niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 21


 - Co wy na to, żeby zrobić sobie dzisiaj jakąś ekstra niezapomnianą nockę? – zaproponowałam, podczas gdy reszta zajadała się śniadaniem.
- To dobry pomysł. – uśmiechnął się Tom.
- Wszyscy? – zdziwił się Nathan.
- Czemu nie. – uśmiechnęłam się.
- A gdzie? – zapytał Jay.
- W ogrodzie, w namiotach.
- Pomieścimy się? – spytała Laura.
- Mam 3 namioty w domu.  – zaśmiałam się.   
- Po co ci 3 namioty? – zdziwił się Tom.
- A wiesz, namioty nie giną, a jak byłam młodsza co roku jeździłam na biwaki lub coś w tym rodzaju.
- Ciekawe. – rzucił.
- Bardzo. – uśmiechnęłam się. – To jak się podzielimy?
- Może tak jak w pokojach? – dodał Nathan.
- A ja?? – zasmucił się Jay.
- Już dzwonię po Ankę.
-Będzie Anka??
- No jak przyjdzie to będzie. – pocieszyłam go.
-Zadzwonię jeszcze do Belli, żeby przyszli z namiotem.

Szybko zrobiłam, co miałam do roboty. 

- Mamy 4 namiot i trzech gości. – powiadomiłam resztę, kiedy zeszłam na dół.
- Przyjdzie Anka?? – ucieszył się Jay.
- No tak.
- Za godzinę powinni tu być, bo wpadną jeszcze po Ankę.
 -To super. – ucieszyli się chłopaki.

Kilka godzin później

- Wiecie co, można by już było zacząć rozkładać namioty… - powiedziała Laura.
- Masz rację. – potwierdziłam. – Chłopaki, ruszcie się. – uśmiechnęłam się.
- Dobra, ale żeby później nie było, że któryś się zawali, podczas „dzikowania”. – zaśmiał się Tom.
- Yyyhhyym. – Laura zmierzyła go zimnym wzrokiem.
- No co? Taka prawda.
- To poskładajcie tak, żeby się nie zawaliły. – uśmiechnęła się Bella.
- Laura? – spytałam.
- Co?
- Pójdziesz do sklepu, kupić jakieś piwo, dla nas oczywiście bezalkoholowe, albo coś… - zajrzałam do lodówki. – bo tutaj się powoli zapasy kończą. – wskazałam na małą półkę wewnątrz.
- No dobra. Coś jeszcze?
- Może trusskafffkii??
- Okej, wezmę jeszcze bitą śmietanę.
- Dobry pomysł. Jak będzie jeszcze coś ciekawego to weź. – uśmiechnęłam się.
- Okej. To ja już idę.
- Czekaj! – krzyknął Tom. – Idę z tobą.
- Ty się już nie wymiguj w rozkładaniu namiotów.
- Czy ja się wymiguje? Chce tylko towarzyszyć ci w drodze do sklepu i z powrotem, żebyś była bezpieczna.
- No dobra. – machnęła ręką i poszli do sklepu.
- To my idziemy rozkładać te namioty.  –poinformował Nathan.
- Tak, tak idźcie już. – popędziła ich Bella.
Chłopacy poszli rozkładać nasze dzisiejsze noclegi, a my w tym czasie postanowiłyśmy przygotować coś to jedzenia.
- To co robimy. – rzuciła Anka.
- A na co macie pomysł?
- No nie wiem… Laura kupi truskawki… może jakaś sałatka, albo coś…
- Ja mogę zrobić „koreczki”. – powiedziała Bella.
- To ja zrobię tą sałatkę. – rzuciłam.
- A ja?
- Może uszykuj radio i jakieś ciekawe płyty. Przyda się.
- Dobra. – Anka pobiegła szybko na górę, a my zaczęłyśmy szykować podwieczorek.
Po kilkunastu minutach ze sklepu wróciła kuzynka ze swoim chłopakiem.
 -Truskawki i śmietana – są, a i jeszcze lody 2 litrowe lody. Starczy nie?
- Okej. Przecież.
- To ja już zaniosę do grzybka talerze i takie tam pierdy. – zadeklarowała.
- Dobra. Anka zaraz do ciebie dołączy.


Wszystko było już gotowe. Nawet namioty stały tak jak należy.
Po skończonym tzw. podwieczorku, należało się trochę powygłupiać.
Nathanowi naprawdę odwalało. Najpierw zaczął robić jakieś fikołki, a potem gwiazdy na trawie.
 -Co to ma być? – bąknął Tom. – Patrzcie, jak robi to mistrz. – chłopak razem z drugim zaczął wygłupiać się na trawie, potem dołączył do nich Siva, ale on chwalił się, ile najwięcej potrafi zrobić pompek.
- Łee… - zaśmiał się Jay. – Ja zrobię więcej. – No i kolejny „pawian” zaczął odstawiać cyrki.
Wszystko było dobrze, gdy nagle Tom nie zawołał…
- Ałłłł… moja ręka!
- Co się stało? – podbiegła do niego przestraszona Laura.
- A… Już nic. – i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Tom! Ja przez ciebie kiedyś zawału dostane!
- Serio?
- Tom!- szturchnęła go dziewczyna i sama zaczęła się śmiać.
-Zróbcie sobie małą przerwę i chodźcie na lody. – powiedziałam.
- Już chcecie? – zażartował Tom.
- Wiesz co... – uśmiechnęłam się.
-Co? Bo nie wiem.
-Nie już nic.
-Dalej chodźcie. – powiedziała Bella.

Lody już zjedliśmy. Tom wymyślił sobie konkurs, kto zje najwięcej truskawek.
- No dobra, zróbcie sobie, tylko nie, jak najwięcej, ale może kto najszybciej, bo założę się, że dla nas już  nic by nie zostało.
- No dobra. To zróbmy tak… dziewczyny nałożą nam po tyle samo truskawek na talerz, a my jak najszybciej będziemy musieli je zjeść.
- Mi pasuje. – powiedział Seev. – A może dziewczynki też by chciały??
- Nie dziękujemy. – poinformowałam za nas wszystkie.
- Dobra, jak chcecie.
Nałożyłyśmy mniej więcej po równo na talerzyk.
- Po co kupiłam śmietanę? – powiedziała z uśmiechem Laura. – Żeby ją zjedli.
A więc tak jak Laura kazała dodałyśmy każdemu sporą porcję śmietany.
- Ze śmietaną?? – zdziwił się Nathan.
- Dobra, niech im będzie. Wyzywam wszystkich na pojedynek, oprócz was moje drogie panie.- powiedział Tomas.
- Hańba ci, albowiem przegrasz! – dodał Jay.
- Zobaczymy.
- Czy mogę coś dorzucić? – odezwał się Siva.
- Co?
- Bez używania rąk.
- Okej.
I zaczęło się. Anka złapała telefon i zaczęła nagrywać. Lałyśmy całe trzy minuty, ponieważ  tyle czasu mieli na to chłopacy, oczywiście ja liczyłam.
- Trzy, dwa, jeden. Koniec! Odkładamy pyski z misek. – krzyknęłam.
- Komu zostało najmniej?
 -Chyba Jay’owi.
- Jest!!! I co cwaniaku!!
-Ty cholero!!!
- Dobra, nie kłóćcie się. – powstrzymała ich Laura z Anką. Bella szybko pobiegła na kamiączke i urwała tulipana.
- Oto prezent dla zwycięscy!
- O, to dla mnie? – powiedział uradowany Jay. – Naprawdę, nie trzeba było.
       
Na zegarkach dochodziła godzina 24.00. Ogród rozświetlały lampy, więc nie było tak źle. Pijani JUŻ chłopacy wymyślili sobie grę w butelkę.
- No dobra. – odpowiedziałyśmy jednocześnie.
Co chłopacy powymyślali… Nathan kazał przejść przed płot Tomowi, na posesję sąsiada, gdzie biegał pies. Chłopak szybko wyglądnął za płot i jak nadarzyła się okazja szybko przeskoczył, stąpnął na ziemi i wrócił. Jak na „niepełnosprawnego” poszło mu nieźle i bardzo szybko. Nie było to jedyne wyzwanie tej nocy. „Godowe tańce” też ktoś sobie wymyślił, ale to już daruje…
Zabawa trwała do godziny 2.00, Anka siedząc między mną a Jay’em ciągle nie mogła powstrzymać się od śmiechu, ja zresztą też.


- Ja z Laurą biorę ten czerwony! – zadeklarował Tom.
- Bo największy nie! – oburzył się Siva.
- Nie, bo czerwony. – zaśmiał się Tom.
- Dobra, niech już tam śpią, my pójdziemy do mojego. – powiedziała Bella.
- Chcesz spać z Jay’em? – chciałam się upewnić.
- Mogę spać, wy będziecie, to ja też. – uśmiechnęła się do mnie Anka.
Wszyscy rozeszli się już do swoich namiotów, a ja wzięłam pod rękę Nathana.
- Już koniec imprezki!?
- Nie, wiesz. Dopiero całe miasteczko będzie się schodzić. – zażartowałam poważnie.
- To ja zastaję.
- Przecież żartowałam ośle.
- Na pewno? Czy ja wyglądam na kogoś, kto ma duże uszy? – doprowadził mnie już do śmiechu.
- No nie, ale mówi się do ciebie jak do słupa.
- Aż tak zdrętwiałem?!
- Nathan!
- To nie jest śmieszne.
- No dobra. – podeszłam do stolika i wzięłam miskę z truskawkami, a do tego resztę bitej śmietany. – Teraz pójdziesz do namiotu?
- Hyym… - zastanawiał się. – No dobra,  przekonałaś mnie.
W namiocie zajadaliśmy się pysznymi truskaweczkami, ale chłopak musiał oczywiście coś zmalować.
- Jak ja wyglądam?!
- Pysznie! – widział, że się wkurzyłam, więc pomógł mi się wytrzeć. Wyglądałam jak Święty Mikołaj, ale cały od śmietany.  
_____________________________________________

I jest taki tam rozdział... xD 
Dedykuje go moim kuzynom, którzy wczoraj "palili gume" na rowerze i : 
 edussss
  Miu Bry
 LiNkA
Daria Miczke
 Indica
Penguin Livv.  - obiecuje , że w tym tygodniu dotrę do Twojego opowiadania i zostawię komentarz ;)

Nie długo się chyba w Was zakocham normalnie  xD 

sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 20


Chłopcom zostały już tylko 4 dni w Polsce.
Anka miała być w moim domu o 10.00, a jeszcze wcześniej powiadomiłam Jay’a, żeby się przygotował. Tego się nie spodziewałam – szybko ogarnął się i wyszedł w kierunku, w którym szła Anka.
- Patrzcie! – zawołałam pozostałych, żeby wyjrzeli przez okno.
- Nie no! – krzyknął Tom. – Czy ja dobrze widzę?
- No, Jay idzie po dziewczynę! – zaśmiał się Nathan.

Kilkanaście minut później byli już z nami.   
- To co pokarzesz mi te zdjęcia? – zapytała Anka.
- Fakt. Już się robi. – podłączyłam aparat do telewizora.
Niektórzy oglądali je po raz drugi i wcale nie narzekali na nudę.
- Super! – rzuciła Anka. – Ale się pozmieniało, dawno tam nie byłam.
- No trochę, nawet… - uśmiechnęłam się.
- Nie wiem jak wy, ale ja mam ochotę pograć sobie w siatę.- zaśmiała się Laura.
- Dobry pomysł. – przyznał Tom. W tym samym momencie odwiedzili nas Bella i Seev.

- Teraz będzie po równo. – powiedział Jay.
- To idziemy. – Laura poprowadziła wszystkich na boisko.

- Kto z kim? – zapytał Tom.
- To może podzielmy się na pary? – zaproponowała Bella.
- Pasuje. To my będziemy z Rose i Nathanem. – poinformował Tom.
- Okej. – powiedzieliśmy razem.
Gra zaczęła się. Na początku, na prowadzeniu była przeciwna grupa, ale z czasem udało nam się to zmienić .
-Jest! – krzyknęła Laura, kiedy było 25 do 20. – Mamy seta! – przybiła każdemu po kolei „piątkę”.
- Pierwszy set jest wasz, ale drugi na pewno będzie dla nas. – powiedziała Bella i wyciągnęła język na Laurę.
- Naprawdę?! Zobaczymy. – zrobiła złowrogi uśmieszek. – Zróbmy naradę.
- Dobra. -Każda grupa obczaiła, co mają robić.
 Rzeczywiście, w drugiej połowie meczu szło im lepiej, jednak Laura wkurzyła się i nie chciała do tego dopuścić. Szliśmy łeb w łeb. Ostatnie pięć punktów. Najpierw serwował Nathan. Udało mu się zdobyć 3 punkty, ale za czwartym razem przejęli piłkę. Laura nie dała za wygraną. Była jej kolej serwowania, dzieliły ją tylko 3 punkty. Ale jak im nawbijała…
- Cholera! – krzyknęła Bella.
- Haha! I co? A nie mówiłam, że wygramy… - powiedziała dumnie Laura. Podczas gdy kuzynki się kłóciły mi robiło się coraz słabiej…
Nie wiedziałam co się stało. Kiedy się ocknęłam leżałam już na skórzanej sofie w salonie.
- Rose, słyszysz mnie? – spytał Nathan.
- Tak, co się dzieje? – spytałam oszołomiona.
- Zemdlałaś na boisku, Nathan z Tomem zanieśli cię do domu.  – powiedziała przestraszona Laura.
- Coś ty? – nie mogłam uwierzyć, w to co mówią.
- Tak, naprawdę. – powiedział Nathan i podał mi szklankę wody.
- Dziękuje. – odpowiedziałam i od razu przyłożyłam szklankę do ust.
- Może to  przez słońce? – rzuciła Bella.
- Może za dużo wysiłku naraz… - ciągnęła Anka.
- Pewnie tak… - odpowiedziałam szybko. – lekarz kazał mi się nie przemęczać.
- Już dobrze się czujesz? – spytali.
- Tak.
- Nie możemy cie tak przemęczać… - powiedział Nathan.
- Po prostu słonce mi nie służy…
- Ty już się nie wymiguj. – rzucił stanowczym głosem  Tom.
- Racja. – poparła go Laura.
- No dobra, ale mam nadzieje, że nie dzwoniłaś do mojej mamy…
- No patrz… Zapomniałam. – zrobiła krzywą minę. - To teraz zostajemy w domu. 
- NIE! Przecież nie będziecie cały czas ze mną…
- Jak nie, musimy ci pomóc.
- Nie! Bo się na was obrażę! I nie będę chciała, żebyście już przyjeżdżali… - powiedziałam stanowczo.
- Czemu mi to robisz?! – powiedział Nathan. – Nie chcesz, żebym tu przyjeżdżał?
- Nie że nie chce, tylko nie chce wam odbierać wakacji… zadzwonię po Alka, to ze mną posiedzi…
- Nie wolisz mojego towarzystwa? – zapytał.
- Już ci coś mówiłam…
- Dobra, to idziemy, bo to uparte jak osioł jest… - powiedziała Bella.
- No nareszcie!
- Ja się stąd nigdzie nie ruszam.
- O… to niech chociaż Nathan zostanie, żebyś była pod czyjąś opieką.
- Idźcie już! – popędzałam ich.
Nareszcie poszli. Moim zdaniem wybrali się nad jezioro. Nathan został razem ze mną, chociaż tego nie chciałam.
- Dlaczego nie chciałaś ze mną zostać? – zapytał prawie oburzony.
- Nie że nie chciałam tylko nie chciałam zabierać ci wakacji, kiedy jest taka fajna pogoda za oknem. I chcesz tak siedzieć w domu?
- Z tobą jak najbardziej. – uśmiechnął się.
- Jesteś pewien? – zapytałam z uśmiechem.
- Oczywiście! – powiedział chłopak i przytulił się lekko do mnie.
Poszliśmy do mojego pokoju i gadaliśmy o tym, co lubię robić najbardziej.

- Mogę? – zapytał i spojrzał na keyboard.
- Tak, jak najbardziej. – uśmiechnęłam się.
Najpierw zagrał „Glad you came”, a potem „Warzone”.
- Super! – pochwaliłam go i zaczęłam klaskać.
-Dziękuje, dziękuje. – dziękował „publiczności” jakby grał w jakiejś operze.
- Teraz ty mi coś zagraj… - poprosił.
- Czy myślisz, że to dobry pomysł? Ja przy tobie wymiękam. 
-Co ty mówisz?! – podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i zaprowadził do klawiszy.
Zagrałam dla niego kawałek piosenki ze „Zmierzchu”- BellaLullaby Carter’a Burwell’a.(To takie marzenie, żeby umieć to zagrać ;P)
- I ty mówisz, że przy mnie wymiękasz?!
- No tak…
- Chyba na odwrót!
- Ta… jasne…
- Przecież to było jednym słowem… piękne!
- Uwielbiam tą piosenkę… ale coś mi nie poszło…
- E tam… bo ci uwierzę…
Dalej tak się spieraliśmy. Zagraliśmy mnóstwo piosenek. To były naprawdę piękne chwile.


Tymczasem u reszty
- Chyba czas już się zbierać. – zaczęła Bella.
- No, masz rację. – przyznała Anka.
- A gdzie Laura? – zapytał zdenerwowany Tom.
- Właśnie… - wszyscy zaczęli się rozglądać po brzegu jeziora.
- Widzę ją! Już idzie. – rzucił Jay i wskazał na nią palcem.
Ponieważ było na „plaży” dużo ludzi, trochę zajęło Laurze przyjście do pozostałych. Wtedy dziewczyna, zaczęła się wydzierać.
- Pomocy! – Tom odwrócił się w jej stronę, bo poznał jej głos i zobaczył, że ktoś ją napadł. Chłopak biegiem rzucił się w te pędy. Szybko, był już przy niej.
- Zostaw ją i jej torbę! – krzyknął po angielsku, czego nie rozumiał złodziej. Dalej gnębił dziewczynę, a wtedy Tom zaczął się z nim bić. Złodziej szybko poddał się.
- Nic ci nie jest? – zapytał zdenerwowany chłopak.
- Nie. – powiedziała przestraszona Laura.
- Co się stało? – zapytały wystraszone dziewczyny, które wraz z swoimi chłopakami pobiegły za Tomem.
- Chciał porwać mi torebkę… - zaczęła zadyszanym i wystraszonym głosem Laura.
- I pomyśleć, że to w naszej okolicy… - przestraszyła się Anka.
- Lepiej zbierajmy się do domu. – dodała Bella.
- To może my już pójdziemy. – Jay złapał za rękę Ankę. – Nie chce, żeby sama szła. Później do was dołączę.
- To my pójdziemy z wami. – rzucił Siva.
- Dobra to już idźcie. – powiedział Tom, ciągle tuląc Laurę do siebie. – Będziemy za tobą czekać koło domu Anki. – powiedział do Jay’a.

***
- Oo… to chyba oni. – powiedział Nathan, kiedy rozległ się dźwięk zamykanych drzwi. Szybko zbiegliśmy na dół. Kiedy zobaczyłam Laurę całą przestraszoną, tulącą się do Toma, spytałam się.
- Co się stało?
- Napadli na Laurę. – oznajmił Jay.
- Co?!
- Naprawdę… - powiedziała biedna kuzynka. – ale dzięki Tomowi nic mi nie ukradli.
- Musiałem cie obronić. – pocieszył ją chłopak.
- Szczęście, że tak się stało, niż inaczej. – powiedział Nathan.

____________________________________________

 Buźki dla Was, za tak miłe komentarze! ;**********
Kocham Was! :D
Dedyk dla:
 Daria Miczke
 Miu Bry
 edussss
 LiNkA
 Indica  
Wasze komentarze są boskie xD 

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 19


Jedyne z czego się cieszyłam to to,  że taty miało nie być w domu, kiedy było tyle chłopaków, bo możliwe, że byłyby kłopoty. Na szczęście mama nie miała nic przeciwko temu i obiecała, że nie piśnie ani słówka mężowi.
 Bella nocowała u siebie z Seev’em. Anka zabrała się w drodze powrotnej z nimi, na co Jay trochę posmutniał.

Obiecałam dzień wcześniej Nathanowi, że zabiorę go gdzieś. Mój limit na pomysły się wyczerpał, więc postanowiłam, że odwiedzimy ZOO. Może nie będzie zadowolony, ale chciał żebym gdzieś z nim poszła sam na sam, a że bardzo lubię zwierzęta, to chociaż mi będzie wesoło. Hyhy.
 Kiedy byłam już na nogach zadzwoniłam po taksówkę, bo do najbliższego ogrodu zoologicznego było niecałe 20km.
- Wstawaj! – obudziłam go.
- Co? Pali się? – zażartował.
- Nie, ale chciałeś, żebym gdzieś cię zabrała, no więc jeśli chcesz jechać to wstawaj, bo taksówka będzie tu za pół godziny.
- Dobrze, już dobrze. – wyparował z łóżka, jakby z bicza strzelił.
Szybko zeszłam do kuchni, uszykować jakieś kanapki. Wszystko włożyłam do torebki, w której od tych wakacji, miał swoje miejsce podręczny słownik języka angielskiego.
*
- Nathan! Jesteś już gotowy? Zaraz będzie taksówka! – krzyknęłam.
- Już schodzę. – nim się obejrzałam chłopak był już na parterze.
- Jakby mama pytała kiedy wrócimy, powiedz, że sama nie wiem. – zażartowałam. – Zadzwonię, jak będziemy wracać.
- Okej.- uśmiechnęła się Laura. Wtedy doszedł nas odgłos klaksonu.
- To na nas już czas. Pa. – powiedziałam i złapałam Nathana za rękę.
- Pa.

Dalej w domu
   Laura szykowała śniadanie, a raczej zamówiła śniadanie dla Toma i Jay’a.
- Chłopaki! Śniadanie gotowe! – zawołała i zaśmiała się.
Nie minęła minuta a chłopacy byli już w kuchni.
- Co przygotowałaś? – podszedł do niej Tom i pocałował ją.
- Sami zobaczcie. – wskazała na stół i uśmiechnęła się.
-Nie no, rewelka.  – zaśmiał się Jay. – Zmęczyłaś się co…
- Tak, bardzo. Nie miałam pomysłu co zrobić, więc zadzwoniłam po szybką pizze.
- Jak dla mnie super. – uśmiechnął się Tom i usiadł przy stole. – A właśnie, gdzie reszta?
- Nathan wam nie mówił?? – zdziwiła się Laura.
- No nie, a czego? – zapytał Jay.
- Rosalie zabrała go na małą wycieczkę.
- Gdzie?
- Do ZOO. – zaśmiała się.  
-Wow.
- A czemu akurat tam? – zaciekawił się Tom.
- Rose mówiła, że Nathan prosił ją, żeby poszli gdzieś razem, sam na sam. Myślała nad cyrkiem i Zoo, ale wybrała to drugie.
- Jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby Nathan był w Zoo, nawet z siostrą. Może był w wieku 9 lat, ale nie jestem pewny.  – zaśmiał się Tom.
Laura sprzątała, kiedy do domu zawitali Bella i Siva.
- Cześć. – powiedzieli.
- Cześć.
- Gdzie Rose? Śpi jeszcze? – zapytała Bella.
- Nie… Zwiedza Zoo… - uśmiechnął się Tom.
- Przecież miała się nie przemęczać… - zmartwiła się dziewczyna.
- Nathan zapytał się Rose, czy zaprowadzi go gdzieś, gdzie jeszcze nie był. – dodała Laura.
- Mogli iść do lasu, gdzieś bliżej… 
- Na jagody. – dodał zadowolony Jay.
- Na przygodę. – uśmiechnął się Seev.
- Już nie wnikam… - zaśmiała się Laura. – Niedługo się dowiemy, jak było.
Znajomi postanowili wybrać się do Anki, która zaprosiła ich do siebie.


W ZOO
- No to już jesteśmy. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Co to? – zapytał Nathan.
- Zaraz zobaczysz, aby przekroczymy bramę.
Wzięłam chłopaka pod pachę i poszliśmy w stronę wielkiej, żelaznej bramy. Podeszłam do okienka z biletami i poprosiłam o 2 normalne.
- Czekaj, czekaj… - domyślał się Nathan, gdzie idziemy.
- Już wiesz, co to jest? – zaśmiałam się.
- No tak. To Zoo! – uradował się.
- Chciałam wziąć cię do cyrku, ale pomyślałam, że w Zoo będziemy mogli pogadać.
- Pospacerować razem. – dodał zadowolony.
- Oczywiście. – ucieszyłam się. – Może być ta miejscówka?
- Jasne! – powiedział. – Najważniejsze, że jesteś ze mną. Gdzie to mało ważne. – uśmiechnął się.
- Tak. Mi też to pasuje. – przytuliłam się do ukochanego mocnej.
Zwiedzaliśmy ogród śmiejąc się i rozmawiając. Porobiliśmy też parę zdjęć na pamiątkę. Mam słabość do zwierząt więc nie obyło się bez małej sesji zdjęciowej, którą robił Nathan.
Kiedy szliśmy zobaczyłam, że grupka dziewczyn dziwnie się na nas gapi. Kilka sekund później znalazły się obok nas.
- Nathan Sykes?! – zawołały z angielskim akcentem.
- Yyy… chyba tak… - odpowiedział chłopak uśmiechając się do mnie.
- Możemy prosić o autograf? – zapytały szczęśliwe. Nath zerknął w moją stronę, myśląc że się wkurzę.
- Spełnij ich marzenia. – powiedziałam do niego i mrugnęłam porozumiewawczo okiem. Zdaje mi się, że dziewczyny nauczyły się tylko najpotrzebniejszych słów, w takim przypadku jak ten, bo zapewnie nie rozumiały co mówię do ukochanego. 
- Tak. – odpowiedział chłopak.
Dziewczyny, najszczęśliwsze na świecie, skakały z radości. Szybko po rozdaniu autografów wyciągały z torebek aparaty. Wyciągnęłam po jeden z nich, aby zrobić zdjęcie z Nathanem jego właścicielce. Tak samo zrobiłam z resztą. Nie chciałam mówić do nich po Polsku, żeby nie krążyły jakieś plotki, no ale przecież na pewno będą – Nathan Sykes w POLSKIM ZOO. No bez przesady!  Minęło kilka minut zanim ocknęły się i poszły dalej.
- Szczęście, że tak mało ich było. – pocieszył się.
- Ty nie wiesz co one będą teraz przeżywać… - rzuciłam. – Widzieć brytyjskiego piosenkarza w Polsce i na dodatek w Zoo?! One były po prostu zszokowane! Na pewno nie mogły uwierzyć własnym oczom. – mówiłam tak, jakbym była jedną z nich.
- Rzeczywiście. – przyznał.
Docieraliśmy już do końca zwiedzania. Przysiedliśmy jeszcze przy wybiegu dla pawianów xD.
- Patrz jakie słodkie człekokształtne. – wskazałam palcem na małego pawiana, który na krok nie odstępował mamy.
- Noo. A jakie zabawne. – zaśmiał się z jednego, który biegał za złodziejem, ponieważ ukradł mu banana.  
- Faktycznie. – również się zaśmiałam. – To ja już powoli zadzwonię po taksówkę.


W domu zastaliśmy istną pustkę, nawet mamy nie było.
- To jesteśmy sami. – ucieszył się Nathan.
- Na to wygląda. – przyznałam. – Zadzwonię do mamy, kiedy wróci.
Po kilku minutach wiedziałam już, że mama nie wróci na noc.
- Dzisiaj już mama nie przyjedzie. Zostaje na noc u cioci, pomóc jej w dopilnowaniu bliźniaków. Możliwe, że jutro też jej nie będzie. – uśmiechnęłam się.
- Przez ten czas zadzwoniłem do Jay’a i powiedział, że będą za kilka godzin.
- Może wypożyczymy jakiś film?
- Czemu nie. Ty wybierasz.
Wypożyczyłam Stan Helsing z 2009r. Szybko wstawiłam popcorn do mikrofalówki.
Byliśmy już gotowi. Rozsiedliśmy się w półokrągłej sofie i zajadaliśmy się popcornem.  
W połowie filmu, nie wiem czemu, siedziałam mu na kolanach i zaczęliśmy się całować. Nathan rozpinał mi powoli guziki od koszuli, którą miałam na sobie. Z początku nie myślałam o niczym innym, jak o Nathanie, jednak szybko złapałam go za braki i odpychnęłam.
- Przepraszam cię. – powiedziałam smutno. – Chyba nie jestem jeszcze gotowa.
- Spokojnie. To ja się trochę pośpieszyłem. -  przyznał, a ja zaczęłam zapinać koszule.

Po chwili do domu wpadła niepełna banda.
- Ooo. Już jesteście. – ucieszyła się Laura.
- Wy też. - uśmiechnęłam się do nich.
- Jak było w Zoo? Opowiadajcie.- poprosili, a raczej zażądali chłopacy.
- Świetnie! – pochwalił się Nath.
- Nawet spotkał fanki. – przypomniałam.
- Śmiały się? – zapytali.
- Nie wiem, moim zdaniem cieszyły się, ale na pewno były zdziwione, że spotkały go w polskim Zoo.  – powiedziałam i chłopacy roześmiali się.
- A wy co robiliście? – spytał ciekawy Nath.
- Byliśmy u Anki. – pochwalił się Jay.
- I jak było?
- Jay całował się z Anką! – wykrzyknęła Laura.
- Noo! – zdziwiłam się.
- No co! Takie było wyzwanie! – tłumaczył się Jay.
- W butelkę graliście? – zaśmiał się Nathan.
- No. – zaśmiał się Tom.
- Anka musi być zachwycona. – wycedziłam z uśmiechem.
Szybko pobiegłam po torebkę, która leżała w przedpokoju. Wyciągnęłam z niej telefon i poszłam do swojego pokoju.
- Hej. – przywitałam się.
- Cześć. – odpowiedziała szczęśliwa.
- Słyszałam, że się całowałaś…
- A co, nie mogę. – zażartowała.
- I jak było? – zbiłam ją trochę tym pytanie z pantałyku.
- No normalnie. Przecież się całowałaś. – zaśmiała się.
- Nie o to chodzi. – zaśmiałam się razem z nią. – Co na to Jay?
- Jay tak jak ja zdziwił się z wyzwania. Laura zadawała.
- Mogłam się tego domyślić. – przerwałam jej na chwilę.
-Więc tak. Jay podszedł do mnie, dotknął dłońmi moich policzek i z początku lekko musnął moje wargi, ale potem bez wahania pocałował mnie. To było takie… niesamowite! – wykrzyknęła do słuchawki.
- Gratulacje!
- No, tylko wiesz, ja ciągle muszę chodzić z włączonym tłumaczem, żeby jakoś się z nim dogadać.- posmutniała dziewczyna.
- Zobaczysz, jeszcze wyuczysz się angielskiego na blachę. - pocieszyłam ją.
- Dlaczego mnie nie uprzedziłaś? - zażartowała. - Zakuwałabym razem z wami...
- Hehe. - zaśmiałam się. - Tak sobie właśnie myślałam, że zabuja się we mnie jeden z chłopków z The WANTED, wiesz? Ale nie byłam pewna do końca. - uśmiechnęłam się do słuchawki telefonu. Anka odpowiedziała tym samym. 

- A opowiadaj ty, co robiłaś z Nathanem.
-  No ja byłam z nim w Zoo...
- Tak, to słyszałam. Bardzo interesujące.
- Tak. No więc co można robić w Zoo? Oglądaliśmy zwierzaki, trochę zdjęć też, pogadaliśmy i takie tam.
- No, no, no. Rozumiem cię. – zaśmiała się.
- Wpadniesz do nas?
- Jak już to jutro…
- To przyjdź z samego rana.
- Okej. Pokarzesz mi zdjęcia.
- Dobrze. To do jutra. Pa.
- Nom. Pa.
Szybko zeszłam na dół. Na ekranie widziałam zdjęcia z Zoo.
- Ubaw po pachy co?
- No jasne. – zaśmiał się Tom.
- Bez przesady Tom. Niezłego miałaś fotografa. – skomentowała Laura.
- Tak wiem. – podeszłam do mojego chłopaka i przytuliłam go.
_________________________________
Dziękuje Wam za komentarze :*
Dedyk dla :
 edussss
 LiNkA
 Daria Miczke
 Indica
Penguin Livv.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 18


- Jak dobrze być w domu. – ucieszyłam się.
- Może coś zjesz? – zaproponowała mama.
- Chętnie.
- Daj. Zaniosę ci tą torbę do pokoju. – powiedział Nathan.
- Dziękuje. – podałam mu bagaż i poszedł na górę. – Jak się dogadujecie?
- Z Nathanem? – rzuciła mama.
- No.
- No tak niecałkiem. Laura robi jako tłumacz. – zaśmiała się. – Ale mimo to całkiem miły z niego chłopak, tak jak reszta.
- Tak… Szkoda, że nie poznałaś Maxa. Ale na pewno będzie jeszcze okazja.
- Na pewno. A co do nocowania Nathana w twoim pokoju… Wtedy też z tobą już spał? – powiedziała niskim tonem mama.
- Tak... Ale nic nie zaszło. – dodałam szybko.
- Mam nadzieje.
- Możesz być pewna na sto procent. Po prostu nie mógł się wyspać z Jay’em, bo za mocno chrapał. – uśmiechnęłam się.
- To dobrze.
  Mój chłopak był już na dole.  Czekał za mną, aż skończę śniadanie, potem mieliśmy dojść do reszty, która bawiła się w ogrodzie.
- Dziękuje. Kanapki pyszne, nie tak  jak w szpitalu. – pochwaliłam mamę.
- Dobrze, że ci smakują. – uśmiechnęła się mama.
- To możemy już iść. – powiedziałam do Nathana  i złapałam go za rękę, żeby nie stracić równowagi, bo jeszcze trochę bolała mnie lewa noga. Dotarliśmy już do altanki.
- Ooo… już jesteście. – ucieszyła się Laura. – Rose?!
- Co się stało? – zaniepokoił się Nathan.
- Strasznie wybielałaś?!(Tekst dziadka xD)
- O kurczę, rzeczywiście. – oglądnęłam się od stóp do głowy.
- Co jest?! – denerwował się Nath, ponieważ nas nie rozumiał, a Bella cały czas śmiała się.
- Nie nic, zupełnie nic. – pocieszyłam go i uśmiechnęłam się.
- Musimy się poopalać. – dodała kuzynka.
- Dobrze się składa, bo muszę jak na razie za dużo się nie przemęczać.
- Chłopcy? Idziecie z nami nad jezioro? – zapytała Bella.
- Chętnie! – krzyknęli Siva i Tom.
- Jeszcze tam nie byliśmy. – dodał z uśmiechem Nathan.
- To dalej! Na co czekamy. – ucieszyła się Laura.
Zawitaliśmy na  chwilę do mieszkania, aby przebrać się w stroje kąpielowe i spakować coś, co może być niezbędne nad wodą.
Dotarliśmy na miejsce trochę zmęczeni, bo całą drogę oświetlały nas promienie słońca. Ja się cieszyłam, już połowę leżakowania miałam za sobą. Chłopacy szybko wskoczyli do wody, za to my rozłożyłyśmy koce przy brzegu i zaczęłyśmy smarować się mleczkiem.
- To może najpierw ciebie nasmarujemy? – uśmiechnęła się Anka. – Będziesz miała więcej czasu na złapanie promieni.
- Okej.
Po kilku minutach mogłam już swobodnie wypoczywać. Następna w kolejce była Bella. Podczas gdy dziewczyny rozmazywały krem na ciele kuzynki przyszli do nas chłopacy.
- Może posmarować ci plecy? – zapytał się Laury Tom.
- Jeżeli chcesz. – uśmiechnęła się dziewczyna.
- Może też cię nasmarować? – spytał mój chłopak.
- Dziewczyny już o to zadbały.
- Czyli się spóźniłem? – powiedział Nath i przysiadł obok mnie.
- Parę minut. – popatrzyłam na niego z uśmiechem na twarzy.
- Ja chyba też się spóźniłem… - dodał rozżalony Siva.
- Yy… Tak. – zaśmiała się Bella.
- Ale ja raczej nie! – uradował się Jay. – Pomóc ci?
- Bardzo chętnie. – rozweseliła się Anka.
Około godziny gadaliśmy i podziwialiśmy piękny krajobraz, rozlegający się od brzegu jeziora do styku lądu i nieba.  Chłopacy oczywiście nie umieli tak długo wysiedzieć na miejscu.
Po chwili byłam już metr nad ziemią, tak jak inne dziewczyny. Kiedy grupa The Wanted biegła prosto do jeziora, krzyczałyśmy w niebogłosy i na wszelki wypadek złapałam Nathana najmocniej jak się da, żeby nie wrzucił mnie wody (strasznie bałam się skakać do wody, ale pływać jako tako umiałam). Już poczułam ciepła wodę. Chłopak ostrożnie ściągnął mnie na nie tak głęboką powierzchnię jeziora. Dostałam przy tym mocnego całusa.
Pryskaliśmy się wodą, dziewczyny na chłopaków. Wiadomo przecież, kto był bardziej mokry.
Po mokrej przygodzie postanowiliśmy trochę popływać przed wyjściem z jeziora.
- Pogramy w siatkę? – zapytała Laura. – trochę znudziło mi się już w tej wodzie…
- Dobry pomysł. – pochwalił Laurę Jay.
- To ja sobie popatrzę na was. – uśmiechnęłam się.
- Dotrzymam ci towarzystwa. – powiedział Nathan.
- Nie trzeba… Chyba, że jesteś zmęczony pływaniem.
- Nie nie. Nie chce żebyś sama siedziała.
- Przecież będę na was patrzeć.
- Oj tam, oj tam. – uśmiechnął się i szybko zajęliśmy miejsca na piasku, przy rozłożonej siatce.

- Kto rozpoczyna? – zapytała Bella.
- No jasne, że wy. – powiedział Siva.

Gra się rozpoczęła. Razem z Nathanem sędziowaliśmy.
- Może przejdziemy się jutro gdzieś razem, bez nich. – wskazał palcem na 2 drużyny i uśmiechnął się.
- Dobrze, czemu nie. – powiadomiłam go. – Gdzie chcesz się wybrać?
- Ty coś wymyśl. Nie jestem za bardzo obeznany w tej miejscowości.
- Okej. To jutro się dowiesz. Zrobię ci małą niespodziankę. – spojrzałam się na niego.
- Już nie mogę się doczekać. – uśmiechnął się.
- Nie masz nic przeciwko, że… zaprosiłam Alka do mnie dzisiaj? Nie wiedziałam wtedy, że przyjedziecie…
- To twój gość więc na co mam być zły?
- No nie wiem, tak się pytam.
- Ey! Sędzia! No dalej licz te punkty, a nie sobie gawędzisz! – krzyknął Tom.
- No dobra, dobra. Ile jest? – zapytał Nath.
- Nie wiesz?! – zapytały wkurzone dziewczyny.
- Siedem do pięciu dla chłopaków. – szepnęłam mu do ucha. Miałam podzielną uwagę, więc kiedy rozmawiałam z moim chłopakiem starałam się liczyć punkty.
- 7:5! – krzyknął Nathan.
- To chyba my mamy pięć. – dodała Laura.
- Yy… tak, tak…! – odpowiedział Nathan. – Dziękuje. – szepnął mi do ucha, a przy tym dał mi buziaka w policzek.
- Nie ma za co. – uśmiechnęłam się.
O 18.00 zbieraliśmy się powoli do domu. Spakowaliśmy nasze manatki i ruszyliśmy w drogę.
W domu czekała nas w jadalni, zapewne pyszna kolacja, uszykowana przez mamę.
- No nareszcie jesteście! – ucieszyła się mama. – Siadajcie, bo zaraz wam wystygnie.
- Dobrze, już już.
Usiedliśmy przy  12-osobowym stole. Na pewno gościom z Anglii chciała pochwalić się Polską kuchnią, dlatego był bigos ( był on pyszny w wykonaniu mamy), dodatkowo krokiety.
Wtedy zobaczyłam, że Nathan wyciąga mały notesik.
- Py…sna kola…cia. – wybąkał po polsku chłopak. Bella zaczęła się śmiać, razem z resztą.
- Dziękuje. – powiedziała uśmiechnięta mama. 
- Oj… coś ci nie idzie po Polsku… - zaśmiał się Tom.
- Hahaha… bardzo śmieszne. – zawstydził się Nath. – Jeszcze trochę i pójdzie mi lepiej.
- Jak dla mnie poradził sobie świetnie. – pochwaliłam ukochanego.
- Chociaż ty mnie rozumiesz. – uśmiechnął się.
Chłopacy także próbowali powiedzieć coś w moim języku. Laura nauczyła Toma – „Kocham Cię”. Bella też powiedziała kilka słów Sivie, a Jay słysząc je też próbował coś wygęgać.
Po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi.
- To pewnie Alek. Pójdę otworzyć. – wstałam z miejsca i pomaszerowałam do drzwi.
- Cześć! Jak fajnie, że przyszedłeś! Wejdź. – powiedziałam.
- Cześć, cześć. Nie przeszkadzam? – zapytał.
- Nie skąd. – poszliśmy do salonu gdzie wszyscy już się znajdowali.
- Cześć. – krzyknęli.
- Hejka. – odpowiedział Alek.
Postanowiliśmy obejrzeć film. Chłopacy włączyli mocną komedie – Super ważka. Laliśmy się cały seans. Nawet Alkowi dopisywał niezły humor, żartował, śmiał się razem z chłopakami. Pomyślałam sobie, nareszcie się dogadują, może nawet zaprzyjaźnią się? Oby tak, będzie mi o wiele lepiej…

_______________________________________________
I jest kolejny... Teraz rozdziały na tym blogu mogą pojawiać się częściej. ;) 
No, trochę Nathan sobie po polsku powiedział... Heh. :D 
Dedyk dla osób, które zostawiły komentarz pod ostatnim rozdziałem.