niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 30



Z punktu widzenia Rose

Zbudził mnie dźwięk dzwonka.
To była Jess.
- Tak słucham?
- Hej Rose. Masz może dzisiaj czas?
- Raczej tak o co chodzi?
- Może zrobisz ze mną mały wypad na miasto w celu zakupienia prezentów?
-Dobry pomysł, sama muszę coś pokupić . – zaśmiałam się do słuchawki.
- No… to dobrze trafiłam. – także się zaśmiała.
- To ja po ciebie przyjadę.
- Okej. Dzięki, kochana jesteś. Do zobaczenia.
- No pa.
Szybko wstałam.
-O Boże! 13.00! Nie no, przesadziłam, święta tuż, tuż a ja sobie to wszystko olewam. 
Nawet mój żołądek nie domagał się posiłku. Prędko pobiegłam do łazienki. Jak zawsze poranna toaleta. Następnie włożyłam na siebie to.
Miałam przyjechać po Jess, ale na szafce nie było kluczy od samochodu.
Szybko zbiegłam na dół. O… zauważyłam Maxa.
-Hej. Widziałeś gdzieś może kluczyki od samochodu Nathana?
- Aktualnie go nie ma.
-Cholera, nawet nic mi nie powiedział. – syknęłam pod nosem.
-Gdzie jedziesz?
-Na zakupy z Jess.
-Yyy… Ja chyba dzisiaj nigdzie nie pojadę, więc jak chcesz jedź moim. – rzucił w moją stronę kluczyki.
- Dzięki. – podbiegłam do niego i przytuliłam.
Prędko wyszłam z domu i skierowałam się do garażu. Pogoda była mroźna, jednak śniegu jak nie było tak nie ma.
Odpaliłam silnik i ruszyłam w niezbyt krótką podróż. Włączyłam sobie radio, może trochę sobie pośpiewam.

Na zakupach 

Jeszcze tylko tydzień. Święta to dla mnie coś pięknego. Śnieg, choinka te wszystkie światełka, ten nastrój… 
- To co zamierzasz kupić? – zaciekawiłam się.
-No właśnie w tym problem, że nie mam pojęcia co… - zrobiła smutną minę. – I mam nadzieje, że ty mi w tym pomożesz. – uśmiechnęła się.
- No to witaj w klubie, bo ja też nie mam pojęcia jakie prezenty, komu sprawić.
- Jeżeli obie nie wiemy co kupić, to zobaczysz, że pójdzie nam lepiej niż jakbyśmy wiedziały.
- Oby tak było.
Zaczęłyśmy się rozglądać po sklepach w poszukiwaniu czegoś konkretnego.
- Ey, patrz! Jakiś ciekawy sklep. Na pewno znajdzie się tu coś dla rodziców.
- Dalej, idziemy. – pogoniłam ją.
Trochę się porozglądałyśmy.
- Ey, ty. Chyba mam pomysł. – zapaliła mi się żaróweczka nad głową.
- Jaki?
- Wiem co kupie moim rodzicom.
Na pewno przyda im się pościel. Zauważyłam stanowisko, gdzie składają zamówienia na wyszywanie różnych zdań na materiałach.
- Na pewno ucieszą się z pościeli, na której będzie napisane: Dla kochanych rodziców od Rosalie. Co ty na to?
- Ey … to niezły pomysł… Może ja rodzicom też takie coś sprawie…
- Dobra, to ty sprawisz im taki prezent, a co ja z Nathanem mogę im kupić?
- Hymm… Wiesz co… Ostatnio, gdy mama sprzątała sypialnie stłukła lampę nocną. Pewnie by się im przydała…
- Okej. To będziemy się jeszcze rozglądać, za tego typu przedmiotem.
Pochodziłyśmy jeszcze po sklepie w poszukiwaniu jakiejś ładniej kołdry. W końcu znalazłyśmy takie oto stanowisko. Ja dopasowałam pierzynę do koloru ich sypialni, czyli jasny odcień brązu idealnie będzie się kontrastował z kolorem ich pokoju. Jessica uparła się na kolor brudnej zieleni. Nie powiem, ten kolorek także mi bardzo się podobał. Po zapłaceniu za zakupy poszłyśmy na stanowisko z zamówieniami. Podałyśmy pani, która się tym zajmuje karki z zamówieniami. Ja dopisałam jeszcze ‘i Nathana’.
Kobieta kazała nad odebrać zamówienia jutro.
Prezenty dla rodziców są już po części załatwione. Teraz tylko trzeba dotrzeć do jakiego sklepu z lampami.
Od razu w oczy rzuciły mi się w oczy te lampy.
- Mi tam się podobają.- dodała Jess. – Będę pasować… - mrugnęła do mnie okiem.
- To bierzemy co? – upewniłam się.
- Lepszych może nie być. Bierz. – machnęła ręką.
- Okej.
Poszłyśmy do lady i poprosiłyśmy o lampy. Zapłaciłam, a kasjer podał mi mój zakup.
Dalej poszłyśmy na szukać prezentu dla Nathana.
- Co można Nathanowi kupić? – spytałam Jess. Myślałam, że może ona będzie coś wiedzieć, w końcu jest jego siostrą.
- Nie wiem, ale ty powinnaś wiedzieć to lepiej ode mnie. – zaśmiała się.
- Oj no… Nigdy nie umiałam kupić facetowi jakiegokolwiek prezentu. Zawsze bałam się, że nie trafie w gusta, albo coś. 
- Powiem tylko tyle… Jeżeli Nathan cie kocha, to nawet jeżeli prezentu od ciebie nie dostanie, to i tak będzie szczęśliwy.
- No dobra, ale nie mogę mu nic nie dać. – uśmiechnęłam się. – Może kupię mu jakiś fajny sweter…
-No czemu nie…  to ja może mu dokupię jakiś ful cap… co? – uśmiechnęła się.
Kolejny problem to prezent dla Nathana.
Poszłyśmy do jakiegoś sklepu z męskimi ciuchami. Długo przeglądałyśmy ciuchy na wieszakach, aż w końcu natknęłyśmy się na taki sweter.
-Nathan będzie w nim zajebiście wyglądał. – dodałam z przekonaniem.
-Co racja to racja, ale na święta kupiłabym mu ten. – zaśmiała się, ja razem z nią.
- Ja jednak stawiam na ten zielony. – wzięłam wieszak do ręki.
- Dobra, to ja przeglądnę jakieś nakrycia głowy. – powiedziała i poszła do działu z ful capami.
Prezent dla jednego z najważniejszych facetów w naszym życiu już załatwiony. Ode mnie to, a od Jess to.
Hymm… co by można kupić Belli i Sivie? Albo Laurze i Tomowi? Kompletnie nie mam pomysłu…  A może jakieś dodatki do kuchni… Takie coś zawsze się przyda w domu.
Jessica zatrzymała mnie pod jednym sklepem.
-Zobacz jaka ładna. – chyba zmiękły jej kolana.
- No co prawda to prawda.
- Kiedyś sobie taką kupie. – rozmarzyła się, a ja wpadłam na pomysł. Przecież jeszcze nie kupiłam dla niej żadnego prezentu. Tylko muszę to zrobić tak, żeby nie wiedziała…  Coś się wymyśli.
Dalsze zakupy trwały jeszcze z 2-3 godzinki. Bella i Seev, dostaną to i jeszcze to. Laura i Tom to.  Maxowi postanowiłam zakupić piłkę, bo innego pomysły niestety nie miałam. Jay dostanie kufel do piwa xD i maskoteczke (3 razy większą), żeby Neytiri nie było smutno.xD



Wykończone zakupami pojechałyśmy do domu The Wanted. Była już godzina coś po 8.00 wieczorem.
- Witamy wszystkich. – powiedziałyśmy wchodząc do mieszkania z wielkimi torbami.  
-Cześć. – odezwali się Maxi Jay.
- Ale żeście sobie balowały. – podszedł do nas Nathan i przytulił każdą po kolei.
- No. A ty nic nawet nie raczysz powiedzieć, że gdzieś wyjeżdżasz. – dodałam.
- Yy… no… miałem parę spraw do załatwienia. – jakoś to wydukał.
- No ja myślę. – powiedziałam z uśmieszkiem.
- Oj… Nathan nie ładnie tak. – pogroziła mu palcem siostra.
- No co no. To jest show biznes. – wytrzeszczył oczka.
-Głodne? – odezwał się z kuchni Max.
- I to jak!  -spojrzałam na Jess.
- A gdzie tak długo byłyście? – zaciekawił się Jay.
- Taki babski wypad. – odezwała się Jessica.
-Aha, no to miejsce dla mnie by się nie znalazło. – spuścił głowę na dół Jay.
-Dobra, już nie gadajcie, tylko chodźcie się zajadać moją pizzą. – Max wygiął usta w lekki uśmieszek.
Wszyscy przysiedliśmy przy sole. Max nałożył każdemu po kawałku pizzy.
- Musze przyznać, że jest pyszna. – odezwałam się przełykając ostatniego kęsa.
- Miło mi słyszeć takie słowa od najlepszej kucharki w tym domu.
- Ja, najlepsza kuchara?!
- Tylko tobie nic się do tej pory nie przypiekło. – zaśmiał się.
- A no to może… - machnęłam ręką, a reszta się zaśmiała.
Po kolacji postanowiliśmy, że pooglądamy sobie jakieś ciekawe kreskówki lub dobry film.
- To co oglądamy? – spytali chłopaki.
- A nie wiem… włączcie może jakąś stacje muzyczną. – dodała Jess. – Chyba że macie jakiś fajny film.
- Dla nich fajny film to meczyk. – uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
-Ależ wcale że nie. – zmarszczył brwi Nath.
- Rose, masz może ochotę pooglądać sobie Tristana i Izoldę? – zaproponowała Jess. Prawdę mówiąc jest to jeden z moich ulubionych filmów.
- Mi się pomysł podoba. – przechyliłam lekko głowę.
- A może jakiś horror? – wtrącił Max z krzywą miną.
- W takim tempie to nie zdążymy żadnego filmu oglądnąć…  - powiedział Jay.
- To wy sobie może jednak mecz pooglądajcie a my pójdziemy na górę. – wstałam a za mną Jessica.
Poszłyśmy do pokoju Nathana, a od kilka lat też i mojego. Przeglądnęłyśmy jeszcze raz wszystkie prezenty. Dodatkowo pogawędziłyśmy sobie trochę i takie tam babskie sprawy. Było już coś przed 12.00 w nocy. Byłyśmy już mega zmęczone. Pożyczyłam Jess jeden z moich dresów, żeby mogła wygodnie spędzić noc. Zaprowadziłam ją  do jednego z 2 wolnych pokoi.
-Pamiętasz, że jutro musimy odebrać prezentu dla rodziców? – uśmiechnęła się Jessica.
- Musze pamiętać. – przecież mam niecne plany co do Jess. 

_________________________________________
Dumna z tego rozdziału to ja nie jestem, bo pisałam go tylko po to żeby był... ;/ 
Wiem, nudny, głupi i w ogóle, ale następny rozdział mam zamiar zrobić o wiele, wiele ciekawszy. xD


Dzisiaj znowu dzionek z Tobą.... :** Już się nie mogę doczekać. xD

Pozdrawiam wszystkich :**

Dżagodaa ;]

niedziela, 21 października 2012

CZĘŚĆ 2. Rozdział 29



4 lata później

Razem z Lurą i Bellą ‘wyemigrowałyśmy’ do Wielkiej Brytanii już 3 lata temu.
Rodzina często nas odwiedza. Nawet Alek z Anastazją przyjadą do nas od czasu do czasu.

Laura i Tom razem z Bellą i Seev’em wzięli ślub ponad rok temu. Wszędzie było o nich głośno.
O skoro już mowa o Belli – jest w ciąży, szósty miesiąc. Siva jest taki szczęśliwy… Jak tylko powracają z trasy on zawsze przywozi jakieś pamiątki czy też ubranka dla dziecka. Jestem pewna, że będzie wspaniałym ojcem.

Bardzo mi się tu podoba. Znalazłam nawet pracę, o której w Polsce marzyłabym do końca życia pewnie - a to wszystko dzięki chłopcom.
 Gram na fortepianie w Orkiestrze Symfonicznej im. Edwarda Elgara (nazwa jest wymyślona, chyba że naprawdę taka istnieje ;p) . To jest po prostu coś pięknego.
Udało mi się też zagrać kilka koncertów solowych, zanim dołączyłam do orkiestry. Robię po prostu to co kocham i lubię robić najbardziej. Moi rodzice są ze mnie dumni, co do tej pory bardzo mnie dziwi. Nigdy nie starali się spełnić mojego największego marzenia, myślałam że nie chcą abym koncertowała. Ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.
Musze przyznać, że Jessica (oczywiście siostra Natha) jest dla mnie jak siostra. W ogóle cała jego rodzina przyjęła mnie ciepło. 

*

- Słonko, może zrobisz mi śniadanie…  - Nath popatrzył się w moją stronę.
- Tak… ja mam sobie wstać z ciepłego wyrka, iść zrobić ci śniadanie i pewnie jeszcze przynieść ci do łóżeczka, co??
- No, nie… przynieść nie musisz. – zamrugał słodko oczami.
No, dobra… wstałam i w piżamce doczłapałam się do kuchni.
-Witam! Już wstałaś? – uśmiechnął się Jay.
- Hej. Wstać, wstałam, ale jeszcze się nie obudziłam. – mówiłam nieprzytomnie.
- Nie wnikam co robiliście. – użył rąk w geście obronnym.
- Ha-ha-ha. bardzo śmieszne. – uśmiechnęłam się.
Zaczęłam kroić wędlinę, aż Jay się nie wydarł.
-Uważaj! – momentalnie znalazł się obok mnie i trzymał ręką moją rękę, w której miałam nóż.
- Co jest?
- Lepiej ja pokroję. – lekko przesunął mnie w bok.
- Od kiedy ty się tak o mnie martwisz?
- Oj… Rose. Już nie przesadzaj. Nie mogę się o przyjaciółkę martwić? Jak chłopak naraża ją na niebezpieczeństwo, to chociaż ja muszę być czujny.
- Ooo… Masz u mnie duży plus. – uśmiechnęłam się i nie wiem czy mi się to przyśniło, czy też nie, ale chłopak dostał ode mnie buziaka w policzek.
- Noo jak fajnie. – wywrócił oczami.
Kanapki, które zrobił Jay zaniosłam do pokoju.
- Widzisz… taki jesteś… LEŃ. Tyle powiem, o tobie. Ty byś mi nawet śniadania nie zrobił, a Jay mnie wyręczył. – uśmiechnęłam się, udając obrażoną i szybko położyłam się na łóżko.
- Dziękuje ci. Kochana jesteś. – podszedł do mnie i pocałował.
- Nie dziękuj mi, tylko Jay’owi. To on ci zrobił śniadanie, ponieważ bał się o moje bezpieczeństwo, a ty nigdy byś się o mnie tak nie zatroszczył. – zrobiłam smutną minę.
- Oj… przepraszam… – podszedł do mnie i przytulił. – To się już nigdy więcej nie powtórzy.
- Wiesz co… ty sobie już ze mnie nie żartuj…
- Ale ja nie żartuje! Obiecuje  - jutro ja robie śniadanie!
-Trzymam za słowo. – i postanowiłam sobie jeszcze trochę poleżeć.


Z punktu widzenia Nathana
    
Rzeczywiście, w ogóle o nią nie dbam. Mi się nawet nie chce zrobić śniadania, a Rose codziennie wstaje, robi sobie, a na dodatek mi. Mam nadzieje, że to przez to Rose nie rozmyśli się co do moich niecnych planów. Otóż zbliżają się święta – to co Rosalie lubi najbardziej. Chce zrobić jej małą niespodziankę, mało tego Laura i Bella mi w tym pomogą. Został mi tylko tydzień. Na razie obmyślam gdzie mam to zrobić – przy rodzinie i przyjaciołach czy na osobności. No właśnie. Może spotkam się dzisiaj z dziewczynami, bo zostało nam naprawdę mało czasu.
Szybko ogarnąłem się, założyłem jakieś ciuchy i zbiegłem na dół. Zobaczyłem Max’a przed telewizorem.
- Siema. Jakby co to ja jadę spotkać się z Laurą i Bellą. Powiedz, że pojechałem… A nie wiem… wymyśl coś, tylko nie mów jej prawdy. – machnąłem ręką.
- Jak mi się uda to wymyślę. – mrugnął okiem, a ja zniknąłem za drzwiami.
Szybko odpaliłem auto i zadzwoniłem do Laury.
- Tak słucham? – odpowiedziała.
- Tu Nathan, mogę wpaść po ciebie? Chodzi mi o tą niespodziankę…
- Okej. Czekam. – i rozłączyła się.
No więc kierunek jazdy w stronę domu Laury i Toma nie mieszkali daleko, ale iść mi się nie chciało. O NIE! JA SIĘ NAPRAWDĘ ZAMIENIAM W LENIA!! Obiecuje, ze następnym razem pójdę pieszo. Dzisiaj jest za zimno na spacer.
*
- Ooo Nathan! Co cię do nas sprowadza? – zapytał z uśmiechem Tom, kiedy otworzył mi drzwi.
- O już jesteś! To ja uciekam Tomuś! Pa! – podeszła do niego i pocałowała go.
- Ey, ale gdzie?
- Jedziemy do Belli. – powiedziałem, żeby się nie denerwował.
- Mogę z wami? – zrobił miłosierne oczy w stronę swojej żony.
- Nie będzie przeszkadzał? – spytała mnie Laura.
- No nie wiem… raczej nie. – wzruszyłem ramionami.
- Dzięki! – powiedział Tom, założył kurtkę i ruszył za nami.
*
 Byliśmy już u Belli i Seev’a.
- Hah. Młody już się chyba coraz bardziej na świat pcha. – zaśmiał się Tom, podszedł bliżej Belli i dotknął jej brzucha.
- Jeszcze ma czas…  - powiedziała Bella z uśmiechem.
- Ty byś się sam postarał. – dodał Siva.
- Co ty na to Laura?? – uniósł brwi Tom.
- Teraz tak mówisz, a później jak będziesz miał się nim zajmować to „nie będziesz miał czasu”.
- Chcesz się przekonać?
- Dobra, szczędźcie mi słuchu! – złożył ręce Siva.
- Dobra, dobra. Lepiej przejdźmy do konkretnego tematu. – ciężarna usiadła na krześle. – Siva, Tom. Zapraszam do salonu.
- Ey no… dlaczego nie możemy wiedzieć? – oburzyli się chłopaki.
- Bo znając was szybciej zrobicie Rose niespodziankę niż Nath. – dodała Laura.
Nareszcie opuścili kuchnię, a my zaczęliśmy bardzo ważny- jak dla mnie –temat.
…

_________________________________________

No i mamy ciąg dalszy - część 2. :D 
Jak Wam się podoba rozdział?? :D   
Liczę na parę komentarzy ;]
i dedyk dla tych którzy prosili mnie o 2 CZĘŚĆ xD 

A co do zdjęcia...  chłopak wygląda podobnie do Tego xD 
(Nie idę na śmierć, bo zdjęcie wstawiłam xD)


 

piątek, 5 października 2012

Dzień Dobry!!! :D

A więc tak...
Chcę Wam przekazać pewną wiadomość - już na przyszłość.

Co do 2 części tego opowiadania mam już plany, a przede wszystkim pomysł na zakończenie. Nie powiem, czy będzie nieszczęśliwe, czy też z happy end'em, bo wyszłoby DUŻOOO na jaw... ;p
Jak na razie nie zapowiada się też, żeby na tym blogu pojawił się jakiś rozdział, choć już zaczynam coś bazgrolić. xD Sama chciałabym dodać go jak najszybciej, ale niestety SZKOŁA mi na to nie pozwala. ; /
Mam nadzieję, że będziecie cierpliwie czekać na 2 CZĘŚĆ - bo jeżeli nie, to nie mam po co jej pisać... ;(

Druga sprawa.
Do 1 gimnazjum (w mojej szkole) przyszedł taki chłopak, który jest WYPISZ WYMALUJ PODOBNY DO JAY'A!!!!!!!! Tak - 'naszego' Jay'a, ale dodam też fakt, że ma on na imię MAX.  xD
W szkole jest zaciesz. xDD

Stworzyłam też krótką historyjkę na YT, mam nadzieję, że się spodoba, oto ona - Miłość do końca życia.

Jutro powinien pojawić się rozdział na moim nowym blogu - JUST LOVE ME FOREVER 

Chciałabym zaprosić Was też na bloga, ale nie takiego zwykłego... (Jestem współautorką).
O WSZYSTKIM I O NICZYM

Dziękuje Wam za uwagę i do napisania. ;***






 

poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 28



Początek lipca

Laura i Tom – gruchają na jednej gałęzi jak dwa gołąbki. Ślicznie razem wyglądają.

Właśnie szykuje się z rodzicami i z Nathanem na ślub, oczywiście że nie nasz. Haha. Dostałam zaproszenie na ślub kuzyna – Karola, brata Laury – z osobą towarzyszącą. Dobrze, że Nath się zgodził. Jak myślicie… tak Tom idzie z Laurą, w końcu żeni się jego szwagier. Heh.  2/5 The Wanted przyjechało do Polski wczoraj. Garniturki uszykowane. Tylko ja zastanawiałam się miesiąc co założę na ten piękny dzień. Postanowiłam włożyć to.
Aha. Trzeba powoli się zbierać. Załadowaliśmy się do samochodu ojca, ja z mamą wzięłam torby z ciuchami na przebranie oczywiście, panowie nieśli kwiaty i prezenty.
Już jesteśmy pod kościołem. O… DRUGA PARA MŁODA też już stoi. Pokiwali nam, a my szybko do nich podeszliśmy.
- I jak wrażenia chłopaki na polskim weselu? – zaśmiała się Laura.
- Jak na razie jest dobrze. – zaśmiał się Tom.
- No. -  dodał Nath.
- Później was z rodzinką zapoznamy. – mrugnęłam do Laury.
- No a ba. – zaśmiała się.
Dobra, za pięć minut ta zaszczytna uroczystość.  Laura wyciągnęła aparat.
- To co? Wchodzimy już? – spytałam.
- No, to chodźcie.
I poszliśmy za kuzynką.
Usiedliśmy niedaleko rodziców Laury.  
Ślub rozpoczął się. Zanim Młoda Para zdążyła wejść do kościoła Laura napstrykała im z 10 fotek.
I wiadomo co jest na ślubie…  „Tak”, „Tak” lub „Tak” „Nie”. A może jeszcze inaczej, ale raczej nie. Tutaj oczywiście podały odpowiedzi „Tak” „Tak”.
Byłam dumna z Karola, nie pomylił się! Heh.
Po godzinie byliśmy już w restauracji. Oczywiście zdjęcie grupowe, składanie życzeń, wręczenie prezentów, toast – następne pół godziny, a może Nawet więcej.
No i teraz – pierwszy taniec. Boże, jak oni pięknie wyglądali. Szczerze mówiąc, to ja siebie nie wyobrażam. Postanowiłyśmy z kuzynką zapoznać chłopaków z rodzinką. No więc  poszłyśmy do rodzeństwa rodziców, a potem do kuzynostwa. Tym starszy sprawiało trudność dogadanie się z chłopakami, ale kuzynostwu – nigdy. Porządni uczą się angielskiego, ale nie oszukujmy się- więcej wiedzą z gier.
No i następne tańce.
- To co? Masz ochotę zatańczyć? – spytałam.
-Piosenek nie rozumiem, ale czemu nie. – zaśmiał się.
No i poszliśmy. Tom z Laurą też się świetnie bawili. Chłopcy już wtopili się w tłum, bo na początku połowa gości weselnych spoglądała tylko na nasze dwie pary, zamiast na Młodą, bo oczywiście sensacja – „Laura i Rose mają chłopaków z zagranicy i na dodatek to jest jakiś sławny zespół!”
Haha. Zakumplowali się już z naszymi kuzynami.
- Nathan, Tom? – podniósł flaszkę do góry Jakub.
- A lej. – machnął ręką  Tom.
- Dziewczyny, nie ładnie tak. Czemu ostatni poznajemy waszych chłopaków? Nie mogłyście zrobić tego wcześniej?! – oburzył się Szymon i skrzyżował ręce na piersiach.
- Właśnie? – zgodził się z nim Nathan i położył mu rękę na ramieniu.
- Nie było kiedy.
- Teraz musicie wpadać do nas jak tylko przyjadą. – rzucił Łukasz.
- Lukas ma racje.  – poparł go Tom.
-Widzicie, jestę już Brytyjczykię.
Spojrzałyśmy się do siebie i zaśmiałyśmy.
- Oj Lukin, Lukin. – pokręciła głową Laura.
- Już nie Lukin, tylko… Lukas. – położył rękę na piersi i ukłonił się.
Ich dziewczyny tez się śmiały.
- O zaczynają grać, dalej chodźmy. – zachęciła nas Renata – dziewczyna Łukasza. Ey sory – Lukasa.
W dziesięciu otoczyliśmy parę młodą. To pierwsze wesele, na którym się tak świetnie bawię. Naprawdę.


- A teraz idziemy na jednego…  - śpiewa orkiestra, a raczej dogrywa kuzynom. No… do końca wesela jeszcze  5 godzin co najmniej, więc myślę, że Nath i Tom tego zdążą się nauczyć. Początek już im nieźle wychodzi. Jeszcze to na koncercie jakimś zaśpiewają. Hehe.
-Drużba!! – krzyknął na cała sale Szymon do Jakuba, bo ten poszedł na chwilę do Karola i Kasi ( tak ma na imię, już żona Karola).
-Już idę! – wydarł się Kuba.
Ta idzie, to mało powiedziane. On biegnie!
- Już, już. – wziął wódkę do ręki i porozlewał na towarzystwo.

Dochodziła 24.00. – oczepiny. Razem z dziewczynami poszłyśmy się przebrać. Ja włożyłam to, Laura, Renata, Sylwia i Magda.
Nadszedł czas, na krojenie tortu, a potem… wybranie „nowych Młodych”. Każdy chyba wie, jak to mniej więcej wygląda – prawda?
No więc tak, my- dziewczyny – poszłyśmy do kółka gdzie była Kasia, chłopaki do Karola.
Zgadnijcie kto został nową „Parą Młodą”…   LAURA i… Szymon!
- Teraz prosimy, żeby pan młody wziął na ręce panią młodą. – poprosili z orkiestry. – i dał je słodkiego buziaka.
Jak kazali tak zrobił.
- Oklaski dla pary! – wszyscy zaczęli klaskać. – A teraz utwór.
- Zatańczymy? Bo mi niestety „żonę” porwali. – spytał się Magdy Tom.
- Jasne. A mi właśnie „męża”. – także zażartowała.    
My też postanowiliśmy się trochę powymieniać.

Dzień później

Godzina 14.00. Razem z mamą na nogach i gotujemy, tzn. mama gotuje rosół, a facety? Nadal odpoczywają, zwijają się z bólu i odpoczywają. Nie powiem, też trochę wypiłam, ale to były tylko 3 lampki wina, a nie ponad 5, 6 butelek na 6, czy 7 facetów.

Rosół gotowy. Nalałyśmy w dwie bulionówki i poszłyśmy razem na piętro – ja do swojego pokoju, a mama do ich sypialni.
Nathan leżał trzymając się za głowę.
- Masz, podobno twoje ulubione danie. – mrugnęłam okiem i położyłam bulionówkę na stoliku.
- Dziękuje ci, kochana jesteś. – wstał i zaczął się zajadać. – Ale mnie łeb napierd*la.
- Na kaca najlepsze powietrze z materaca. – zaśmiałam się pod nosem. – A ciekawe jak tam się Tom czuje…
- Zakładając…  pewnie tam samo jak ja. – skosztował trochę rosołu. – Fajnie w Polsce obchodzi się takie uroczystości.
- Ja wiem czy tak fajnie…
- Mi się podobało. – uśmiechnął się.
- No to dobrze. – ucieszyłam się.
- A ile Laura wypiła? Bo wasi kuzyni to pili równo…
- Bo ja wiem, pewnie z 4, 5 kieliszków. Ps… na temat chłopaków to ja się nie wypowiadam. Mają na ten temat kolorową przeszłość, a mają nie więcej jak 23 lata. – zaśmiałam się.
- Ale powiem ci, że mili są.
- Tak, widać, że was bardzo polubili, co bardzo mnie cieszy.
- Mnie też, tylko chyba nigdy więcej imprez w ich towarzystwie.
- A kto  ci kazał tyle pić…
- Oj no… żeby nie myśleli, że my takie słabeusze jesteśmy.
Zaśmiałam się.   
-Dzisiaj pewnie cały dzień odpoczywasz… - dodałam.
- No nie wiem, na razie głowa mnie boli…
-A chcesz jakieś tabletki na ból głowy? – podeszłam do niego i dotknęłam rękami jego czoła.
- A masz? – spytał z takim smutasem.
- Pójdę czegoś poszukać. – uśmiechnęłam się, a on ściągnął moje dłonie, ze swojego czoła i ucałował.
Poszłam do kuchni i zajrzałam do szafki z lekami. Znalazłam jakieś na ból głowy. Wzięłam jeszcze szklankę wody i poszłam z powrotem.
Chłopak zażył lek i położył się.

Godzina coś przed 18.00. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam otworzyć, a tam patrzę a to LUKAS i Renata.
-Oo… Hej! – uśmiechnęłam się i zdziwiłam.
-Cześć! – odpowiedzieli oboje.
- Nie patrz na mnie, to był jego pomysł. – wskazała palcem na Łukasza i zaśmiała się.
- Mogłam się domyślić. – pokręciłam głową. – Nie zmęczeni? – spytałam.
- Nie śpimy od trzech godzin. – powiedział kuzyn.
- Wejdźcie. – zachęciłam ich. – Niestety, Nath jeszcze śpi.
- O Boże. – złapał się za głowę. – Zaraz go pójdę obudzić…
- Ty głupi jesteś, czy co?! – szturchnęła go Renata.
- Wiesz jak go łeb bolał popołudniu… - dodałam trochę wkurzona.
- Ja ci mówiłam, po co dzisiaj ci się tak śpieszyło. – rzuciła Renata.  

Godzinę posiedzieliśmy, pogadaliśmy aż Nathan zszedł z góry.
- Kacyk jest co?  - wstał Łukasz i przywitał się z Nathanem.
- No niestety, ale już mi trochę przeszło. – odpowiedział. – Cześć. – spojrzał na Renatę.
- Hej. – uśmiechnęła się.
Jeszcze trochę  posiedzieli u nas sobie, a o 21.00. zbierali się do domu. 

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
__________________________________

Jak już mówiłam, rozdział to totalna klapa - I NIE MÓWICIE MI ŻE NIE!- tak samo jak dzisiejszy dzień. Jak zobaczyłam nasz plan lekcji, to MOŻECIE MI ZACZĄĆ GRÓB KOPAĆ. 

Imprezka była udana, i chociaż to mi się udało na koniec wakacji. :D Super przeżycie. :P

Jak widać KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ. Nie wiem, kiedy na tym blogu pojawi się 1 ROZDZIAŁ DRUGIEJ CZĘŚCI, bo jak na razie się zapowiada na to, że NIGDY, no ale kiedyś w końcu trzeba napisać. Dla Was, nie?  :D 
Do napisania. :** 
Buziaki dla Was i ostatni dedyk dla: 
Miu Bry
i♥ nathan
edussss
LiNkA
Indica
Truska weczka

Dziękujem Wam!! :***