wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 37



Rok później

Już za 3 dni bierzemy ślub, dlatego postanowiliśmy, że właśnie dzisiaj urządzimy małą imprezkę tylko dla naszych znajomych, czyli tak jak od kilku lat zespół The Wanted i najbliżsi przyjaciele. Zamówiliśmy mnóstwo alkoholu, mamy się nie żałować, przed ostatnimi dniami ‘stanu wolnego’. A co mi tam, raz w życiu się żyje. Będę w końcu w gronie przyjaciół, więc jak zrobię jakieś głupstwo, to nie mam się czego wstydzić.
Muzyka była uszykowana, balony, dekoracje wszędzie pozawieszane, czyli wszystko co potrzeba na imprezie. Ja założyłam taką kreacjęi dodatki. Chłopaki, też się wystroili. Max i Jay zaprosili jakieś dziewczyny, dzisiaj będę je widzieć pierwszy raz na oczy.
Jessica również będzie na imprezie, a skoro ona to i Alek też, już na nią czeka.
Przyjdą jeszcze dwie pary oczywiście.

Goście zaczęli się kolejno zjeżdżać.
Pierwsza była Jessica.Wyglądała wręcz ślicznie. Alek gdy ją zobaczył, zaniemówił, z resztą nie tylko on, również jej brat.
Potem razem przyjechali Siva, Bella(oczywiście bez Tiago, który został razem z opiekunką), Tom i Laura. Bella pomimo ciąży szybko wróciła do poprzedniej figury i nawet po urodzeniu dziecka wygląda zjawiskowo. No a Laura, nic dodać nic ująć. 

Chwilę później do domu wparował Max ze swoją dziewczyną podobno – Alice, blond włosa piękność, jak to Max często mówi. Nie jest zbyt wysoka, a wręcz przeciwnie. Długie, złociste włosy opadają na jej ramiona. Ma duże, śliczne, brązowe oczy.

Potem przyszła kolej na przedstawienie przez Jay’a właśnie jego dziewczyny – Tany’i. Ona to jest wysoka… tak na oko ma 175cm wzrostu. No dobra, może nie jest wysoka, bo o kilka centymetrów wyższa ode mnie, ale w porównaniu do Alice jest i to bardzo. Tanya jest brunetką o zielonoszarych oczach.
Skoro wszyscy się już znają, przyszła pora na oficjalne rozpoczęcie imprezki.
Nathan, jak to Nathan, on zawsze musi coś wymyśleć. Kiedy więc wznosiliśmy toast za młodą parę, w tym przypadku nas, on wszedł na stół w salonie razem z kieliszkiem szampana i postanowił przemówić.
- W imieniu moim i mojej przyszłej małżonki – tutaj uśmiechnął się do mnie – chciałem Wam podziękować  za to, że tu jesteście i mam nadzieję, że będziemy się świetnie bawić. – uśmiechnął się, wyciągnął rękę ku mnie i wciągnął mnie na skrawek stołu gdzie nie było żadnych przysmaków. – A teraz chciałbym wznieś toast, za kobietę z którą spędzę resztę tego jakże pięknego przy niej życia. – wszyscy podnieśli kieliszki z zawartością do góry, na co szybko postanowiłam dodać jeszcze parę słów.
- Wypijmy też toast za mężczyznę, bez którego nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia. – spojrzałam Nathanowi prosto w oczy, oboje uśmiechnęliśmy się do siebie, a potem razem z resztą skosztowaliśmy w końcu szampana. Gdy w kieliszkach nic już nie było, Nathan objął mnie w pasie i słodko pocałował. Długo tak trwaliśmy w pocałunku, dopóki nie przeszkodził nam Tom.
- To może w końcu zaczniemy ten melanż?
- Dobra, już dobra. – ocknęliśmy się oboje i dołączyliśmy do reszty, która zaczynała kręcić biodrami przy rytmie piosenki We Own The Night.
Potańczyliśmy jeszcze z dobrą godzinę. Potem, zmęczeni, klapnęliśmy sobie na wypoczynek, znajdujący się w salonie. My – dziewczyny – stwierdziłyśmy, że trochę sobie poplotkujemy przy kilku butelkach wina. Chłopaki mieli dość proste zadanie, a mianowicie… kazałyśmy im wymyślić jakąś ciekawą zabawę. Wymyślili ją, ale bez wódki nie udałoby im się chyba. Nie wiem co kombinowali, ale poprosili nas, abyśmy napisały na kartkach 3 zajęcia, które są głupie lub niemożliwe do wykonania. Skoro chcieli, to czemu nie miałybyśmy im paru durnych zdanek napisać.
Po niecałych 10 minutach powiadomili nas, że ‘GRĘ CZAS ZACZĄĆ’.
-To teraz prosimy o małą instrukcję. – poprosiła ich Laura.
- A więc tak… - zaczął Nathan. – Każdy po kolei będzie losował to co wszyscy napisaliśmy na tych oto karteczkach. – do góry podniósł miseczkę, gdzie, jak się nie mylę, są te całe zadania. – Kto nie wykona wylosowanego zadania, pije karnego, ale bez popity! – powiadomił, a swoją przemowę zakończył złowieszczym śmiechem.
- No to ładnie… Ciekawe jak ja do domu dojdę. – zaśmiała się Bella.
- Jestem ciekawa, kto wymyślił ‘karne’…? – dodała z zaciekawieniem Jess.
- Coś mi się wydaję, że skoro on tak durnie się śmiał, to na pewno to był on. – odpowiedziałam i wskazałam na Nathana.
- Możliwe, że masz racje.
- Dobra, to zaczynamy. – odparł Tom.
Nathan chodził z tą miską, jakby zbierał na ofiarę, ale niestety, w tej miseczce było coś o wiele gorszego – kieliszek wódki bez popitki, rewelacja, zwłaszcza, że nie lubię tego rodzaju alkoholu.
Na pierwszy rzut poszedł Jay, ponieważ stał najbliżej Sykes’a.
- Napij się wody z kibla. – przeczytał druczek. – Fajnie… kto to wymyślił? – podniósł kartkę do góry.
-Oczywiście, że ja! – wyszczerzył zęby Nathan. 
- Jaki idiota. Dawaj karnego! – zaśmiał się Jay.
- Już się robi. – Nate nalał wódki w kieliszek.
- Jaki szczodry… - dodał James i przechylił szkło.
Potem przyszła pora na Alka.
- Stań na czubku wieży Eiffla. – przeczytał listek.
- Nie stanę, poproszę karnego.
Kolejno stali: Jess, Max, Siva, Tom, Laura, Bella, aż w końcu przyszła kolej na mnie.
 -Dosiądź wieloryba. – przeczytałam i wybuchłam śmiechem.
 -Sorki Rose, to moja karteczka. – podniosła rękę do góry Laura.
- Haha, niezłe. – przyznałam. – Dzięki, że muszę wypić karnego.
- Już ci leje, już ci leje. – Nathan stał już z pełnym po brzegi kieliszkiem.
I co ja mam teraz zrobić… Dobra, wezmę ten cholerny kieliszek i wypiję to, nawet nie poczuję.
Wzięłam do ręki szkło i przechyliłam. Nie było tak źle, dopiero w ostateczności mocno mną otrzęsło.
-Ale to nie dobre. – jęknęłam połykając ostatni łyk substancji, a chłopaki zaczęli się śmiać.
- Nie przesadzaj, bo akurat ta jest dobra. – dodał Tom.
- O Boże, to ja nawet nie chce próbować najgorszej.
Oczywiście potem przyszła kolej na pozostałych: Alice, Tanya i NATHAN.
Kiedy on losował wszyscy zaczęli się głośno śmiać. Ma za swoje. 

W końcu po kilku kolejkach zabawa nam się znudziła, więc postanowiliśmy wrócić do wcześniejszego zajęcia, a mianowicie do tańca.
Tym razem chłopaki dosłownie wygłupiali się, mało tego chodzili z flaszkami i każdemu nalewali.
My, przynajmniej ja, byłyśmy już nieźle wcięte. Opróżniłyśmy 5 butelek wina no i oczywiście do tego kilka kieliszków wódki. Super normalnie.
Ja już miałam omamy jak tańczyłam z Nathanem, ale nie oszukujmy się, on też był nieźle nawalony.
Dalej, to już kompletnie nie pamiętam co się działo.


Kolejnego dnia, a tak właściwie dzisiaj obudziłam się o 14.00, bez bielizny, z ogromnym bólem głowy. Nathan chrapał obok mnie. 
Nic z tej imprezki zupełnie nie pamiętam. PARTY HARD normalnie.
Szybko okryłam się kołdrą, z szafki sięgnęłam jakieś ciuchy i poszłam do łazienki się trochę ogarnąć.
Gotowa zeszłam do kuchni, gdzie po drodze widziałam dziwne rzeczy, o których nie chcę mówić.
 Kiedy doszłam do celu z wiszącej szafki sięgnęłam tabletki, a z lodówki wyjęłam butelkę wody.
Popiłam tabletkę kilkoma dużymi łykami wody, dobra… tak mnie suszyło, że wypiłam całą półlitrową butelkę.
Usiadłam na krześle, trzymając się za głowę, której ból z każdym jakimkolwiek dźwiękiem nasilał się. Bezbronna oparłam głowę o blat stołu kuchennego i przysnęło mi się.
Jeśli się nie mylę, mój sen trwał pół godziny, może trochę dłużej. Nawet dobrze mi to zrobiło, bo ból był teraz bardziej znośny niż przedtem.
Nie chciałam siedzieć bezczynnie więc postanowiłam wziąć się do roboty.
Kiedy ja sprzątałam wszyscy zdążyli wybudzić się ze snu.  


____________________________________________

Postanowiłam jakąś imprezkę dać przed weselem. xD 
Nie wiem jak mi to tam wyszło, oceńcie sami. 
Dedyk dla: 
Lory - dziękuje Ci za tak miłe słowa... ;)
Blaugrana xD - oj tam, oj tam... to dla mnie przyjemność. ;) 
мιυυ. ♥- Szkoda, że wcześniej nie mówiłaś, że chcesz być świadkową xD teraz niestety mam już obmyślone plany :/
Haha, i tak się nie boję, zobaczysz, że jak przeczytasz ostatni rozdział, to sama stwierdzisz, że nie ma sensu pisać dalej. xD Chyba, że Ty zechcesz ciągnąć losy bohaterów. :D

 ♥ ♥ ♥ Serdecznie Wam dziękuje za komentarze.  


piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 36



Siedziałam przy fortepianie. Powoli przygotowywałam się do wielkiego występu, przed samą królową Elżbietą, który miał odbyć się za dwa tygodnie. Przecież nie może dojść nawet do jak najdrobniejszej pomyłki. 

Podczas gdy ja pilnie ćwiczyłam Nath wszedł do pokoju i przysiadł na łóżku.
-Mogę ci przeszkodzić? – spytał.
-A o co chodzi? – uśmiechnęłam się i przestałam grać.
- Chciałem pogadać o tym, czy może myślałaś już nad ślubem…?
- Szczerze mówiąc, przestałam myśleć o tym z ładne 2 miesiące.
- Ja właśnie myślałem o tym dzisiaj. To Alek nasunął mi te myśli. –zaśmiał się.
- Nie możliwe, że tak na ciebie wpływa… - zażartowałam.
- No sam się dziwie. – wygiął usta w uśmiech. – Ale wróćmy do tematu…
- Jeżeli chcesz wiedzieć co ja myślę na ten temat musisz mnie wysłuchać…
- Zamieniam się w słuch. – oświadczył.
- Wiesz dobrze o tym jak bardzo cie kocham, a co się za tym wiążę, chce, aby dzień ślubu spełnił się naprawdę, a nie tylko w moich snach. Zrozum też to, że jesteśmy muzykami, czyli że pewnie nawet nie uda nam się wybrać daty ślubu…
- Rose, nie utrudniaj sprawy… gdyby to było takie trudne, to czy nasi przyjaciele zrobiliby to? Ponad to Siva i Bella mają dziecko. Tak, to prawda, że Siva podróżuje w trasach, ale wtedy kiedy może opiekuje się dzieckiem. To nie jest takie trudne… przecież na to jest czas.
-Nathan ja wiem, ale pomyśl o swoich fankach… Wiesz co to będzie?!
- Rose?! Do jasnej cholery, ty się fankami przejmujesz, że one mogą być złe?!
- Nawet nie wiesz jak…!
- Skoro ‘kochają’ mnie, to ciebie też powinny zaakceptować, prawda? O nie się nie martw, ja będę szczęśliwy, to i one będą. – uśmiechnął się, a ja odruchowo wstałam i dołączyłam do Nathana. Przytuliłam się do niego.
- No dobrze, ale mamy jeszcze dużo czasu, na zrealizowanie tak wielkiego planu. – dodałam.
- Rosalie… Czy ty nie rozumiesz, że ja nie umiem bez ciebie żyć?
- Ale co to za różnica, czy zrobimy to teraz czy później?
- Dobra, może zostawię cie samą, przemyślisz tą sprawę i w ogóle… - wstał i pocałował mnie w czoło. 

Siedziałam na łóżku sama, bezradna. Zastanawiałam się, czemu powiedziałam takie słowa, że fanki, że mamy jeszcze dużo czasu… Czy ja aby tego nie odwlekam…? Tak, ja chyba staram się nie dopuścić do tego ślubu…

Z moich zamyśleń, wyrwał mnie dźwięk dzwonka telefonu. Zobaczyłam jakiś nieznany mi numer.
- Tak słucham?
- Dzień dobry, czy tu pani Rosalie Mączyńska?-  nieznany głos odezwał się po polsku.
- Tak to ja, o co chodzi? -szybko przeszłam na ten sam język.
- Pani rodzice mieli poważny wypadek, cudem przeżyli.
- Że co proszę? – nie mogłam uwierzyć w to co mówi ten męski głos.
- W tym momencie oboje są operowani.
-Nie… nie. Już tam jadę. – powiadomiłam mężczyznę i rozłączyłam się bez pożegnania. 

Pani rodzice mieli poważny wypadek, cudem przeżyli. W ogólne nie mogłam uwierzyć w te słowa.
 Momentalnie wyciągnęłam spod łóżka walizkę i zaczęłam wrzucać do niej pierwsze lepsze ciuchy z brzegu szafy. Pobiegłam jeszcze szybko do łazienki wziąć parę kosmetyków. Do torebki wrzuciłam ważne dokumenty, pieniądze i wiele innych potrzebnych mi na tę podróż rzeczy. Założyłam na siebie buty oraz kurtkę i popędziłam na dół ze łzami w oczach. 


- Rose, coś się stało? Przepraszam jeśli moje słowa cię uraziły… Skoro nie chcesz jeszcze ślubu mi się nie śpieszy…
- Nathan, nie o to chodzi! – stanęłam przed nim zapłakana. – Moi rodzice… mieli wypadek, cudem przeżyli! Ja muszę tam jechać, rozumiesz?! – krzyknęłam  i mimowolnie wtuliłam się w jego ramiona.
- Nie pozwolę jechać ci samej! Poczekaj chwilę. – dał mi buziaka i poleciał szybko na piętro. 

Wiem, że może się o mnie martwi, ale ja nie mogę czekać ani minuty dłużej. Zadzwoniłam szybko po taksówkę. Po zrealizowaniu ‘zamówienia’ wyszłam szybko na dwór. Panował półmrok. 

Boję się, że ich stracę, chodź tak naprawdę nie powinnam dopuszczać, takiej myśli do istnienia. 
Mówiłam sama do siebie: Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. 
Kiedy czekanie za taksówką przerodziło się w wieczność, myślałam tylko o nich. Przecież nawet nie wiedzą, że za nimi bardzo tęsknię, że brakuje mi ich tutaj, mimo, że w Polsce też nie widywałam ich za często. To coś okropnego! Nie życzę, aby komuś przytrafiło się takie nieszczęście jak mi. 

-Gdzie jest ta cholerna taksówka??!! – spojrzałam na zegarek. Nie minęło nawet 5 minut. Od teraz liczy się dla mnie każda sekunda.
Nagle w oddali zobaczyłam taksówkę. To na pewno po mnie, pomyślałam.
Tak! Nareszcie! Auto stanęło przed domem, a z niego wysiadł taksówkarz, tak na oko miał ponad 40 lat. Wyglądał na miłego człowieka.
- Proszę niech pani wsiada. – powiedział i odebrał ode mnie walizkę. Ja weszłam do środka, a mężczyzna pakował mój ‘dobytek’, z którym lecę do Polski.
- To gdzie pani sobie życzy metę? – spytał grzecznie.
- Na lotnisku.
- Widzę, że stało się coś…
- Tak nawet pan, nie wie co przechodzę. Czy możemy już ruszać? Liczy się każda sekunda… - poprosiłam taksówkarza. Mężczyzna nadusił już sprzęgło, kiedy ja dostrzegłam Nathana biegnącego w stronę taksówki. – Niech pan się zatrzyma. – poprosiłam jeszcze raz.
Nath szybko spakował swoją walizkę do bagażnika i wsiadł do auta. Taksówkarz nareszcie mógł wykonać swoje zadanie.
-Jak mogłaś mnie zostawić? Czemu za mną nie zaczekałaś?
- Nathan, nie mogłam tak długo czekać! I tak zdążyłeś.
- A jakbym nie zdążył? Dobrze, przepraszam cię, że teraz tak ci głowę mną zawracam.
- Nathan! Dziękuje ci, że tu jesteś. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła… do kogo miałabym się przytulić…
Momentalnie spełniłam słowa wypowiedziane przed chwilą.
Szybko znaleźliśmy się na lotnisku.
-Polska… Polska… -  bardzo się denerwowałam. – Do Warszawy  odleciał 5 godzin temu… o mój Boże. – nerwowo szukałam określonego celu. –Jest! – krzyknęłam. – Do Poznania, za pół godziny.
Pół godziny! To cholernie dużo!
Postanowiliśmy zaczekać na najbliższy samolot. Oczywiście co ja zrobiłabym bez Nathana. Przy nim czułam się bezpieczna, mogłam w każdej chwili się do niego przytulić.


5 godzin później   


Wpadłam do szpitala nieźle wystraszona, trzymałam Nathana za rękę, za sobą taszczyliśmy walizki. Szybko znaleźliśmy się przy recepcjonistach, spytałam o rodziców, a potem skierowaliśmy się do sali, w której oboje leżeli.
W środku był lekarz. Razem usiedliśmy na krzesłach obok sali. Po chwili zza drzwi wyłoniła się postać wysokiego, przystojnego, młodego mężczyzny. Niedbale ułożone ciemne włosy dobrze współgrały z jego twarzą.
- Przepraszam. – zwróciłam się w jego kierunku i prędko wstałam z miejsca. – Czy może pan powiedzieć coś o stanie moich rodziców?
- A… to pani jest córką… Nazywam się Ksawery Małopolski.
- Rosalie Mączyńska. Miło mi.
- Pani rodzice są w stanie stabilnym. Oboje mają kilka złamanych żeber, ojciec do tego pękniętą czaszkę, ale jak na razie wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Dziękuje panu za informacje. Czy mogę ich już zobaczyć?
- Jak na ten moment są w śpiączce, nie wiadomo, kiedy  się z niej wybudzą, ale poza tym będzie pani mogła odwiedzić ich dopiero jutro.
-Dobrze. A zna pan może przyczyny wypadku?
-Pani ojciec prowadził pojazd. Prawdopodobnie stracił panowanie nad autem i dachował. Mają ogromne szczęście, że żyją i  że są w tak dobrym stanie. – poinformował lekarz.
- Dziękuje panu, za informacje.
- Służę pomocą, a teraz radziłbym pani przenocować gdzieś w hotelu, bo jest już późno.
Lekarz odszedł a ja myślałam o tym co zrobić. Nagle przypomniało mi się, że spakowałam przecież do torebki klucze do domu w Polsce.
- Choć Nathan, przenocujemy w domu rodziców.
- A z nimi wszystko okej?
- Tak, są w stanie stabilnym. Lekarz powiedział, że nie wiadomo, kiedy wybudzą się ze śpiączki, tak więc lepiej przyjedźmy tutaj jutro. Odpoczniemy, zjemy coś…


Kolejny dzień


Ostatni raz byłam tu w święta. Nic się przecież nawet nie zmieniło. Mój pokój wyglądał tak samo, jak przed moim wyjazdem na stałe do Londynu. Czasami bardzo za nim tęskniłam, tak jak za rodzicami, za rodziną, znajomymi, okolicą… ale przecież nie wyobrażam sobie życia pewnej osoby, którą jest mój narzeczony.
Podczas gdy Nate jeszcze spał, ja postanowiłam wziąć odświeżający prysznic i zrobić śniadanie. Jak chciałam tak zrobiłam.

*

W trakcie śniadania, postanowiłam wrócić do tematu, który był przetaczany wczoraj. Głównie pokusiła mnie na to historia rodziców.
-Nathan… miałeś jednak rację. Ja też chcę jak najszybciej wziąć ślub.
- Serio mówisz? czy tylko chcesz mnie uszczęśliwić?
- Nie, mówię jak najbardziej na poważnie.
Wstał ze swojego miejsca i natychmiast mnie przytulił.
-Kocham cie. – szepnęłam mu do ucha.
-Pamiętaj, że ja ciebie mocniej.


Tydzień później  


Przez cały tydzień mieszkaliśmy w Polsce. Mama wybudziła się ze śpiączki 4 dni temu, a tata dwa. Wszystko jest z nimi okej. Niestety muszę ich już zostawić, bo Nathan ma za dwa dni koncerty we Francji z chłopakami, a ja muszę solidniej przyłożyć się do ćwiczeń, żeby uniknąć pomyłki.
Alek wciąż jest w domu The Wanted, i jak na razie nie zamierza wracać, choć kiedyś przecież to chyba nastąpi.
Postanowiliśmy, że tylko jak wrócimy do domu, omówimy sprawy związane ze ślubem. Powiedziałam o tym nawet rodzicom. Bardzo się ucieszyli. Powiedzieli, że specjalnie na ten dzień odłożyli mnóstwo pieniędzy na moje konto – o czym ja nie wiedziałam. Powiedzieli, że mam je spożytkować z Nathanem rozważnie. 


 _________________________________________

 Jest rozdział, który strasznie mi się nie podoba, ale musiałam coś wymyślić, bo nic by się już w tym opowiadaniu nie działo. Wiem, że nie umiem wymyślać scen wypadku i takie tam... ale nareszcie zmierzam w kierunku zdarzenia, które zmieni życie Rose i Nathana o 180 stopni, bo chyba nie więcej. :P 

Serdecznie dziękuje za komentarze od osób, które jak na razie nie zapomniały o istnieniu tego bloga... :D 
Nie chcę Wam go dedykować, ponieważ nie zasługujecie na to, gdyż jest to jeden z moich najgorszych rozdziałów :c 
 Osoby które skomentowały ostatni post to: 
мιυυ. ♥-dziękuje, że jeszcze tu zaglądasz i komentujesz. ^^ 
Blaugrana xD -a Tobie dziękuje za to, że zawsze mogę liczyć na twój komentarz. ^^  fajny ten facepalm c'nie... xD

 Dziewczyny jesteście super!! ♥

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 35



Dzień później

Razem z Jess i Alkiem stoimy za sceną i czekamy aż The Wanted skończą koncert. Bella i Laura zostały razem z Tiago, niestety jeszcze jest za malutki na tak ‘wielkie’ imprezy.
Odkąd tutaj czekamy Alek nawiązał świetny kontakt z siostrą Nathana. Uważałam, że ja nie mam tam nic do powiedzenia. Bacznie wsłuchiwałam się w ich rozmowę, bo tylko to mi pozostało, no i oprócz tego parę razy zerknęłam na chłopców, jak dają radę na scenie.
-Może przejdziesz się ze mną jutro do kina? – zaproponował Jess, wydaje mi się, że randkę. Uuuu…
- Chętnie. – uśmiechnęła się.
- Hem… tylko jest jeden problem…
- Jaki? – zdziwiła się dziewczyna, nie powiem sama, nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Pójdę z tobą, jeśli ty mnie tam zaprowadzisz, bo nie odnajduje się zbytnio w Londynie.
Jejka, jaki z niego DEBIL.
Myśląc tak mimowolnie zrobiłam facepalm.
Najpierw się pyta, czy  Jess z nim pójdzie, potem, że pójdzie z nią jak ona go zaprowadzi… Nie no masakra.
-Oczywiście. Nawet nie opłaca mi się jutro do domu chyba jechać. – odparła. – Rose…
- Tak? – podeszłam bliżej.
- Mogłabym zostać jeszcze kolejną noc u was?
- Jess, ty mi się tego pytasz?! Jesteś w nim przecież mile widziana. To po części dom twojego brata, więc ja na twoim miejscu bym się nie pytała o takie rzeczy. – uśmiechnęłam się do niej.
- Oj tam, oj tam, wolę sie spytać. – zaśmiała się.
- To na przyszłość wiedz, że już masz się nie pytać. A i jeśli będziesz chciała zostać dłużej niż do kolejnego dnia pożyczę ci bez problemu ciuchy, oczywiście jeśli nie będziesz miała nic przeciwko, spokojnie będziesz mogła przenocować.
- Dziękuje ci. – przytuliła mnie.
- Nie masz za co.
- Widzisz, jaka moja przyjaciółka jest kochana…
-Widzę, widzę, przecież to też moja przyjaciółka. – dodała.
- Właśnie. – przyznałam.
- Muszę przyznać, że Nathan ma extra siostrę. – uniósł brwi chłopak.
- Oj tam, oj tam. – machnęła ręką, trochę zawstydzona.
- Uważaj, bo on seksownie unosi brwi. – zaśmiałam się w żartach.
-Wiesz, że właśnie zauważyłam.
- Uu… czy to komplement? – spytał.
- No pewnie, że tak. – odpowiedziałyśmy.
Już po chwili The Wanted stali obok nas.
-Pierwszy raz byłem na waszym koncercie…- ciągnął Alek. – i nawet nieźle było. Podobało mi się. – uścisnął dłoń z każdym członkiem grupy.
Nie spodziewałam się  tego po nim. Albo naprawdę ich polubił, albo chce się podlizać.
- Dzięki stary. – odparł Nath.
- Daliście czadu jak nigdy! – pochwaliła ich Jess i uściskała każdego po kolei.
- No, no, tak trzymać! – uśmiechnęłam się i powtórzyłam gest Jessici.
-Dziękujemy za pochwały, a teraz zapraszam do mnie. – odezwał się Siva.
- Jakieś atrakcje? – spytał Max.
- Przyda nam się niańka dla Tiaga. – zaśmiał się Siva.
- No, no. Ja się tego zawodu nigdy w mojej pięknej karierze nie podejmę… 
- Dobra no… zapraszam na mały melanż. – poprawił Seev.
- Nooo i od razu to brzmi o wiele lepiej! – poklepał go po plecach Max.
- No więc… wszyscy chętni?
- Oczywiście. – odezwał się Nath.
- Ja też mogę jechać? – szepnął mi do ucha Alek.
- Nie ej, wiesz…  Dla ciebie jest wstęp wzbroniony. Pewnie że możesz.  – odpowiedziałam.
Jako, że przyjechaliśmy tu autokarem The Wanted, tak też do Tiago dojedziemy w ten sam sposób.


- No, nareszcie jesteście! – ucieszyła się Bella. Siva, jak zawsze podszedł do niej, uściskał i namiętnie pocałował.
Tom również ‘przywitał’ się ze swoją żoną.
- A kogo my tu mamy?! – po chwili milczenia odezwała się Laura. – Skąd ty się tu Alek wziąłeś?
- A no przyjechałem odwiedzić przyjaciół. – uśmiechnął się.
Wow. Serio coś z nim nie tak, ale bardzo się cieszę z tych słów.
- Ale żeś wystrzelił, jak z procy. – zaśmiała się Bella. Taak, kiedyś był wysoki, ale teraz to nie wiem jak to nazwać… Jest może wyższy od Sivy o 10 cm? Nie wiem, nie chce skłamać, ale naprawdę jest od niego wyższy.
-Oj tam. – uśmiechnął się. – A ty kogo trzymasz na rękach?
- A no widzisz, to jest mój syn- Tiago.
- Oo… no popatrz. To teraz pewnie masz zajęć, a zajęć.
- No nie powiem, że nie mam, ale też nie narzekam. – uśmiechnęła się.
- Jaki słodki… - dodała Jessica i podeszła bliżej. – Mogę go wziąć?
- Jasne. – podała jej swoje dziecko. 
- Siadajcie. – ugościł nas ciepło właściciel mieszkania. Wszyscy go posłuchali.
Przez następne kilka godzin świetnie się bawiliśmy, choć chłopaki wiedzieli, żeby się nie wydzierać, bo Tiago już spał w swoim łóżeczku. Bardzo cieszyłam się, że nareszcie Alek mógł pobyć z wszystkimi, lepiej ich poznać i w ogóle. Myślę, że już poczuł się jak w domu. Wszyscy przyjęli go bardzo miło.

Kolejnego dnia, Alek i Jessica wybrali się na randkę. On może nie powiedział tego wprost, ale ja wiem że to jednak jest to. Oczywiście, przed spotkaniem musiał wysłuchać mega wykładu płynącego z usta Nathana. Ten to naprawdę… Dobrze, że się chociaż o siostrę martwi, ale dobrze też, że pomimo przesłuchania, pozwolił w końcu im wyjść. 


______________________________________________


Jest trochę krótki, wyszło jak wyszło, przepraszam, za jakiekolwiek błędy (jeśli są xD). 
Ponieważ mam teraz 2 tygodnie wolnego *_* postaram się nadrobić zaległości w Waszych opowiadaniach. ;]
Dziękuje za komentarze pod ostatnim postem, liczę na chociaż 1 pod tym. :) Tak mi otuchy doda, no a jak będzie więcej, to się nie obrażę.  

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 34



Kilka dni później

Chłopaki grali na tych swoich cudach – nigdy tego nie pojmę – a ja siedziałam sobie na fotelu z dala od nich, żeby im nie przeszkadzać z laptopem na kolanach i przeglądałam różne nowości. W Internecie aż huczało od narodzin Tiago.
„ Siva Kaneswaran doczekał się syna!
Mały Tiago ( bo tak ma na imię) urodził się 9 marca ok. godziny 18.30.
Widać, że rodzice są bardzo dumni i podekscytowani nowym członkiem rodziny.” 

Oczywiście Siva też musiał pochwalić się swoim skarbem.
Z ciekawości zaczęłam przeglądać komentarze. Fanki gratulowały, pisały, że mały jest „przystojny po tatusiu”, nie zabrakło też komentarzy typu: „ nowy członek The Wanted”, „na pewno odziedziczy talenty po tacie” i takie tam…
Ni stąd ni zowąd do pokoju wparowała Jessica.
- No siema wszystkim! – przywitała się i uściskała każdego po kolei.
- Witam! – odpowiedziałam.
- Cześć! – powitali się z nią chłopaki.
- Znowu napieprzacie w te guziczki… niedługo nic z tego sprzętu nie zostanie. – wspomniała Jess.
- Oj tam, oj tam. – machnął ręką Jay.
- A ty co tam przed tym kompem knujesz? – zaśmiała się.
- A tak sobie… dawno nie byłam to przeglądam. No i przy okazji natrafiłam na Tiago. – uśmiechnęłam się.
- A tak… właśnie muszę kiedyś ich odwiedzić. – dodała. – Widziałam go już w ekranie, taki słodziak, śliczny jak mamusia… - zaśmiała się.
- I tu ci przyznaję racje.
- Oj… nie ma co… Jest tak samo przystojny jak tatuś! – wtrącił swoje trzy grosze Nath.
- A wcale, że nie! – odpowiedziałyśmy równo.
- Wcale, że tak! – dołączył się Jay do Nathana.
- NIE!
- TAK!
- Spokój proszę. – podniósł ręce do góry Max. – Ja tam uważam, że do nikogo nie jest podobny… No dobra, przyznam… jak na razie jest podobny do mnie… Ale się tym nie chwale.
- A co on niby ma z tobą wspólnego?! – zdziwiła się Jessica.
- To, że nie ma bujnej grzywy…?
- I tak jest ładniejszy od ciebie. – powiedział Jay.
- A ty co… obiekt zainteresowań zmieniłeś?! – zaśmiał się Nath.
- Nigdy.
- Ale nie… przyznam Jay’owi rację. – dodała z przekonaniem Jess.
- Dzięki wiesz… - zmarszczył czoło Max.  
 -Ależ kochany nie ma za co. – uśmiechnęła się.
- A może chcesz coś do picia? –zainteresowałam się.
- Na razie dziękuje.
I właśnie w tej oto chwili po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
- Dobra, to ja pójdę otworzyć. – zaoferowałam się, bo znając ich, nie zrobiliby tego.
Szybko pobiegłam do drzwi.
Otwieram.
Nie wierze własnym oczom.
Jak ja dawno go nie widziałam! Strasznie się za nim stęskniłam!
Ale jego wyraz twarzy nie był za bardzo przekonujący.
-Alek! – ucieszyłam się i natychmiast go objęłam.
- No siema. – uśmiechnął się jakby niechętnie.
- Co ty tutaj robisz?!
- Przyleciałem, bo chciałem cie zobaczyć i poważnie z tobą porozmawiać.
- Rozumiem, że twój wyraz twarzy mówi wszystko poniekąd…?
- Nie wiem, nie zauważyłem. Ale strasznie cieszę się, że cie widzę. – jeszcze raz mnie przytulił, tyle że mocniej. – Jak ty świetnie wyglądasz! Co ja mówię… ty zawsze świetnie wyglądasz. – uśmiechnął się.
- Mam to przyjąć jako komplement?
- No a jak.
- To dalej, przecież nie będziesz tak stał. Wejdź.
- Dzięki. Mam nadzieje, że będę mógł zostać tu na dłużej… - zaśmiał się.
- No pewnie! Już ja o to zadbam!
Zaprowadziłam go do salonu.
 -Elo wszystkim. – przywitał się.
- Alek?! Ty tutaj? – zdziwił się Nath. –  No siema.  
Każdy się z nim przywitał.
- Alek, bo tutaj pewnie kogoś nie znasz… To jest Jessica, siostra Nathana. Jessica, to jest Alek, mój przyjaciel. – przedstawiłam ich.
- Hej. – uśmiechnęła się zawstydzona. 
-Miło mi cię poznać. – odpowiedział Alek.
- Może chcesz coś zjeść, albo pić?? – spytałam gościa.
- Chętnie.
- Może chcesz pograć z chłopakami? – zaproponował Nath. – Bo ja już tu szału dostaje jak widzę jak oni grają.
- I kto to mówi… - zmarszczył czoło Max.
- No ja to mówię, że chodzi mi o was… - wywalił na nich jęzor. – To co chcesz pograć?
- A… jeśli nie masz nic przeciwko…  - machnął ręką.
- Dalej. Siadaj! – zaprosił go do wspólnej gry.
- To ja idę coś uszykować. – poinformowałam.
- Idę z tobą. – krzyknęła Jess.


Zajęłam się szukaniem jakiś ciasteczek, po szafkach, a Jessica postanowiła zagotować wodę na herbatę.
- Miłego masz przyjaciela. – zaczęła temat.
- No powiedzmy. – uśmiechnęłam się.  – Nie no,  jest całkiem w porządku.
 -Długo się znacie?
- Znamy się długo, ale przyjaciółmi jesteśmy z 5/ 4 lata.
- Aha.
-W naszej przyjaźni doznaliśmy wiele upadków i wzlotów. Czasem było dobrze, czasem było źle.
-Doskonale cie rozumiem. Też miałam przyjaciółkę.
-Miałaś…?
- Wyjechała ponad rok temu do Stanów. To już nie jest to samo co kiedyś. Ciągle za nią tęsknie. Zazdroszczę ci takiego przyjaciela.
-Zobaczysz, będzie dobrze.- pocieszyłam ją.
Obie się uśmiechnęłyśmy.   
- Strasznie się cieszę, że jestem teraz tutaj. Mam  wspaniałego narzeczonego, świetną szwagierkę i cudownych przyjaciół. – uśmiechnęłam się, a Jess podeszła do mnie i przytuliła się do mnie.
- Wiesz co… nie mówię, tego za często, ale jestem dumna z Nathana, za to że ma tak niesamowitą narzeczoną , a już niedługo żonę.
- Serio tak sądzisz? – mimowolnie popłynęła mi łza.
-Jak najbardziej.
- Jesteś dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam.
-Miło mi to słyszeć. – uśmiechnęła się i przytuliła się do mnie. – Ty dla mnie również.
Woda dała się we znaki.
-Chyba pora zagotować herbatę. – przypomniała.
- Tak. Jasne.
Kiedy wszystko miałyśmy gotowe dołączyłyśmy do chłopaków.
Po małej przekąsce Alek podszedł do mnie i poprosił, żebym z nim porozmawiała. Zaprowadziłam go do naszego pokoju.
- To co ci leży na sercu? – zaciekawiłam się.
- Musisz mi doradzić. – powiedział,  ledwo co mógł wydobyć z siebie głos.
- Coś się stało? – nie rozumiałam go.
-Anastazja jest w ciąży.
- To wspaniale! – ucieszyłam się z tej wieści.
- Może i tak, ale nie ze mną… - omal co nie zaczęły mu z oczy łzy wyciekać.
- ŻE CO?! – nigdy się nie spodziewałam, że usłyszę coś tak nie wiarygodnego, jak to, że dziewczyna mojego przyjaciela, jest w ciąży, ale nie z nim! – Ale skąd to wiesz?!
-Jest teraz w 3 miesiącu ciąży. Sama mi powiedziała. Pod koniec grudnia pojechała do koleżanek. Okazało się, że poszła na grubą imprezę.
- Ale ona na pewno tego nie chciała. – nie wiedziałam, jak mam go pocieszyć.
- Tłumaczyła się, że nic nie pamięta, że pewnie ktoś dosypał jej coś do pica i takie tam różne pierdoły pierd*liła. Jeszcze mówiła, że mnie kocha i że mam jej nie zostawiać, bo ona chce usunąć tą ciążę! A ja nie chce, żebym był przyczyną morderstwa.  
- Rozumiem cie bardzo dobrze. Rozumiem też, że temat z Anastazją jest już skończony…
- Tak! W ogóle nie wiem jak ona mogła mnie tak okłamać! A z resztą, nie chce już o tym myśleć, mówić, a zwłaszcza o niej.
Pierwszy raz widziałam Alka takiego przygnębionego. To było coś niesłychanego.
Od razu przytuliłam do siebie Alka i pozwoliłam mu, aby w spokoju i ciszy wypłakał się. Mogłabym siedzieć z nim tak nawet cały dzień, ważne żeby mu jakoś pomóc pozbyć się tak silnego bólu, jaki zadała mu osoba, którą tak bardzo kochał.
Kilka minut później postanowił się odezwać.
- Dobra, nie będę już się nad sobą użalać. Życie toczy się dalej i muszę sobie je poukładać, tym razem bez niej.
- Jesteś pewien tego co robisz? Ona zrobiła to nieświadomie… 
-TAK! Jestem tego pewien… Może opowiedz coś co się u ciebie ciekawego dzieje.
- Ogólnie, to dawno ze sobą nie rozmawialiśmy, a ja nawet nie miałam okazji powiedzieć ci, że zaręczyłam się z Nathanem.
- No pięknie…
- Znowu będziesz na nas zły?
- Nie no… nie mogę. – uśmiechnął się. – Ważne, że dziewczyna, którą zawsze kochałem i kochać będę będzie szczęśliwa.
- Alek… proszę cię…
- Pamiętaj, że dla mnie będziesz do końca życia jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
- Dobrze, ty też możesz to pamiętać. Ale nie chce, żebyś znowu robił jakieś głupstwa. – pogroziłam mu palcem.
- Obiecuję. – prawą rękę położył na piersi, a lewą uniósł do góry. – Nie będę robić żadnych głupstw.
- Bardzo się cieszę. – kolejny raz go dzisiaj przytuliłam i do tego dałam mu buziaka w policzek. -To co… może już dołączymy do reszty?
- Pewnie. A mogę tu u was zostać na dłużej? Chcę trochę zapomnieć o tym co było…
- Oczywiście Alek.
Po skończonej rozmowie wróciliśmy do przyjaciół. 

_________________________________________

Mamy kolejny rozdział. Dziękuje za tamte komentarze, chociaż wiem, że ktoś czyta. ;]