niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 46



Ponad dwa miesiące później

Z punktu widzenia Nathana

Przez te ostatnie miesiące Rose strasznie schudła. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Nie mogę na nią patrzeć, bo strasznie przez to cierpię. Nie mogę wyobrazić sobie niestety jej bólu. Strasznie chciałbym, żeby przeszedł na mnie, żeby moja żona, moja Rose przestała w końcu cierpieć.
Kilka miesięcy temu zaatakował ją rak kości. I nie wiem jak to się stało… Gdyby zaczęła walczyć z chorobą mogłoby to zaszkodzić Nikoli. Rosalie tego nie chce. Powiedziała, że dopóki Mała nie przyjdzie na świat nic z tego, żeby zaczęła się leczyć.
Nie wiem, dlaczego ona mi to robi. Tak strasznie się o nią boję. Musi wytrzymać jeszcze kilka tygodni. Ona jest już naprawdę słaba. Dziękuje Laurze, że postanowiła mi pomóc. Wprowadziła się do nas na pewien czas.
Kiedy widzę Laurę, czuje że ma do siebie żal. Nie wiem o co, bo niczym nie zawiniła. To ja powinienem się czuć winny, bo ja wpakowałem Rose w to wszystko.
Może jestem złym typem, ale nie chce tego dziecka. Chciałbym tylko, żeby Rose była już zdrowa. Nie chce nawet myśleć, że narodziny Nikoli, które przewidziane są na 25 kwietnia, mogą odbyć się za późno.
Nie chcę Nikoli. Chcę, żeby moja żona wyglądała tak jak jeszcze kilka miesięcy temu.
To dopiero 29 marca. Ile mam jeszcze czekać?!
Mógłbym za nią nawet życie oddać, byle żebym tylko wiedział, że to jej pomoże!
Jestem taki zły na siebie. Nie potrafię już nawet wymyślać jakiekolwiek teksty do piosenek. Nie potrafię…
- Nathan. Prześpij się. Tak bardzo brakuje ci snu… - podeszła do mnie Laura kładąc rękę na moim barku.
Złapałem ją.
- I tak to nie przyśpieszy czasu. Będzie się dłużył jeszcze bardziej.
Laura usiadła obok mnie.
- Wcale nie. Im mniej będziesz o tym myślał, tym szybciej nastanie ten dzień, w którym urodzi się twoja córka.
- To nie jest moja córka! Moja córka nie zrobiłaby czegoś takiego mojej żonie!
- Nathan! Przecież to rak! Twoja córka niczemu nie jest winna! Nie możesz tak mówić!!! – złapała moją koszulkę i zaczęła mną trząść. Płakała. Ja też…  - Nathan nie mów tak już więcej! – cała zapłakana przytuliła się do mnie. Ja byłem w stanie wydusić z siebie tylko łzy. Nie potrafiłem nawet dać jakiegokolwiek kroku. To było dla mnie najtrudniejsze wyzwanie. – Rose nigdy nie wybaczyła by ci tych słów. – wyjąkała po kilku minutach.


25 kwietnia

Rosalie leży w szpitalu. Nawet nie wskazuje na to, że ten mały diabeł chce wyjść na świat. Im dłużej tam siedzi coraz bardziej jej nienawidzę… 
Siedzę teraz na krześle, obok szpitalnego łóżka mojej małżonki. Trzymam ją za rękę. Ona uśmiecha się do mnie. Nie wiem, jak w tak trudnych chwilach może to robić. Do moich oczy napływają łzy, a ona się uśmiecha. Tak bardzo to kocham, ale nie mogę pojąć dlaczego to robi…?
- Kocham cie Nathan. – powiedziała, a jej wargi jeszcze bardziej się wygięły.
- Przecież wiesz, że ja ciebie bardziej. – odpowiedziałem na jej słowa, a na mojej twarzy znów pojawił się potok łez.
Rose podniosła się trochę i kciukiem otarła moje łzy.
- Nie becz. – zaśmiała się cicho.
- Nie potrafię. Ta sytuacja mnie przerasta. – oprałem głowę obok jej. Chciałem się przytulić. Chyba to zrozumiała, bo objęła mnie.
-Wszystko będzie dobrze kochanie. – powiedziała spokojnie. – Pocałuj mnie. Chce sobie przypomnieć stare dobre czasy.  
Spełniłem jej prośbę. Mnie też tego brakowało.
Dzięki temu zapomniałem o złych rzeczach. Przed oczami miałem te najpiękniejsze chwile. Już dawno się tak nie czułem. Po prostu zero wspomnień, same zmartwienia. A teraz ta chwila, mogłaby trwać wiecznie.
- Będziesz grał dla naszej córeczki. Ty będziesz grał, ja będę ją trzymać na ramionach. Będę siedziała tuż obok ciebie jak wtedy kiedy się zaręczyliśmy. Pamiętasz? Tylko, że teraz będą nas dwie panie Sykes.
Uśmiechnąłem się. Pierwszy raz od kilku miesięcy. Poczułem, że jestem okropnym ojcem mówiąc na moją córkę tak podłe rzeczy. Jak ja mogłem. Rzeczywiście, Rose by mi nigdy tego nie wybaczyła.
Będę ją kochał, tak samo jak Rosalie. Skoro będzie dla niej tak ważna to i dla mnie także. To nasza córka – Nikola. Może nie byłem przekonany co do tego, że nie będę miał syna, ale teraz coraz bardziej cieszę się, że będzie to ktoś podobny do Rose. Będę je kochał najmocniej jak potrafię, w końcu to dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Gdybym nigdy nie spotkał Rosalie moje życie byłoby do niczego. Cieszę się, że jest teraz moją żoną i że będziemy żyć długo i szczęśliwie. Wierzę w to! Jeśli moja żona wierzy to i ja wierzę! To mój dar od Boga! 

____________________________________________

I są 2 komentarze z głosem na "TAK" :)
W takim razie będzie część 3 :D
Dziękuje Wam, za to, że komentujecie! <3
Dzięki temu wiem, że mam dla kogo pisać ^^ 
Pozdrawiam Was i całuję :*** 

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 45



- Mój Tiago!! – ucieszyłam się widząc mojego chrześniaka. – Jak ty urosłeś! – dziecko odwdzięczyło mi się słodziutkim uśmiechem. – Daj no mi tu go!
- O nie, nie, nie. Nie chce, żeby coś ci się stało. – odpowiedziała od razu Bella.
- No już tak nie przesadzajcie!
- Dasz radę z takim brzuchem? – zaśmiał się Siva.
- Co nie dam! Pewnie, że tak. – uśmiechnęłam się. – No proszę Bel, tylko chwileczkę. Inne matki muszą dźwigać, bo mają starsze dzieci, a ja na chwilę nie mogę wziąć tego słodziaka na ręce?
- No dobra, ale tylko chwilę. – pogroziła palcem, a Siva podał mi dziecko na ręce.
Było mi rzeczywiście niezbyt poręcznie. Współczuje matkom mającym kilka dzieci. Spoczywa na nich ogromny obowiązek.
Mimo, że miałam kilka kilogramów więcej ból i tak był taki sam. To było dość dziwne, ale przynajmniej Tiago, nie przyczynił się do większego bólu.
Poszłam z chłopczykiem jak zwykle do pokoju gdzie był przyszykowany kącik dla, już Nikoli. Bella dotrzymała nam towarzystwa, bo kiedy weszliśmy do pokoju odezwała się.
- Chyba już „chwila” minęła.
- No już, już. – położyłam malca na łóżku i poukładałam wokół niego kilka zabawek, a tak właściwie to miśków. – Słuchaj dzisiaj zastanawiałam się z Nathanem nad imieniem dla Małej.
- I jak?
- Może być Nikola?
- Mi się pytasz? To wasz wybór, ja nie mam nic do tego. A tak w ogóle, podoba mi się.
- No to o to mi chodziło. – zaśmiałyśmy się.
- A co tam u Laury słychać? Bo dawno się z nią nie widziałam. – spytała zainteresowana Bella.
- Ostatnio jak tu była miała się dobrze. Trochę się posprzeczali z Tomem, ale szybko im przeszło, zresztą sama wiesz, jak to z nimi bywało nie raz. – zaśmiałam się. Nie chciałam przypominać o tym, że kuzynka widzi duchy, nie wiem czy mogę to mówić, w ogóle każdemu. Nawet na myśl o tym już mnie ciarki przechodzą.
- Tak, doskonale pamiętam. – uśmiechnęła się. – Jeszcze 3 miesiące… jesteś już gotowa?
- Chyba tak, trochę się denerwuje…
- Jak każdy. Nie masz czego. To znakomite uczucie kiedy dziecko, które nosiłaś 9 miesięcy pod sercem… nagle możesz je dotknąć, ucałować. Coś pięknego.
- Tak, to na pewno. Nie mogę doczekać się właśnie tej chwili, w której będę ją trzymać na rękach.
- Wiesz co mnie najbardziej ciekawi?
- Co?
- Do kogo będzie bardziej podobna…
- Oczywiście, że do tego ładniejszego…  - machnęłam ręką.
- Właśnie, po co w ogóle o tym myślę. Córeczka musi być podobna do mamy.
- Chodziło mi o pana w tym przypadku.
- Tak…? Nathan jest ładniejszy od ciebie… ciekawe… - zaśmiała się. – Jest przystojny, ale ty jesteś o 100 razy ładniejsza…
- Bez przesady. Ale było miło tego posłuchać. – ogarnął mnie śmiech.
- Wiesz ty co… - pokręciła głową.

Przyjaciele zostali u nas jeszcze kilka dobrych godzin.
Po tym jak poszli postanowiłam dodać wpis do dziennika.
Właśnie dzisiaj razem z tatą wybraliśmy imię dla Ciebie – Nikola. To spolszczone imię od Nicole. Mam nadzieję, że może być. :D Mi się bardzo podoba, myślę, że tacie też, bo w końcu on także je wybierał.
 Dzisiaj odwiedził nas Tiago z rodzicami. Pobawił się trochę Twoimi zabawkami.    
Jejku, jak ja się nie mogę doczekać, kiedy w końcu Cię zobaczę Nel… Tak… przywyknij do tego, że właśnie tak będę na Ciebie wołać, bo strasznie podobała mi się Nel w opowieści „W pustyni i w puszczy”. Już mi ją przypominasz. Obiecuję, że przerobimy tą lekturę razem. Poznasz przygody Stasia i Nel. Spodoba Ci się.
A właśnie…
Dzisiaj skończyłam krótki wiersz dla Ciebie Nel. Napiszę Ci, żebyś mogła o nim wiedzieć tylko Ty.
Owinięty w kocyk nadziei,
Śpiąc w łóżku marzeń.
Mój krok do wieczności
Nie jest tym czym powinien być.

Nie wszystko dla tego kto zna,
Którą drogą zamierza wiać wiatr.
Czekam na Twój łagodny szept,

Odległe dziecko, mój Kwiat
Czy Ty unosisz się na wietrze,
Potrafisz mnie poczuć?
Gdy ja tchnę w Ciebie życie
Na chwilę, mój Kwiecie
Gdzieś w pustynnej mgle
Wiem, że jednego dnia zadziwisz mnie.

W akcie równowagi, wyobraźni
W momencie, w którym ja mogę
Patrzeć Tobie głęboko w oczy
Na razie, tajemnicą
Nie wszystko dla tego kto zna,
Którą drogą zamierza wiać wiatr.
Czekam na Twój łagodny szept.
Dwa serca w rękach czasu
Twoja miłość krwawi we mnie
Będę z Tobą na zawsze
I oddam Ci wszystko,
Odległe dziecko, mój Kwiat
Czy Ty unosisz się na wietrze,
Potrafisz mnie poczuć?
Gdy ja tchnę w Ciebie życie
Na chwilę, mój Kwiecie
Gdzieś w pustynnej mgle
Wiem, że jednego dnia zadziwisz mnie.

Jak będziesz już ze mną komponować, ułożymy do tego melodię. To będzie ‘Nasza piosenka’. ;)
Jutro planuję iść z tatusiem na zakupy, zakupić dla Ciebie kilka nowych ciuszków. Masz już małą kolekcję i chce ją trochę powiększyć.
A jak podrośniesz zajmiemy się Twoim pokojem. Urządzimy go najpiękniej jak będziemy z tatą tylko mogli. Zobaczysz, wszyscy będą Ci zazdrościć. ;**
Więc na mnie jest już chyba pora.
Do zobaczenia Niki :* 

________________________________________

Nie wiem, czy Wam się spodoba ;P 
Jak dla mnie nie jest aż tak zły... ;P 
Ocenę pozostawiam Wam :D 
Aha...
i mam pytanie: Czy pisać 3 część? Bo jeśli tak rozdziałów i tak nie będzie za wiele. 
Wybór należy do Was. :D   
( żeby powstała 3 część proszę o co najmniej 2 komentarze, z głosem na tak ;)) 

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 44



Pewne jest to, że Rose i Nathanowi urodzi się dziewczynka. Nathan był trochę zawiedziony, ale w końcu Rose przekonała go, że o tyle lepiej mieć starszą córkę, która będzie lepiej opiekować się młodszym bratem niż na odwrót.
  

Kilka miesięcy później


- To co oglądamy? – spytał Jay.
- Ja dawno nie oglądałam Króla Lwa, przyznam szczerze. – wtrąciłam swoje trzy grosze.
- Rose, błagam tylko nie to. Nie mogę w tym wieku oglądać Króla Lwa… - jęknął Jay.
- Dlaczego? – zdziwiłam się.
- Faceci nie płaczą! – odpowiedział stanowczo.
- Sugerujesz, że uronisz łezkę? – odezwał się Nate.
- Tego nie powiedziałem. – ostrzegł palcem Nathana.
- Ale każdy wie i się nie oszukujmy o co ci chodziło… - wypluł język na kolegę mój mąż.
- Dobra, już dobra.
Oboje odwrócili się do siebie plecami i skrzyżowali ręce na piersi.
- Jay nie chce oglądać mojej propozycji, to wymyślcie coś innego…
- To może jakąś dobrą komedie? – zaproponował Nathan. – Trochę się pośmiejemy…
- Wole horror. – odezwał się Jay.
- Popierdzieliło cie do reszty?! – krzyknął na niego.
- Ale to wcale dobry pomysł jest. – przytaknęłam.
- Nie. Rose, nie. W ciąży jesteś! To może coś źle ci zrobić. – nie wiem od kiedy Nath tak się mną przejmuje, a raczej dzieckiem.
- Ale co się może stać, przez oglądanie filmu?
- Dobra. Dobra. Oglądamy komedie. Nathan ma racje. – pilota przejął Jay, który zaczął szpiegować jaką dobrą komedie.
- O Boże. – facepalm.
Po kilku minutach Jay miał już gotowy repertuar. 

Stwierdziłam jednak, że więcej z nimi nie wytrzymam i postanowiłam się jakoś wymknąć.
- Ja chyba już pójdę się położyć… Jestem strasznie zmęczona. – w sumie nie musiałam kłamać. Od jakiegoś czasu miewam straszne bóle krzyża. I nie wiem czym jest to spowodowane… Nie no, na pewno wiem, ciążą! Nie ma się co martwić.
Poszłam starając się ukryć jak cierpię. Przez te kilka dni, to dzisiaj ból dopadł mnie szczególnie. Jest wręcz nieznośny.
Dotarłam na górę. Wzięłam prysznic, przebrałam się w dres i sięgnęłam spod łóżka pamiętnik. Gotowa usiadłam przed biureczkiem, na którym zawsze znaleźć można laptop.

Zaczęłam pisać. 

Muszę Ci się wyżalić. Wuja Jay nie chciał ze mną oglądać „Króla Lwa”! W ogóle wszyscy w tym domu nie są przekonani co do tej animacji, jak widzę. Oj Malutka, już się nie mogę doczekać kiedy oglądniemy razem tę piękną bajkę. Postaram się, żeby to była pierwsza bajka jaką zobaczysz na ekranie. ;)
Nie mówiłam jeszcze o tym nikomu, ale od pewnego czasu mamusię strasznie boli krzyż. To z pewnością objawy tego, że noszę Cię jeszcze w brzuszku. Dla Ciebie zniosę każde cierpienie. Ale jeszcze 2 miesiące i zobaczymy się pierwszy raz. Mam nadzieję, że się cieszysz, bo ja na przykład nie wyobrażam sobie teraz życia bez Ciebie Malutka. Jesteś dla mnie najważniejszym skarbem, nie licząc tatusia oczywiście. Kocham Was obydwojga tak samo… No dobra, nie będę kłamać, Ciebie Malutka bardziej <3 ale proszę niech tatuś się nie dowie ;D
No nic, zobaczymy, czy ból minie przez noc.
Kocham Cię Malutka! ;*


 Gdy zaczęłam wstawać, strasznie zakręciło mi się w głowie. Postanowiłam jeszcze chwilę posiedzieć na krześle, ale ból strasznie się nasilił. Nie chciałam straszyć Nathana, że czuję się okropnie, więc zaciskając szczęki postanowiłam dojść do łóżka.
Udało mi się to z ogromnym wysiłkiem. No i kolejne zawroty głowy. Tym razem szybko oparłam głowę o poduszkę. 

Kolejna wizyta u lekarza za niecałe 3 tygodnie. Ból powinien minąć. Modlę się wręcz o to.

*

Obudziłam się u boku mojego męża, który smacznie sobie spał. Pocałowałam go delikatnie w czoło.
Nic nie wskazywało na to, że ból zniknął. Jedyny plus to taki, że był zdecydowanie łagodniejszy niż poprzednio.


Ubrana zeszłam do kuchni przygotować sobie jakieś kanapki do jedzenia.


W domu Belli i Sivy

- Już wstałeś? – odezwała się Bella widząc jak mały Tiago podnosi wysoko główkę. 
Podeszła do dziecka, wyciągnęła je z łóżeczka i pocałowała w czółko. – Mój książę jest głodny? – chłopiec uśmiechnął się na słowa matki. 
Kobieta poszła z nim do kuchni i wsadziła go do fotelika, w którym często zajada się posiłkami, a potem uszykowała mu niezbyt dużą porcję podstawowego posiłku.
Gdy mały był zajęty jedzeniem Bella postanowiła zadzwonić do swojej przyjaciółki.
- Cześć Rose! – przywitała się.
- Hej Bel. – uśmiechnęła się do słuchawki.
- Czy gdybyśmy dzisiaj wpadli do was nie miałabyś nic przeciwko? – spytała.
- Oczywiście, że nie! Czekam na was! – ucieszyła się. – A co tam u was słychać?
- Jak zwykle. – oznajmiła radośnie Bella. – A z tobą wszystko w porządku?
- Tak, tak. – powiedziała niepewnie. – Trochę tylko mnie krzyż boli. Ale to chyba normalne.
- To prawda. Mnie niekiedy też bolał. Ale wystarczyło chwilkę się przespać.
- Mówisz, że to pomoże?
- Jak najbardziej.
Tiago zaczął się śmiać. Bella spojrzała na niego, a mały był oblany sokiem malinowym.
- Dobra kochana. Muszę kończyć, bo Tiago cały oblał się sokiem. Muszę to szybko sprać. – zaśmiała się.
- Dobra. To do dzisiaj.
- Pa.


***

Rozglądając się za praktycznym zajęciem, który pomógłby mi zapomnieć o bólu, z góry zszedł Nathan.
 -Ty już tu?- mąż podszedł do mnie i mnie pocałował.
- Jak widać. – uśmiechnęłam się. – Co chcesz na śniadanie?
- Ehm… Sam sobie zrobię. – oznajmił.
- Proszę no. Nie mam co ze sobą zrobić. Bella i Tiago, pewnie Siva też, wpadną dopiero co najmniej za kilka godzin.
- No dobrze. Ale żeby później nie było, że cie za bardzo przemęczam albo coś.
-Nie będzie, na pewno. – uśmiechnęłam się. – To na co masz ochotę?
- Tak w sumie, to mam ochotę na ciebie… - zmarszczył lekko brwi i podszedł bliżej mnie.
- Nathan. Z takim brzuchem! Nic z tego! – wyplułam język. Ból znowu dał się we znaki. Cicho syknęłam.
- Oj Mała. – zaczął zwracać się do brzuszka. – Jestem zazdrosny o mamusię, wiesz? – zaśmiał się i pocałował brzuch.
- Nie do wiary?! Nathan James Sykes jest o mnie zazdrosny! – zaśmiałam się.
- Zawsze byłem!
- Fajnie dowiedzieć się czegoś nowego…
-Nowego?! – zdziwił się. – Może nie uwierzysz, ale najbardziej zazdrość mną miotała w Polsce, a w szczególności, kiedy musiałem tam cie zostawić samą…
 -Nie byłam tam sama.
- Beze mnie.
- To zmienia postać rzeczy. – uśmiechnęłam się i pocałowałam go delikatnie.
On to odwzajemnił. Całował mnie coraz bardziej zachłannie.   

Kiedy tylko była okazja postanowiłam poruszyć nowy temat.
- A właśnie. Jakie imię damy Małej? W końcu musimy to uzgodnić.
- Jakieś ładne. – uśmiechnął się.
-Skoro będzie mieć twoje nazwisko to ja nalegam, żeby miała jakieś spolszczone imię, choć trochę będzie mi przypominać o domu. – przyznałam.
 -W sumie to niezły pomysł.
- Myślałam nad Nicole. Polski odpowiednik to Nikola. Za wiele się nie różni, a trochę z Polski ma. – zaśmiałam się.  – Wtedy mówilibyśmy na nią Nel, Niki. Inny pomysł to Antonia – skróty Toni, Tola.
- I co o tym myślisz?  
- Podoba mi się Nicole.
- Nikola.
- Tak, Nikol-A.
- Nikola.
- No Nikola… podoba ci się imię? – zaśmiał się i kolejny dziś raz pocałował mój brzuch. 
- Na pewno! To co chcesz zjeść?
- Naleśniki z jagodami.
- Już się robi.  

__________________________________________________

Mam nadzieję, że nie jest zły i dziękuję za komentarze. <3
 Dziękuje, że jeszcze to czytacie! :*** 
Dedyk dla:
-lora ♥***☼

<333333333333

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 43



Dojechaliśmy już do domu. Zdecydowałam, że skoro Tom nie będzie ze mną rozmawiał przejdę się do Rosalie. Opowiem jej co się działo w ciągu tych dwóch bardzo długich dni.
Nie przejmowałam się już Tomem. Pognałam 3 przecznice dalej razem z moją ‘koleżanką’. Żeby nie wyszło na jaw, że gadam ‘sama do siebie’ udawałam, że rozmawiam przez telefon. To był jedyny sposób na to, że przechodzący obok mnie ludzie nie pomyślą sobie, że jestem stuknięta lub gorzej.
Po drodze zaczęłyśmy rozmawiać o moich znajomych. To Katherine nalegała. 

*

-Laura!? Jak ja cie dawno nie widziałam! – ucieszyła się Rose, kiedy otworzyła drzwi.
- No nie może być! – zaśmiałam się. – Chyba tydzień się nie widziałyśmy.
- To i tak długo. – przyznała i przytuliłyśmy się.
Rosalie była dla mnie zawsze jak siostra, zwłaszcza, że to ona w szczególności tak mnie traktowała. Zawsze byłyśmy blisko siebie. Nie kocham tak swojego rodzeństwa jak Rose, właśnie tak też będę kochać jej dzieciątko.
Weszłyśmy do środka.
-  Ładny brzuszek. – zaśmiałam się.
- Już jest taki duży? – złapała się za omawianą część ciała.
- Nie aż tak, ale mały przecież też nie może być. W końcu to początek 3 miesiąca.
- No tak.
- Ja w sumie przyszłam do ciebie w pewniej sprawie. – przyznałam. – Ale obiecuj mi, że się nie przestraszysz, ani nie zrobisz nic głupiego…
- Obiecuje, ale błagam nie trzymaj mnie tak długo w nie pewności. Coś się stało poważnego? – na jej twarzy zagościł strach.
- Usiądź lepiej, bo nie chce, żeby ci się coś stało.
Postąpiła jak jej kazałam.
- A więc…? – poganiała mnie.
- Widzę duchy.
- Że co ty widzisz…? – nie mogła mi uwierzyć.
-Te takie niewidzialne coś, co ja niestety widzę…  
- Ey! Dziękuje ci bardzo! – odezwała się Kat.
- Przepraszam. – odparłam.
- Nie no, spoko, jak ty to widzisz to spoko, dobrze, że ja tego nie widzę. – wydukała Rose, aż zrobiła się blada po twarzy.
- Fajna jest ta Rosalie. – przyznała Katherine z ironią.
- Wiesz… jest tu ze mną jedna zjawa i mówi, że jesteś ‘miła’… - zakreśliłam cudzysłów w powietrzu. – Ma na imię Katherine.
- Ale nie zrobi mi krzywdy? – jeszcze bardziej pobledła moja kuzynka.
- Postaram się. – usłyszałam głos zmarłej.
- Nie, nie zrobi. – uspokoiłam Rose.
Nagle poczułam wibracje dochodzące z kieszeni i dźwięk sms.
 Tom : „Gdzie jesteś?”
- A jednak się o mnie martwi. – zaśmiałam się.
Kat zajrzała przez moje ramię.
- Kto? – zapytała kuzynka nadal zdziwiona całą tą sytuacją.
- Tomi.
- Coś się stało?
- Nie… tak tylko się z nim droczę.
- Aha… okej.
- Wiedziałam, że nie wytrzyma. – odezwała się Katherine.
„Nie chcesz mnie w domu, to sobie poszłam… A tak w ogóle, wiedziałam, że nie wytrzymasz…”
Wysłałam wiadomość.
- Chcesz coś do picia. – spytała Rose.
- Chętnie wypiję herbatę.
- Już się robi.
Dziewczyna poszła do kuchni, a do salonu wszedł jej mąż.
- Hej Laura! – przywitał się. – Jednak tu jesteś.
- Cześć. A co… Tom już nie może wytrzymać?
-No widocznie tak. – zaśmiał się.
- I jak tam przyszły tatusiu? – spytałam z uśmiechem.
- Jak na razie korzystam z wolnego czasu, bo później nie będzie go za wiele. Rose za to bardzo przeżywa… Ona nawet gada do brzucha, śpiewa mu piosenki, mało tego komponuje…
- Przeszkadza ci to? Ja, gdybym była na jej miejscu też bym tak robiła. To normalne. Ona nosi dziecko, do tego twoje. Też powinieneś się czasem zająć dzieciątkiem, a zwłaszcza nią.
- Przecież jeszcze się nie urodziło. –
- Faceci i to wasze gadanie… - machnęłam ręką.
- No co?
- Nie, nic…
I znowu wiadomość od Tomiego.
„Wiem, że jesteś u Rose, a dla wiadomości nie odezwałem się do ciebie, tylko napisałem sms, a to wielka różnica.”
Odpisałam: „Ale to nie zmienia faktu, że martwisz się o mnie”.
Schowałam telefon.
Rose już do nas dołączyła.
Na stole położyła tacę z herbatą i ciasteczkami.
- Już nie grasz? – spytała męża.
- Tom mi przerwał. – zaśmiał się.
- Chcesz coś do picia?
- Już się o mnie nie martw, pójdę sobie zrobić. – pocałował ją w policzek i odszedł.
- A temu co się stało?
Ja się tylko zaśmiałam.
- Właśnie, a gdzie Jay i Max? – zaciekawiłam się.
- Max u Alice a Jay u siebie w pokoju. Ostatnio chodzi taki jakiś przygnębiony. Nie wiem, czy chodzi o Tany’e…  Jeszcze ni e poprosił mnie o pomoc, więc nie chce się teraz wtrącać, ale nie podoba mi się to.
- Może ja spróbuje z nim pogadać…? – zaproponowałam.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Myślę, że gdyby to było coś poważnego poprosiłby mnie o pomoc.
-Co ty gadasz… Pójdę do niego.
- Ale jak pogorszysz sprawę, nie pomogę ci. – ostrzegła mnie kuzynka.

Z punktu widzenia Rose

Wzięłam do ręki pilota i zaczęłam szukać jakiegoś ciekawego programu. Wkrótce potem dołączył do mnie mąż.
- A Laura już uciekła?
- Nie. Poszła do Jay’a.
Nathan położył swoją dłoń na moim brzuszku.
- Nic nie czuje. - zdziwił się.
- A co ty myślałeś, że jak raz położysz rękę do od razu będzie kopać?
- No tak.
- No to się pomyliłeś.
- No ale ciebie chyba kopie, nie?
- Nie powiem, raz po raz poczuję, ale bez przesady, że nie wiadomo jak kopie, dopiero rozpoczyna swój 3 miesiąc, więc jest jeszcze strasznie małe. – położyłam swoją dłoń, na dłoni męża.
- A ja już myślałem, że będzie urodzonym piłkarzem.  – przyznał Nath.
- „EM”! Chyba „KĄ”.
- Ja chce małego Nathana.
- Mi wystarczy, że mam już jednego BabyNathana. – uśmiechnęłam się i cmoknęłam go delikatnie w policzek.
- Oj tam, oj tam. Drugi też by się przydał. -  przyznał i pocałował mnie. 
______________________________

i po długiej przerwie pora na rozdział 43... podoba się chociaż? 

Nie mam już co liczyć na kilka komentarzy, bo na pewno wszyscy już zapomnieli o tym blogu, ale chiałabym zobaczyć, chociaż 1.... :) 
Jeśli są jakieś błędy to bardzo przepraszam... 

Pozdrawiam ;)

Dżagodaaa ;]