzwoniła do Laury.
- Laura? Hej tu Bella.
- Oo… Cześć.
- Mam do ciebie małą prośbę…
- Tak…?
- Pojechałabyś jutro ze mną do Poznania po chłopaków?
- Jasne! Wszyscy przyjadą?
- Nie, Max nie przyjedzie, ale reszta będzie.
- To może zapytam Karola, czy mógłby z nami po nich jechać… Weźmiemy taty Volkswagena i się zabierzemy.
- No dobra, to zadzwoń jak się zgodzi.
- Ok. A co u chłopaków?
- A chyba dobrze, nawet się nie pytałam Nathana.
- Aha.
- Dobra. To zadzwoń jak będziesz coś wiedziała. Pa.
- Ok. Pa.
Po odłożeniu słuchawki Bella zastanawiała się czy powiadomić Rose, że jej chłopak będzie z nią już jutro, czy zrobić jej niespodziankę. A, będzie zadowolona, jak wparujemy do jej pokoju razem z chłopakami, pomyślała. 
________________________________________________________
Jakoś to wyszło :P 
Nowe opowiadanie pojawi się w tym tygodniu xD, ale nie powiem kiedy :P 
To do zobaczenia! ;*

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 15



Kilka dni później

Dzisiaj, wyjątkowo wstałam o 10.00, bo zawsze budziłam się wcześniej. Poszłam przebrać piżamę, na krótkie, jeansowe spodenki, zieloną bokserkę i sandały na koturnie. Pobiegłam szybko do kuchni zrobić sobie kanapki, żeby nie być głodna kiedy wyjdę gdzieś z Alkiem. Za Chiny nie chciał mi powiedzieć gdzie.
Parę minut potem był już pod moim domem. Poszliśmy na autobus, aby dojechać do pobliskiego miasta.
Powiedział mi tylko tyle, że najpierw musimy kupić bilety, żeby nam nie wykupili, a potem pójdziemy do fajnego miejsca.
Kiedy dotarliśmy pod budynek, Alek wszedł do niego, a ja zostałam na zewnątrz. Ujrzałam na przeciwko kina sklep z odzieżą a w nim piękną pomarańczową sukienkę. No śliczna. Po prostu musiałam ją mieć. Postanowiłam, że zaglądnę tam na chwilę, zobaczyć ile ta sukienka kosztuje. Rozejrzałam się na dwie strony, czy nie jedzie samochód. W końcu weszłam na jezdnię, wpatrzona w „moje marzenie”.
Usłyszałam tylko mocny pisk opon oraz ludzi, którzy na coś krzyczeli. Nic nie widziałam. Myślałam, że to tylko dziwny sen, przecież często miałam takie.
Obudziłam się w pokoju, ale nie swoim, w szpitalu. Wszystko mnie bolało. To było straszne. Przy moim szpitalnym łóżku zobaczyłam Alka oraz rodziców.
- Coś cię boli? – spytała przerażona mama.
- Wszystko. – wyjęczałam z wielkim bólem. – Ale co w ogóle się stało?
- Nie pamiętasz? Podobno wpadłaś pod samochód.
- Ja nie chciałem. Ja przepraszam… - wyjąkał Alek, któremu na twarzy brakowało uśmiechu z pięknymi dołeczkami w policzkach.
- To nie twoja wina. – cicho krzyknęłam.
- Tak, Rose ma racje. Dobrze, że nic ci się nie stało… - powiedział tata.
- Gdzie moja komórka? Muszę zadzwonić do Nathana! – siałam wokół siebie panikę.
-  Zaraz przyjadą tu Bella i Anka. Na pewno już do niego zadzwoniły. – rzuciła mama.


Tymczasem u Belli


- Nath? To ty? – wykrzyknęła przerażona Bella.
- Tak. Coś się stało? – zdziwił się Nathan, że dzwoniła do niego kuzynka jego dziewczyny. 
- Rose jest w szpitalu!
- Co?! – chłopak stracił ochotę do rozmowy.
- Miała wypadek. – powiedziała Bella. Chwilę potrwało, zanim chłopak się odezwał.
- Ale jak?!
- Samochód ją potrącił… - szepnęła do słuchawki dziewczyna.
- Będę jak najszybciej. – powiedział Nathan i rozłączył się.
- Halo? Nath? – Bella zrozumiała o co chodziło chłopakowi.



***
W tym samym czasie, co rodzice musieli iść już do pracy, odwiedziły mnie dziewczyny.
- Hej. Jak się czujesz?  - zapytała Anka.
- Jakoś wszystko mnie boli… - wyjąkałam, próbując się przy tym uśmiechnąć, ale nic z tego.
- Dobrze, że nic poważnego się nie stało… - powiedziała Bella.
- Dzwoniłaś może do Nathana? – spytałam przewrażliwiona.
- Yyy…  tak. -  rzuciła. – Powiedział, że nie długo tu będzie…
- Przyjedzie? Specjalnie dla mnie? Kurczę, może to nie był najlepszy pomysł, żeby do niego dzwonić, teraz niepotrzebnie będzie się martwił…  Może pokrzyżowałam mu jakieś plany…- jęknęłam.
- Ja myślę, że to dobrze ci zrobi, a przy okazji Siva na pewno też wpadnie. – pomyślała kuzynka.
- Aha. – położyłam głowę na poduszce, widząc  że Alek nieciekawie wygląda.
- Nie musisz tu być. Widzę, że jesteś zmęczony, jedź już do domu i odpocznij. – powiedziałam ochrypłym głosem.
- Nie, ja muszę zostać tu z tobą. – podszedł do mnie i poprawił mi poduszkę.
- Zaraz zjawi się tu też Laura. – powiadomiła mnie Anka.
- To fajnie. Strasznie się za nią stęskniłam… - miałam tak mało siły, że natychmiastowo zamknęłam powieki.
Kiedy się obudziłam, siedziała przy mnie Laura.
- Cześć .- powiedziała i przytuliła mnie lekko.
- Hej. – odpowiedziałam.
 - Jak się czujesz?
- Już lepiej, ale i tak wszystko mnie boli…
- Niedługo przestanie. – zapewniła mnie. Wtedy pokazałam jej wszystkie siniaki.  – Oj. Trochę tego jest. – uśmiechnęła się. – A głowa cię boli?
- Nie a czemu?  - uśmiechnęłam się.
- Bo masz rozciętą… - wyciągnęła z torebki lusterko, moja twarz odbiła się o małą powierzchnię lusterka.
- Oh. – zdziwiłam się. – Dobrze, że nie musiałam tego oglądać, bo na pewno bym zemdlała.  – lekko się uśmiechnęłam.
O niczym innym nie gadali, jak o moim wypadku. Podczas tej rozmowy przypomniałam sobie już najważniejsze szczegóły.
- Czekajcie.
- Co? – wystraszył się Alek.
- Właśnie sobie coś przypomniałam. Pamiętam jak czekałam za tobą pod kinem i wtedy zobaczyłam po drugiej stronie piękną sukienkę, taką pomarańczową no i nie mogłam się  jej oprzeć i postanowiłam zajrzeć do  tego sklepu i wtedy usłyszałam pisk opon.
- No tak, sukienka mówisz? – zaśmiała się Laura.
- No, była taka piękna… - jęknęłam.
- Hehe. - zaśmiała się Anka.
- Odpocznij, bo widzę, że jesteś zmęczona. – powiedziała Bella.
- Chyba masz rację. Przyniesiecie mi jakieś ciuchy z domu, gdybym miała wyjść i może jakieś gazety…
- Jak na razie nigdzie się stąd nie ruszasz. – potwierdziła  Laura. – Ale gazety mogę ci przynieść.
- Dobra. Dziękuje za to, że wszyscy tu jesteście. –  powoli obróciłam się na drugi bok i zasnęłam. 

_________________________________________________________________

No dobra, postanowiłam napisać. :D Pomyślałam, że tydzień to co dla niektórych za długo ;p hehe xD 
Proszem, to dla wszystkich czytających. ;******

PS: Nie umiem zbytnio opisywać takich sytuacji, więc jak coś będzie niejasno opisane to piszcie w komciach. Może się czegoś nauczę. ;p
 

wtorek, 31 lipca 2012

Podziękowania ;*

Dzisiaj weszłam na bloga i co ja widzę.... 1011 wyświetleń widzę!
Dziękuje Wam strasznie za to! ;***
KOCHAM WAS ♥♥
Dziękuje za 7 obserwatorów i 30 komentarzy :***
BUŹKI DLA WAS ;*
POZDRAWIAM!



dla Was trochę zdjęć ;*






i piosenki







Rozdziału możecie się spodziewać za tydzień ;)




piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 14


Kilka dni później

Dni mijały powoli. Przynajmniej raz na dzień rozmawiałam z Nathanem przez internet lub telefon. 

Miałam na sobie czerwone rurki, białą bokserkę, z kolorowymi literkami i zielone trampki Converse. Postanowiłam, że wybiorę się do parku. Wzięłam trochę drobnych na straty i zadzwoniłam do Anki spytać się, czy nie spotkałaby się ze mną. Na szczęście zgodziła się.
Szłam przez małą alejkę, przy której znajdował się mały sklepik. Wstąpiłam do niego i kupiłam magazyn, żeby dowiedzieć się co dzieje się w show biznesie. Wzięłam też moje ulubione czekoladowe ciasteczka.
 W parku, na ławce czekała już na mnie przyjaciółka. Przywitałam się z nią, a potem rozmawiałyśmy przygryzając sobie ciasteczka.
- Jak się czujesz? – spytała Anka.
- Nawet dobrze, a jak u ciebie. – powiedziałam.
- W porządku. Dawno nie wychodziłaś chyba z domu. Chciałam cię kiedyś wyciągnąć, aż w końcu sama zdecydowałaś się wyjść.
- Jakoś nie miałam ochoty…
- Już wiadomo kiedy przyjadą?
- Jeszcze nie…
- Yyyhym… A co u Alka?
- Nie wiem, dawno z nim nie rozmawiałam.
- To spotkaj się z nim. Przecież nie powinniście zaniedbywać waszej przyjaźni.
- Chyba masz rację. Tylko czy będzie chciał się spotkać…
- A czemu nie. Na pewno stęsknił się za tobą.

Nagle zobaczyłyśmy Alka, idącego przez alejki parku. Anka szybko pobiegła w jego stronę. Coś   szepnęła mu do ucha. Ruszyli w moją stronę.
- Hej. -  powiedział.  – Słyszałem, że chciałaś się ze mną spotkać.
- Cześć.  – ucieszyłam się, że nareszcie go widzę. – Tak.
- To może się gdzieś przejdziemy? – zaproponował.
- Na mnie już pora, więc nie przeszkadzajcie sobie. Pa. – pożegnała się Anka.
- Pa. – powiedziałam. – Dobra, to skoro Anka już sobie poszła to możemy iść. Gdzie proponujesz?
- Hym… może nad jezioro? – spytał.
- Ok.
 Przypomniały mi się chwile spędzone razem z Nathanem. Idąc, odpowiadałam Alkowi na pytania, które cała drogę zadawał mi. Szliśmy jeszcze kilkanaście minut, aż w końcu dotarliśmy na wybrane miejsce przez chłopaka. Przysiedliśmy na mostku, żeby mieć lepszy widok na otaczający nas krajobraz.  
- On tu już nie przyjedzie, że tak się załamałaś? – spytał.
- Kiedyś, w końcu mnie odwiedzi… - wybąkałam.
- Czyli mam rozumieć, że jesteście razem…
 - No tak.
 - Szkoda, że ja nie zdążyłem… - powiedział pod nosem.
- Ale na co? – zdziwiłam się.
- Czemu, ja stale to odwlekałem …? – mruczał.
- Możesz mi powiedzieć, o co chodzi?
- Chciałbym, żebyś coś wiedziała… Muszę ci to powiedzieć, nawet jeżeli, mnie znienawidzisz…
- Co wiedziała? No mów, a nie trzymasz mnie w niepewności…
- Bo ja cię… ja cię… kocham. – niemalże szepnął.
Zbił mnie z pantałyku tym pytaniem. Chwile to potrwało zanim cokolwiek powiedziałam.
- I co ja mam teraz zrobić? – zamyśliłam się na głos.
- Ja… ja zrozumiem, jak nie chcesz już mnie widywać.
-  Ale ja chce się z tobą spotykać, ale zrozum, ja mam już kogoś i bardzo go kocham, mimo że jesteśmy daleko od siebie… - starałam się powiedzieć to tak, żeby zrozumiał. – Do dlatego tak się zdenerwowałeś, jak zobaczyłeś go w moim domu…
- No tak, ale wiedziałem, że już jest za późno. A chce tylko twojego szczęścia…
- Czy to zawsze ja mam trudne życie… - wyjąkałam na głos.
- Przepraszam, chyba już pora na mnie. – powiedział i zaczął już wstawać.
- Nie, błagam cię, zostań. – złapałam go szybko za rękę.
- Jesteś pewna?
- Tak.  Ale nie jesteś już zły na Nathana?
- Ja? Jestem na niego wściekły.
- Aż tak go nienawidzisz??  - powiedziałam smutno.
- Tak, bo jest chyba lepszy i szybszy w okazywaniu uczuć. – było widać, że mój przyjaciel jest wściekły, ale ja śmiałam się jak głupia do sera.  
Żartowaliśmy sobie, tak jak kiedyś. Siedzieliśmy nad jeziorem, aż do godziny 18.00.
***
Siedziałam już, a raczej leżałam pod kołdrą w moim pokoju, oglądając jakiś film. Musiałam przemyśleć kilka pytań, które zadał mi Alek, na moście, czy jestem pewna, że dobrze mi z nim, czy warto tak cierpieć.


Z punktu widzenia Alka
Ja pierdziele. Co ja narobiłem… Może mogłem tego nie mówić? No dobra, stało się to się już nie odstanie. Może nawet dobrze, że wie.
 Cholera jasna – co za gnojek. Przyjechał se raz do Polski i już musiał się koło laski zakręcić. Nie zabraniam mu, ale  czemu Rose!? Jaki ja jestem głupi! Tyle czasu zmarnowałem. Pieprzony koncert.
Po pokoju rozległ się sygnał telefonu.
- Co chcesz? – spytałem Roberta.
- Grasz? – odpowiedział.
Trochę się zastanawiałem zanim odpowiedziałem.
- No dobra, co będę tu robił…  - powiedziałem kumplowi. Musze jakoś przestać o tym wszystkim myśleć.
- Okej. To o 20.00. na boisku.
- Siema.
Było już wpół do. Założyłem dres (coś w tym rodzaju). W razie czego uszykowałem jeszcze piłkę do nogi, gdyby chłopaki nie wzięli. 
_____________________________________________________________
Jest następny :P 
Teraz tak, 
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
1 sprawa: 
rozdział - może być? 
Mogę liczyć na 3 komentarze??? 
Myślę, że ta piosenka, wyraża to, co teraz czuje Rose. 


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
2 sprawa

Zrobiłam mały remix GYC. Ten jest taki najłagodniejszy :P tamte to już takie techno, house i kto tam jeszcze wie :P 
Nie wiem czy wam się spodoba. 
Remix GLC (tutaj)

środa, 18 lipca 2012

Rozdział 13


Stałam przed ołtarzem w pięknej, białej sukience. Trzymałam skromny bukiet fiołków, moich ulubionych kwiatów. Stałam tak kilka minut, będąc punktem obserwacji weselnych gości. Nie miałam nawet "zielonego pojęcia" za kogo wychodzę, pana młodego nie było przy mnie.
Szybko podniosłam głowę do góry, aby wyrzucić z siebie te „marzenia”. Powtarzałam sobie „to tylko bardzo dziwny sen”.   
Była godzina 10.00. chłopacy mieli odjechać o 15.00, czyli zostało nam, niespełna pięć godzin razem. Przebrałam się, szybko zbiegłam na dół i zadzwoniłam do pizzerii, prosząc o dwie pizze: jedną z salami i warzywami, a drugą tylko z warzywami.
Minęła godzina. Zadzwonił dzwonek, domyśliłam się kto to może być. Wzięłam więc mój portfel i poszłam do głównego wyjścia. Pizzy były bardzo ciepłe, dobrze, bo jak na razie zeszły tylko dziewczyny, a chłopacy nadal smacznie spali, z tego co powiedziały mi kuzynki. Podczas gdy nie było jeszcze wszystkich na dole, wzięłyśmy się do roboty, aby trochę usprzątać mieszkanie po imprezie. Pół godziny później zeszła grupa The Wanted. Naprawdę nie widziałam ich jeszcze tak zmarnowanych, jak teraz.
Po przekąsce chłopacy zaczęli się pakować, co zajęło im niecałą godzinę.
Gdy byli już poszykowani do wyjazdu, zeszliśmy do salonu i usiedliśmy na ogromnej, skórzanej sofie, w kształcie półksiężyca. Z każdą minutą przybywało nam na myśl mile spędzone razem chwil. 

Byliśmy już wszyscy na lotnisku.To był "koniec". Nadszedł czas, w którym trzeba było się pożegnać.
- Pa kochanie. – powiedział smutno. – Będę strasznie tęsknić.
- Ja za tobą też. – wyjąkałam i szybko go pocałowałam na oczach wielu innych dziewczyn, które pewnie oddałyby wszystko, byle tylko spędzić tak miłe chwile.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też. – utuliłam go, a on jeszcze raz pocałował mnie.


- Kocham cię. – powiedziała do Sivy Bella.
- Ja ciebie też, będę tęsknił. – odparł.


- Będę tęsknił za tobą piękna. – powiedział Thomas.
- Kocham cię. – rzuciła Laura.


- Cześć, do zobaczenia. Będzie nam was strasznie brakować do następnego spotkania. – jęknęłyśmy.
- Nam też. Pa. – pomachali nam na pożegnanie The Wanted.
Szli już do samolotu z dwoma ochroniarzami, a wokół nich roiło się od Polskich fanek.
Na dworcu, ogarnięte przez rozpacz o mały włos nie pomyliłyśmy pociągów.
W domu byłyśmy coś po 19.00. Nadal nie mogłam przyzwyczaić się do mojego… jakby to powiedzieć, „poprzedniego życia”. Nie obchodziło mnie nawet co robiła, gdzie była moja kuzynka, która została u mnie do jutrzejszego dnia. Poszłam wziąć prysznic, a potem wskoczyłam do łóżka, wpatrując się w wyświetlacz aparatu, którym zostały upamiętnione piękne chwile z przed kilku dni. 
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak poznam "tego jedynego". Teraz nie boję się, że go stracę. Boję się po prostu, że nie spotkam takiej osoby jak ON - chłopak, który od teraz jest dla mnie całym moim życiem i nie umiem bez niego żyć.Po prostu - TE OCZY, TE WŁOSY, TE RUCHY, TEN UŚMIECH, TO SPOJRZENIE - TEN ON! Jednym słowem KOCHAM go! 
______________________________________________________________
Ehmmm.... krótki, bo nie było co wymyślić.... : /
Zobaczymy, jak będą co najmniej 3 komentarze, dodam następny ;] 

niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 12


Obudziłam się, leżąc w ramionach Nathana. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam; musiał mnie mocno sen zmulić. Próbowałam jak najdelikatniej podnieść się z łóżka, tak żeby nie obudzić chłopaka. Moje próby starania, nie przyniosły żadnego rezultatu.
- Śpij. Na pewno jesteś zmęczony. Jest dopiero 8.00.
- Już się wyspałem. – powiedział z uśmiechem na twarzy. – Z tobą to nie to co z Jay’em.
- Czyli nie chrapałam… - uśmiechnęłam się.
- W ogóle.
- To ja już pójdę uszykować coś do jedzenia.
- Pomogę ci.
Postanowiliśmy zrobić naleśniki. Podczas gdy ja robiłam ciasto, chłopak nakrywał do stołu. Kiedy śniadanie było już gotowe, Nath zrobił reszcie małą pobudkę. Włączył wieżę, która stała w salonie, na cały regulator. To podziałało natychmiastowo. Wszyscy zbiegli z góry przestraszeni, że coś się stało, jednak gdy dowiedzieli się, że specjalnie na złość zrobił im to najmłodszy kumpel, od razu na ich twarzach zawitał mały grymas.
Po śniadaniu grupa postanowiła pograć w piłkę nożną. ( Miałam w ogrodzie 3 małe boiska: do nogi, siatki i kosza. Często „wynajmują” je moi znajomi.) Ja z Laurą zostałyśmy, żeby posprzątać po śniadaniu.
- Jak się spało z Nathanem?
- Dobrze, normalnie. – zaśmiałam się. – a jak tobie z Tomem.
- Świetnie. A nie byłoby tak gdybyś zdecydowała się przyjść.
- To ja miałam przyjść? – zdziwiłam się. – Ja czekałam u Nathana, aż Tom wyjdzie z sypialni.
- A on czekał za tobą. – zaśmiała się. – Mniejsza o to. Ważne, że tego wieczoru się nie zapomni tak łatwo.
Nagle ktoś wszedł do środka. Byli to Bella z Seev’em oraz Anka.  Powiedziałam chłopakowi, że reszta jest w ogrodzie. Szybko tam pobiegł.
Położyłam szklanki na tacy, a Laura wzięła sok pomarańczowy. Chwilę później byłyśmy już w grodzie i zajęłyśmy miejsca jak to ja mówię "grzybku", czyli ogrodowej altance.
- Gracie z nami? – spytał Tom.
- A możemy zagrać… - powiedziała Laura.
- To ja do was dołączę.
- Nie trzeba. Poradzimy sobie.
- Dobra, jak chcecie.
Zajęłyśmy pozycje. Ja stałam na bramce, Anka na obronie, a Laura z Bellą na ataku. Szło nam dobrze,  jak na dziewczyny, ale było widać, że chłopaki zlitowali się nad nami.
Po wykańczającym meczu, poszliśmy napić się soku pomarańczowego, który przyniosła Laura do grzybka.
Nathan zaproponował spacer. Grupka była zmęczona, ale za to ja skusiłam się. Poszliśmy do parku. Tam usiedliśmy na drewnianej, brązowej ławeczce. Nath popatrzył mi prosto w oczy.
-  Trochę głupio mi to mówić, bo znamy się niecały tydzień, ale kocham cię. Nie wiem, jak wytrzymam bez ciebie.
- Ja chyba nie zniosę tej rozłąki... – łzy same napłynęły mi do oczu.
- Jak tylko będę mógł, przylecę do Polski.
- Ja już teraz chciałabym z tobą lecieć, ale są dwa, a raczej trzy problemy: szkoła, nie skończyłam jeszcze osiemnastu lat i … i boję się latać samolotem.
- Jakoś przełamiemy  ten twój strach. Poczekamy, za rok znajdziemy ci szkołę. Jakoś wytrzymam…
- Kocham cię.
- Nie mogę uwierzyć, że spotkało mnie takie szczęście. – powiedział i pocałował mnie.
Spędziliśmy jeszcze kilka godzin razem, potem poszliśmy do domu.
Gdy dotarliśmy wszyscy się świetnie już bawili. Laura wyprawiała imprezę pożegnalną dla The Wanted.
- Zadzwoń, do Alka i do innych znajomych. Będzie świetna impreza. – powiedział Nathan, na co trochę się zdziwiłam.
- Zadzwonić? No dobra. – wzięłam komórkę do ręki  obdzwoniłam  większość znajomych.
Przyszła  tylko połowa z nich, na czele z Alkiem.
Rzeczywiście, chłopak się nie pomylił, było lepiej niż przedtem. The Wanted zaśpiewali nawet kilka swoich piosenek.  Impreza trwała wystarczająco długo, aby większość zdążyła się upić, bo aż do 2.00 w nocy.
Zmęczeni poszliśmy do pokojów, w takim samym układzie, jak dzień wcześniej , z wyjątkiem Jay’a, który przeniósł się do Maxa, aby zwolniło się miejsce dla Belli i Sivy. 

_____________________________________________________________________________

Nie wiem, taki jakiś mi wyszedł... : /
Dedykuje go wszystkim czytającym :* bez was nie byłoby pewnie teraz tego rozdziału ;]
 
 Jak wam wakacje mijają??