niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 38



5 sierpnia. To już dziś. Dzień, w którym poślubię Nathana. Dzień, w który zmieni się moje życie, może nie do końca życie, ale stan. 

Nasi rodzice już od wczorajszego wieczora są zameldowani w hotelu, w który odbędzie się przyjęcie weselne. Ogólnie tego wieczoru hotel będzie tak jakby w pełni nasz, bo jest on wynajęty dla całej naszej rodziny i wszystkich znajomych. My również będziemy tam nocować. Kosztuje nas to sporo pieniędzy, ale przecież taka uroczystości zdarza się tylko raz w życiu. 

Tę nockę byłam zmuszona spędzić u Laury i Toma, ponieważ kuzynka nie zgodziła się na to, żeby Nathan zobaczył mnie w sukni ślubnej nie prędzej niż przed ołtarzem.
Mam tu wszystkie rzeczy potrzebne tylko na ten dzień.

Ceremonia rozpoczyna się o godzinie 16.00, czyli pozostało mi jeszcze z 7 godzin wysłuchiwania lamentu Laury.
Na 9.00 zamówiła fryzjera, który dojedzie prosto do ich domu, specjalnie żeby mnie uczesać, no a przy okazji Laura też skorzysta,  ponad to, na 2 godziny później odwiedzi nas makijażystka.Osobiście nie byłam za tym, przecież równie dobrze mogę się sama umalować, uczesać… 

Fryzjer zjawił się chwilę przed wyznaczonym czasem.
Kiedy dostałam się w jego ręce, nie było już odwrotu. Bałam się, że nie spodoba mi się, że będę wyglądać jeszcze gorzej niż zwykle, a wyglądać jeszcze gorzej niż zwykle to ja dziękuje bardzo. Tak długo czekałam na ten dzień, że też mi się coś od życia należy, też chce choć jeden dzień ładnie wyglądać… Także trzymam kciuki, żeby się udało.

2 godziny później

- To już koniec. – uśmiechnął się do mnie Gustavo (fryzjer). – I jak, podoba się?
Przeglądałam się kilka minut, bo nie mogłam uwierzyć własnym oczom. (fryzurka)
- Dziękuje ci! – krzyknęłam i uściskałam ‘cudotwórcę’. – Naprawdę, jest rewelacyjnie. – cieszyłam się jak głupia do sera, jakby nie miała z czego, tylko z uczesania. I’ M IDIOT.    
-To teraz, jak się nie mylę kolej na Laurę, tak? – stwierdził.
-Jestem gotowa. – ucieszyła się.
- Liczę na pana! – zza drzwi krzyknął Tom.
- Tom, zamknij się! Jak nie będzie tak jak mi się podoba, to ty oberwiesz! – wkurzyła się na męża.
Chyba się wystraszył, bo już więcej nie było go słychać.

Długo nie czekałam, aż do domu wparowała makijażystka.
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie, ale w połowie drogi zorientowałam się, że wzięłam tylko 3 walizki.
- Nie ma za co, i tak niedawno co skończono mnie czesać. – uśmiechnęłam się, nagle przypomniały mi się ostatnie słowa wizażystki. –Ale jak to tylko 3 walizki?
-Zapomniałam o walizkach z tipsami. – uśmiechnęła się, a ja się przestraszyłam. – Jestem Ana. – przedstawiła się.
- Rose. Miło mi. – spróbowałam się uśmiechnąć. 
To już koniec. Już za późno, żeby się wycofać. Ale skoro za pierwszym razem poszło lepiej niż myślałam, to teraz też powinno się udać.
- To jaki makijaż sobie życzysz? – spytała, ku mojemu zaskoczeniu. Myślałam, że ja nie mam tu już nic do mówienia.
- Delikatny. – uśmiechnęłam się.
- Czyli dalej wszystko zależy ode mnie?
- Tak, oczywiście jeśli zamierzasz delikatny…
- Oczywiście, postaram się, zrobić ładnie, delikatnie, naturalnie. To bierzemy się do pracy.   

(A tu efekty końcowe - makijaż - paznokcie.)


Z punktu widzenia Nathana

Ja pierdziele… czuje się gorzej niż jakbym miał dawać koncert, tak nagle, bez przygotowania. Naprawdę. Jestem tak zdenerwowany, cały się trzęsę.  Łażę w tą i z powrotem. Masakra jakaś. A jak zobaczę Rose… Ja pierdole, to dopiero mi mowę odejmie. Chciałbym ją już zobaczyć.
- Nie chcę ci nic mówić, ale chyba musiałbyś się już odziać w to extra wdzianko, no nie? – zainteresował się mną Max.
- No niby tak, ale słuchaj, ja jakoś nie mogę, to był chyba zły pomysł z tym ślubem… – odparłem ni stąd ni zowąd.
- Co ty powiedziałeś? – zdziwił się Max.
- Chyba się pośpieszyłem z tym wszystkim. Jestem na to za młody. 
- Nathan, co ty wygadujesz?! Teraz chce Rose tak zostawić… WYSTAWIĆ!? Ty się zastanów, czego ty tak naprawdę chcesz! Najpierw pierwszy nalegasz na ślub, a jak przychodzi co do czego to ty się wycofujesz, jeśli to można tak łagodnie nazwać… 

Chyba Max ma rację, dosyć często ją ma. 

-Ty wiesz, co Rose będzie przeżywać?! Znam ją bardzo dobrze i na pewno przeżywałaby dłużej niż razem jesteście.
- Dobra, już dobra, rozumiem co chcesz mi przekazać…
- Więc co chce ci przekazać…?
- Żebym nie musiał się przejmować, że w przyszłości będzie smutna. Dzięki stary. – podszedłem do niego i poklepałem po plecach.
- Tak właściwie to nie dokładnie mi o to chodziło, ale rób co chcesz, żeby później nie było… - Max uniósł ręce do góry.
- Okej, okej. A o co ci tak naprawdę chodzi?
 -Skoro tak bardzo kochasz Rose, to zrobiłbyś dla niej wszystko, więc lepiej zacznij się przebierać człowieku!
-Dobra, już dobra. Jeszcze raz dzięki. To ja idę się przygotować.
Zostawiłem przyjaciela na korytarzu i pobiegłem do pokoju.
Postanowiłem się jeszcze odświeżyć więc zawitałem do łazienki. Przede wszystkim musiałem elegancko ułożyć swój włos…


Jestem już odziany w mój garniturek. Nagle usłyszałem krzyk Jay’a.
- Ey! Jesteś gotowy?! Limuzyna już stoi przed domem!
- Już idę! – krzyknąłem i zszedłem na dół.

Wszedłem do auta. Nasi świadkowie już tam byli – Jessica i Alek.
- Cholera! Obrączki! – krzyknąłem, strasząc przy tym moją siostrę.
- Spokojnie Nathan, przecież ja je mam… - odpowiedział łagodnie Alek. 
    

***


Poszłam razem z Laurą do ich sypialni. Była tam sukienka, welon… wszystko w co musze się przyodziać.
‘Specjalną’ bieliznę miałam już na sobie. Teraz kuzynka pomogła mi założyć suknię. Strasznie mi się podoba, w końcu sama ją wybierałam.
Po idealnym ułożeniu sukienki przyszła kolej na welon, który Laura wpięła mi pod koczek, upięty przez Gustavo.
Potem przyszła pora, na słynną podwiązkę, którą zdobią  niebieskie wstążeczki.  
W końcu przygotowania dobiegły końca. Wyszłam z sypialni przyjaciół i od razu skierowałam się na sofę stojącą w salonie. Tak nagle jakoś słabo mi się zrobiło.
- Rose? Wszystko w porządku? – zaniepokoiła się Laura.
- Tak, tak.
- Tom! – kuzynka zawołała męża. – Przynieś szklankę wody dla Rose! 
- Już!
-Ja zaraz wracam, idę po buty. – zawiadomiła mnie.
Po kilku minutach Thomas zjawił się ze szkłem w ręku. Ostrożnie podał mi szklankę. Zaczęłam upijać kolejne łyki mineralnej wody.
- Ślicznie wyglądasz. – powiedział.
- Dziękuje. – uśmiechnęłam się.
- Normalnie przypomniał mi się mój ślub. – zaśmiał się, a ja ponownie wykrzywiłam lekko usta.
Do salonu wkroczyła Laura.
- Alek dzwonił i powiedział, że są pod kościołem, więc limuzyna już tu jedzie.
-Boże, to już…! – zaniepokoiłam się.
- Nie bój się. Nim się obejrzysz, już będzie po wszystkim. – uśmiechnęła się Laura.
- Łatwo ci to mówić.
- Jakbyś chciała wiedzieć, to już to przechodziłam.
-Oj tam, oj tam. Ty zawsze byłaś odważna.
-No a ty niby nie?
- No raczej nie.
-Em… jesteście już gotowe? Limuzyna już stoi przed domem.
- Tak, tak. – odpowiedziała za mnie Laura. – Dobra, to idziemy.  – posłała mi uśmiech.
Wyjęłam z wazonika bukiet i wyszliśmy z domu, kierując się do czarnej limuzyny.



To już tu. Wysiadłam z pojazdu, trzęsąc się. Moje dłonie chodziły jakby zostały porażone prądem lub coś tym stylu. Wszyscy byli już wewnątrz tylko mój tata czekał na mnie.
Podeszłam do niego umiarkowanym krokiem, bo wiem, że na szybszy nie było mnie w tej chwili stać. Laura wraz z Tomem, dołączyli do pozostałych, którzy czekali, aż ojciec mnie wprowadzi.
- Witaj Rose! – ucieszył się. – Wyglądasz prześlicznie.  I pomyśleć, że niedawno byłaś taką małą, MOJĄ MAŁĄ dziewczynką.
- Tato… - do oczu zaczęły napływać mi łzy. – Chce jakoś wyglądać. – wskazałam na moją twarz palcem, na którym widniał pierścionek zaręczynowy.
- Rozumiem, rozumiem. To jak? Gotowa? – spytał tata.
- Nie, ale po co tyle mają tam czekać? – wskazałam na kościół ręką, w której trzymałam bukiet.
- To idziemy. – potwierdził i objął moją rękę swoją.
Ruszyliśmy. Jak na razie było dobrze, ale kiedy przekroczyliśmy próg kościoła poczułam na sobie wzrok wszystkich gości. Serce zaczęło mi łomotać, ciało drżeć jak galareta. Jeszcze bardziej zacisnęłam pięści. Tata czując to, jeszcze bardziej się do mnie przybliżył. Jeszcze dobre 15 metrów muszę przejść. Spoglądałam na rzędy ławek zapełnionych wszystkimi, którymi znałam. Miałam już tego serdecznie dosyć. Momentalnie spojrzałam się na wprost. Stał tam Nathan, w garniturze, strój, w którym nie specjalnie lubi chodzić. Spojrzałam się na niego. Od razu zapomniałam o Bożym świecie. Posłał mi ten swój słodki uśmiech. Teraz już nie przestawałam na niego patrzeć. Nie musiałam się już przejmować czy ludzie się gapią, czy też nie. 

Nagle poczułam, jak tata składa na moim czole całus. Ocknęłam się. Tak, to już.
 Podał moją dłoń Nathanowi, znikając do ławki, w której siedziała mama z moją chrzestną.
Już było lepiej.

*

-Ja Nathan, biorę sobie ciebie Rosalie za żonę na dobre i złe, w biedzie i dostatku, w zdrowiu i chorobie i ślubuję ci miłość i wierność oraz, że cie nie opuszczę, aż do śmierci. - Nathan powtarzał słowa przysięgi, patrząc mi prosto w oczy.
Teraz przyszła kolej na mnie.
- Ja Rosalie, biorę sobie ciebie Nathanie za męża na dobre i złe, w biedzie i dostatku, w zdrowiu i chorobie i ślubuję ci miłość i wierność oraz, że cie nie opuszczę, aż do śmierci.

*

Poznałam rodzinę Nathana, której dotąd nie znałam, czyli kuzynów, wujów, ciocie. Ja również zapoznałam go z resztą mojej rodziny, choć i tak z większością już się znał.
Orkiestra jest przecudna. Mogę to powiedzieć, bo tworzą ją znajomi, z którymi występuję. Zawsze mogę na nich liczyć, a dzisiejszy wieczór uczynią czymś co zapamiętam do końca życia. 

Wszyscy świetnie się bawią, czego się nie spodziewałam. Jestem taka zachwycona.


*


- Nathan będzie dobrym mężem. Wiem to, bo wiem. – ojciec zaczął swoje przemówienie. 
Nieliczni zaczęli chichotać, razem ze mną. Tata bardzo się przygotowywał, mama mówiła, że specjalnie przetłumaczył sobie ten tekst na język angielski, żeby teraz wszyscy mogli go zrozumieć, ponad to, kilka miesięcy po wypadku zaczął w ogóle uczyć się języka angielskiego co wyszło mu na dobre. 
– Rose pojawia się uśmiech zawsze, gdy jest przy nim. Chce, żeby była szczęśliwa, a wiem, że Nathan może to dla niej zrobić. – na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a Nate pocałował mnie w policzek, nie skrywając przy tym takiej samej radości jak moja. – Moim kochanym dzieciom życzę szczęścia w nowej drodze życia. – tata podszedł do nas i ucałował.
Nathan chyba też chce coś dodać. Wstał z krzesła i podszedł do mikrofonu.
- Wyjątkowym jest poznać kogoś, dla kogo można się poświęcić. Kto zaakceptuje cię takim, jakim jesteś. Czekałem przez długie lata, by być kimś więcej, niż jestem… z Rose… Czuję się jakbym zaczynał od nowa. – uważnie słuchałam słów Nathana. Było mi bardzo miło, że mówi coś takiego. W tym dniu, to było już pewne, że to ten jedyny. – Więc chciałbym wznieść toast za piękną pannę młodą… - uśmiechnęłam się i zaczęłam kręcić głową. – Nie liczę czasu spędzonego z tobą, bo nigdy nie będzie go za wiele, ale to będzie najwspanialsza część mojego życia - razem z tobą. – uśmiechnął się i podniósł kieliszek z szampanem do góry. Jego gest powtórzyli wszyscy znajdujący się na sali.

*

Było tak miło. 

Nate powiedział, że teraz będzie mała niespodzianka.
Wyszliśmy na środek, żeby zatańczyć ‘nasz taniec’. Wtedy usłyszałam, jak orkiestra gra melodię piosenki Bruno Marsa – Just The Way You Are.
Ciągle pamiętałam o tej piosence. To przy niej zatańczyliśmy pierwszy raz razem. Ten kawałek jest dla mnie czymś więcej niż tylko słowami skomponowanymi razem z muzyką. To jest dla mnie piękne wspomnienie, które nigdy mnie nie opuści.
-Pamiętasz? – spytałam, ciągle nie mogąc w to uwierzyć.
- Było to ładnych parę lat temu, ale dlaczego niby miałbym zapomnieć tak ważnej dla nas piosenki…?
-Kocham cie. – szepnęłam mu do ucha.
- Ja ciebie też. wiesz, która jest godzina?
- 20.00.
- Myślę cały czas o tobie, nawet nie ma takiego dnia, w którym bym tego nie zrobił. A tak przy okazji... wyglądasz dziś bajecznie, z resztą tak jak zwykle. – po tych słowach delikatnie wpił się w moje usta. 



*


The Wanted zaśpiewało kilka piosenek. Wszyscy świetnie się bawili.  

To jest najwspanialszy dzień w moim życiu.Tego dnia, na naszych dłoniach zagościły obrączki, które będą dowodem potwierdzającym to, iż ślub się odbył.



_______________________________________



 Dziękuje wszystkim za  komentarze pod ostatnim postem. ♥ 
Dla Was dedyk. 

 


wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 37



Rok później

Już za 3 dni bierzemy ślub, dlatego postanowiliśmy, że właśnie dzisiaj urządzimy małą imprezkę tylko dla naszych znajomych, czyli tak jak od kilku lat zespół The Wanted i najbliżsi przyjaciele. Zamówiliśmy mnóstwo alkoholu, mamy się nie żałować, przed ostatnimi dniami ‘stanu wolnego’. A co mi tam, raz w życiu się żyje. Będę w końcu w gronie przyjaciół, więc jak zrobię jakieś głupstwo, to nie mam się czego wstydzić.
Muzyka była uszykowana, balony, dekoracje wszędzie pozawieszane, czyli wszystko co potrzeba na imprezie. Ja założyłam taką kreacjęi dodatki. Chłopaki, też się wystroili. Max i Jay zaprosili jakieś dziewczyny, dzisiaj będę je widzieć pierwszy raz na oczy.
Jessica również będzie na imprezie, a skoro ona to i Alek też, już na nią czeka.
Przyjdą jeszcze dwie pary oczywiście.

Goście zaczęli się kolejno zjeżdżać.
Pierwsza była Jessica.Wyglądała wręcz ślicznie. Alek gdy ją zobaczył, zaniemówił, z resztą nie tylko on, również jej brat.
Potem razem przyjechali Siva, Bella(oczywiście bez Tiago, który został razem z opiekunką), Tom i Laura. Bella pomimo ciąży szybko wróciła do poprzedniej figury i nawet po urodzeniu dziecka wygląda zjawiskowo. No a Laura, nic dodać nic ująć. 

Chwilę później do domu wparował Max ze swoją dziewczyną podobno – Alice, blond włosa piękność, jak to Max często mówi. Nie jest zbyt wysoka, a wręcz przeciwnie. Długie, złociste włosy opadają na jej ramiona. Ma duże, śliczne, brązowe oczy.

Potem przyszła kolej na przedstawienie przez Jay’a właśnie jego dziewczyny – Tany’i. Ona to jest wysoka… tak na oko ma 175cm wzrostu. No dobra, może nie jest wysoka, bo o kilka centymetrów wyższa ode mnie, ale w porównaniu do Alice jest i to bardzo. Tanya jest brunetką o zielonoszarych oczach.
Skoro wszyscy się już znają, przyszła pora na oficjalne rozpoczęcie imprezki.
Nathan, jak to Nathan, on zawsze musi coś wymyśleć. Kiedy więc wznosiliśmy toast za młodą parę, w tym przypadku nas, on wszedł na stół w salonie razem z kieliszkiem szampana i postanowił przemówić.
- W imieniu moim i mojej przyszłej małżonki – tutaj uśmiechnął się do mnie – chciałem Wam podziękować  za to, że tu jesteście i mam nadzieję, że będziemy się świetnie bawić. – uśmiechnął się, wyciągnął rękę ku mnie i wciągnął mnie na skrawek stołu gdzie nie było żadnych przysmaków. – A teraz chciałbym wznieś toast, za kobietę z którą spędzę resztę tego jakże pięknego przy niej życia. – wszyscy podnieśli kieliszki z zawartością do góry, na co szybko postanowiłam dodać jeszcze parę słów.
- Wypijmy też toast za mężczyznę, bez którego nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia. – spojrzałam Nathanowi prosto w oczy, oboje uśmiechnęliśmy się do siebie, a potem razem z resztą skosztowaliśmy w końcu szampana. Gdy w kieliszkach nic już nie było, Nathan objął mnie w pasie i słodko pocałował. Długo tak trwaliśmy w pocałunku, dopóki nie przeszkodził nam Tom.
- To może w końcu zaczniemy ten melanż?
- Dobra, już dobra. – ocknęliśmy się oboje i dołączyliśmy do reszty, która zaczynała kręcić biodrami przy rytmie piosenki We Own The Night.
Potańczyliśmy jeszcze z dobrą godzinę. Potem, zmęczeni, klapnęliśmy sobie na wypoczynek, znajdujący się w salonie. My – dziewczyny – stwierdziłyśmy, że trochę sobie poplotkujemy przy kilku butelkach wina. Chłopaki mieli dość proste zadanie, a mianowicie… kazałyśmy im wymyślić jakąś ciekawą zabawę. Wymyślili ją, ale bez wódki nie udałoby im się chyba. Nie wiem co kombinowali, ale poprosili nas, abyśmy napisały na kartkach 3 zajęcia, które są głupie lub niemożliwe do wykonania. Skoro chcieli, to czemu nie miałybyśmy im paru durnych zdanek napisać.
Po niecałych 10 minutach powiadomili nas, że ‘GRĘ CZAS ZACZĄĆ’.
-To teraz prosimy o małą instrukcję. – poprosiła ich Laura.
- A więc tak… - zaczął Nathan. – Każdy po kolei będzie losował to co wszyscy napisaliśmy na tych oto karteczkach. – do góry podniósł miseczkę, gdzie, jak się nie mylę, są te całe zadania. – Kto nie wykona wylosowanego zadania, pije karnego, ale bez popity! – powiadomił, a swoją przemowę zakończył złowieszczym śmiechem.
- No to ładnie… Ciekawe jak ja do domu dojdę. – zaśmiała się Bella.
- Jestem ciekawa, kto wymyślił ‘karne’…? – dodała z zaciekawieniem Jess.
- Coś mi się wydaję, że skoro on tak durnie się śmiał, to na pewno to był on. – odpowiedziałam i wskazałam na Nathana.
- Możliwe, że masz racje.
- Dobra, to zaczynamy. – odparł Tom.
Nathan chodził z tą miską, jakby zbierał na ofiarę, ale niestety, w tej miseczce było coś o wiele gorszego – kieliszek wódki bez popitki, rewelacja, zwłaszcza, że nie lubię tego rodzaju alkoholu.
Na pierwszy rzut poszedł Jay, ponieważ stał najbliżej Sykes’a.
- Napij się wody z kibla. – przeczytał druczek. – Fajnie… kto to wymyślił? – podniósł kartkę do góry.
-Oczywiście, że ja! – wyszczerzył zęby Nathan. 
- Jaki idiota. Dawaj karnego! – zaśmiał się Jay.
- Już się robi. – Nate nalał wódki w kieliszek.
- Jaki szczodry… - dodał James i przechylił szkło.
Potem przyszła pora na Alka.
- Stań na czubku wieży Eiffla. – przeczytał listek.
- Nie stanę, poproszę karnego.
Kolejno stali: Jess, Max, Siva, Tom, Laura, Bella, aż w końcu przyszła kolej na mnie.
 -Dosiądź wieloryba. – przeczytałam i wybuchłam śmiechem.
 -Sorki Rose, to moja karteczka. – podniosła rękę do góry Laura.
- Haha, niezłe. – przyznałam. – Dzięki, że muszę wypić karnego.
- Już ci leje, już ci leje. – Nathan stał już z pełnym po brzegi kieliszkiem.
I co ja mam teraz zrobić… Dobra, wezmę ten cholerny kieliszek i wypiję to, nawet nie poczuję.
Wzięłam do ręki szkło i przechyliłam. Nie było tak źle, dopiero w ostateczności mocno mną otrzęsło.
-Ale to nie dobre. – jęknęłam połykając ostatni łyk substancji, a chłopaki zaczęli się śmiać.
- Nie przesadzaj, bo akurat ta jest dobra. – dodał Tom.
- O Boże, to ja nawet nie chce próbować najgorszej.
Oczywiście potem przyszła kolej na pozostałych: Alice, Tanya i NATHAN.
Kiedy on losował wszyscy zaczęli się głośno śmiać. Ma za swoje. 

W końcu po kilku kolejkach zabawa nam się znudziła, więc postanowiliśmy wrócić do wcześniejszego zajęcia, a mianowicie do tańca.
Tym razem chłopaki dosłownie wygłupiali się, mało tego chodzili z flaszkami i każdemu nalewali.
My, przynajmniej ja, byłyśmy już nieźle wcięte. Opróżniłyśmy 5 butelek wina no i oczywiście do tego kilka kieliszków wódki. Super normalnie.
Ja już miałam omamy jak tańczyłam z Nathanem, ale nie oszukujmy się, on też był nieźle nawalony.
Dalej, to już kompletnie nie pamiętam co się działo.


Kolejnego dnia, a tak właściwie dzisiaj obudziłam się o 14.00, bez bielizny, z ogromnym bólem głowy. Nathan chrapał obok mnie. 
Nic z tej imprezki zupełnie nie pamiętam. PARTY HARD normalnie.
Szybko okryłam się kołdrą, z szafki sięgnęłam jakieś ciuchy i poszłam do łazienki się trochę ogarnąć.
Gotowa zeszłam do kuchni, gdzie po drodze widziałam dziwne rzeczy, o których nie chcę mówić.
 Kiedy doszłam do celu z wiszącej szafki sięgnęłam tabletki, a z lodówki wyjęłam butelkę wody.
Popiłam tabletkę kilkoma dużymi łykami wody, dobra… tak mnie suszyło, że wypiłam całą półlitrową butelkę.
Usiadłam na krześle, trzymając się za głowę, której ból z każdym jakimkolwiek dźwiękiem nasilał się. Bezbronna oparłam głowę o blat stołu kuchennego i przysnęło mi się.
Jeśli się nie mylę, mój sen trwał pół godziny, może trochę dłużej. Nawet dobrze mi to zrobiło, bo ból był teraz bardziej znośny niż przedtem.
Nie chciałam siedzieć bezczynnie więc postanowiłam wziąć się do roboty.
Kiedy ja sprzątałam wszyscy zdążyli wybudzić się ze snu.  


____________________________________________

Postanowiłam jakąś imprezkę dać przed weselem. xD 
Nie wiem jak mi to tam wyszło, oceńcie sami. 
Dedyk dla: 
Lory - dziękuje Ci za tak miłe słowa... ;)
Blaugrana xD - oj tam, oj tam... to dla mnie przyjemność. ;) 
мιυυ. ♥- Szkoda, że wcześniej nie mówiłaś, że chcesz być świadkową xD teraz niestety mam już obmyślone plany :/
Haha, i tak się nie boję, zobaczysz, że jak przeczytasz ostatni rozdział, to sama stwierdzisz, że nie ma sensu pisać dalej. xD Chyba, że Ty zechcesz ciągnąć losy bohaterów. :D

 ♥ ♥ ♥ Serdecznie Wam dziękuje za komentarze.